Wpisy

  • wtorek, 01 lipca 2014
    • bezczynność

      mnie pożera tak okropna, że czuję jak obrastam mchem i hubą.

      Od dwóch chyba tygodni nie chodzimy na siłkę, bo T. zdecydował że ma teraz tyle pracy, że nie ma siły na treningi.

      Spoczko, powiedziałam sobie, odkurzę program insanity i będę w domu ćwiczyć.

      Dupa, oczywiście. Ledwo się mogę ogarnąć, a dodatkowym problemem jest to, że do ćwiczeń potrzeba lapka który w domu jest jeden, więc muszę ćwiczyć kiedy T. nie ma w domu albo coś sobie gmera w garażu na przykład. No ale przede wszystkim muszę się zmotywować.

      Niniejszym więc, MOTYWUJĘ się i obiecuję sobie tu o, publicznie, że dziś po pracy ćwiczę, a jak nie to proszę mnie zbesztać.

      Wyjazd na zlot się owszem, udał :) pogoda co prawda była kiepska a w porywach okropna [ściana deszczu], na szczęście nie mieszkaliśmy pod namiotami, więc dało się przetrzymać. Mogłam sobie zgrillować moje dziwne wegańskie żarcie bez najmniejszego kłopotu, nawet zjadłam w ośrodku pierogi ze szpinakiem [bez fety!] i krem z pieczarek [bez śmietany!], więc można powiedzieć że menu wegańskie mieli w minimalnym stopniu opracowane. Tańce i hulanki wieczorami były, i ogórki małosolne kaszubskie przepyszne! Zaliczyliśmy jedną wycieczkę rowerową, 10km między deszczem a ulewą- co prawda szlak turystyczny którym jechaliśmy nagle się urwał i trzeba było wracać, ale i tak fajnie było się trochę poruszać. Niestety, nie odważyłam się na kąpiel w jeziorku, ale słońce za oknem mówi mi, że to już niedługo :)

      A dziś 1 lipca..! Gdzie te czasy, kiedy w połowie kwietnia kąpałam się w MORZU..?

      Starzeję się.

      A na następny radośnik jesteśmy zaproszeni do znajomych-nieznajomych [tzn. ja ich za bardzo nie znam] na parapetówkę z grillem- dostałam za zadanie ogarnąć warzywa [dla porównania- T. ogarnia..węgiel ;)], więc właśnie wymyślam menu. Oczywiście bardzo zależy mi żeby było pysznie i żeby wszystkim posmakowała cruelty-free opcja.

      Zdjęć dziś ni ma, ale będzie krótki filmik.. dla przemyślenia. Wiem, że obiecywałam nie robić krucjaty, ale boli mnie serduszko i czasami muszę jakąś małą propagandę zasiać.. Zwłaszcza, że wiele osób jednak nie zdaje sobie sprawy z realiów hodowli [ja kiedyś] i nie wie, że można jeść nie krzywdząc [ja kiedyś], i po zapoznaniu się..może coś zakiełkuje w głowie :)

      go vegan..!

      PS. wszystkiego dobrego z okazji Dnia Psa!

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „bezczynność”
      Tagi:
      Autor(ka):
      nuxy
      Czas publikacji:
      wtorek, 01 lipca 2014 16:05
  • piątek, 27 czerwca 2014
  • poniedziałek, 23 czerwca 2014
    • znów w koleiny

      ano, radośniki mają to do siebie, że się za szybko kończą. Pogoda niby była średnia, ale jakieś atrakcje udało się wyłuskać- a to wycieczkę rowerową 

      a to poziomki z centrali

      i w jaglance

      i degustację lokalnych trunków w nowo odkrytym sklepie alkoholo ;)

      butelka z ośmiornicą i malowany kapsel mnie zachwyciły. Smak piwa Deep Love również, na początku słodki, później gorzki jak pieron.. i za nic nie mogę skojarzyć tej kwiatowo-owocowej nuty!

      jadłam pysznie. Kofty z tofu do których się zbierałam od dawna, aż mi się tofu niemal przeterminowało- niepotrzebnie się tak ociągałam, bo są pyszniutkie, szybkie i smaczne! Tu z ryżykiem i sosem salsa

      oczywiście były i grille, a z nimi cukinia, tempeh, cebula, pieczarki.. wszystko w sosie barbecue ;)

      Przypadkowe dziecię- podduszony na patelni świeży szpinak z cebulą, pieczarkami, tofu i suszonymi pomidorami. Pyszny obłędnie!

      No i, proszę państwa, będą cukinki :)

      trochę mnie martwi fakt, że jutro muszę się zwlec o 5, bo o 6 ruszamy na realizacje- do Kaszubskich Inkubatorów Przedsiębiorczości zjeżdżają krzesła.. ciężko będzie.

      A w następny radośnik, kierunek- Ostrzyce! Zlot motocyklowy. Mam nadzieję że pogoda będzie boska, co wynagrodzi mi nieobecność na szkoleniu Vegan Workout :(

      PS. ahahaha, prognoza mówi że będzie LAŁO. Cudnie.

      PSPS. Na Dzień Ojca i małego głoda prezentuję pyszne kuleczki!

      Jest to TEN słodycz którym można się opychać prawie bez wyrzutów sumienia, bo jego bazę stanowi...

       

      ...

       

       

      ..KASZA GRYCZANA!

      Miałam duże obawy że będzie ją czuć, jednak po doprawieniu masy pachniała pięknie pierniczkowo, i jest tak wspaniała że oh ah i same superlatywy! Będę lepić częściej :] A przepis pochodzi z blogaska TrueTasteHunters.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „znów w koleiny”
      Tagi:
      Autor(ka):
      nuxy
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 23 czerwca 2014 15:30
  • środa, 18 czerwca 2014
    • Gdańsk z perspektywy kaczki

      ano. Fotki z sobotniego spływu kajakowego dopiero dzisiaj, boo w poniedziałek cośtam, a wczoraj byłam na odbiorze mebli w ubezpieczalni i zeszły mi dwie godziny na dyskutowaniu nad przelotką w blacie biurka. Pani klientka była wzburzona że nie skonsultowano z nią położenia owej przelotki, bo to że ona jest tam gdzie jest podnosi jej poziom irytacji do tego stopnia, że NIE MOŻE PRACOWAĆ. I w ogóle przy tym biurku nie siada. Moje argumenty, że jeśli klient nie zaznacza że coś ma być nietypowo to robimy typowo, i że gdybyśmy mieli dywagować nad każdym detalem konstrukcyjnym mebli to do dzisiaj nie zaczęlibyśmy ich robić, przeszedł jakoś bez echa. Zwłaszcza, że na ustaleniach spędziliśmy w sumie ok. 6 godzin, i robiliśmy kilka wersji wycen bo klientka zmieniała zdanie w sprawie różnych elementów...ech, ludzie. Nie zawsze może być różowo ;)

      Wracając do soboty- zgodnie z planem i na przekór pogodzie, razem z mamą o 9.40 stawiłyśmy się na przystani kajakowej nad Motławą. Grupa była spora, wpisałyśmy się na listę i dostałyśmy niezbędne gadżety [kajak, wiosła i kapoki] i wio. Tempo było bardzo spacerowe, kajak z przewodnikami trochę słabo nagłośniony ale dał radę. Co jakiś czas przystanek, kilka informacji historycznych, ciekawostek, i na zakończenie złorzeczenie na władze miasta. Nie dziwię się, też mnie wkurza to że sprzedaje się działki w historycznej części miasta deweloperom i nawet nie narzuca im się wizji, jak powinna wyglądać ich inwestycja.. No a kasę z działek można by przeznaczyć na przykład na taki drobiazg jak konserwację zabytków, czyż nie? Tak naprawdę zadbana jest reprezentacyjna ulica Długa, ale już kawałek dalej, chociażby słynna Wyspa Spichrzów.. przykro patrzeć. Wszystko się sypie, albo kupuje to prywatny inwestor po czym zabytek trawią wybuchające w niewyjaśnionych okolicznościach pożary.. [ergo: zajezdnia tramwajów konnych w Oliwie] I już można budować osiedle! Nad samą Motławą powstają jakieś koszmarki, kompleksy apartamentowców pasujące do charakteru Starówki jak kalafior do bitej śmietany, ogrodzone zielonym płotkiem z siatki który uniemożliwia spacer brzegiem rzeki. Tylko patrzeć, ja przyjdzie ekipa budowlańców i ociepli rozpadające się kamienice 10cm styropianem i pomaluje je na wszystkie kolory tęczy :(

      To teraz fotecki będą.

      Kamieniczka przy Żabim Kruku- miejscu spotkania. Zrobiłam zdjęcie, bo jak sugerują pustaki w oknach, niedługo już jej nie będzie..

       albo na przykład to. Wiecie, że ta rozsypująca się rudera ze świetlikami w dachu to pierwszy w Gdańsku dworzec kolejowy?

       Szczątki na Wyspie Spichrzów

       

       wzdłuż Długiego Pobrzeża, spacerowicze robili nam zdjęcia ;) dobrze że chleba nie rzucali ;)

       widok z drugiego brzegu. W centrali- żuraw

      na przeciwko żurawia marina gdańska- nowocześniejsza część

      wypasiony katamaran z bliska :) 

       Wielka Stągiew tudzież Baszta Mleczna, pozostałość po fortyfikacjach Gdańska

       jedyne z nowo powstałych budynków które swoim wyglądem nawiązują do starych kamienic

      prestiżowa lokalizacja firmy produkującej luksusowe, super-drogie torebki ;) pod logo Batycki widać resztki napisu: HURTOWNIA SAMOOBSŁUGOWA

       śliczna lilia wodna! Widziałam dwie takie, na sto butelek szklanych i plastikowych, puszek, woreczków, papierów.... ludzie są okropni!

       jętka [?] którą wyłowiłam z wody, wysuszona i przywrócona do życia ;)

      Po spływie wybrałyśmy się do Green Waya na Długiej. Ja wszamałam sobie samosy, mama pierożki z sosem rozmarynowym, pycha! A to jeszcze jedna fotka z wystawy sklepu z bursztynem. Jakby ktoś miał dosyć walających się w nieładzie po kieszeniach milionów ;)

      dobra, muszę zamówić psu żarcie [znowu! ile ona je?] i chyba zabrać się trochę za pracę.

      Jutro wolne, superowo :o) są jednak plusy mieszkania w państwie które jest bezwyznaniowe tylko w teorii.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Gdańsk z perspektywy kaczki”
      Tagi:
      Autor(ka):
      nuxy
      Czas publikacji:
      środa, 18 czerwca 2014 12:04
  • czwartek, 12 czerwca 2014
    • chrup, chrup, chrup

      jestem uzależniona od płatków kukurydzianych. Takich zwykłych, najlepiej pełnoziarnistych ale też niekoniecznie. Wsuwam je na sucho. W formie deseru, drugiego śniadania, kolacji, przekąski potreningowej i przedobiadowej. Mam nadzieję że mają właściwości antynowotworowe, zabijają wolne rodniki i oczywiście odchudzają ;)

      Właśnie siedzę w pracy i sobie pochrupuję, korzystając z tego że jestem sama w pokoju.

      Za małolata, kiedy objadałam się płatkami produkcji koncernu na N z gniazdkiem w logo, nie mogłam pojąć czemu ludzie jedzą z mlekiem płatki kukurydziane. Przecież one przy kontakcie z jakąkolwiek cieczą w ułamku sekundy zamieniają się w wilgotnego, galaretowatego i obślamyzgłego gluta! Obrzydliwe! Tak samo jak nie kumam ludzi którzy jedzą płatki z ciepłym mlekiem. Przecież w tym właśnie jest cała radość, że płatki chrupią, nie? No, ale aktualnie w ogóle nie czaję ludzi którzy spożywają mleko [czyli wydzielinę krowiego gruczoła :P], także o czym my tu.. ;)

      Kumasz że już jest CZWARTEK? Kiedy to się skończy? Przecież dopiero był poniedziałek! Wpadłam w jakąś pętlę czasoprzestrzenną.

      O sądzie miałam napisać. Poszło dobrze, towarzyszył mi T. jako publiczność co dodało mi odwagi [nie, żebym się miała czego bać, ale jako orzech nastawiony pozytywne i przyjacielsko do całego świata, okropnie stresuję się konfrontacjami ja vs. drugi człowiek, nawet jeśli racja jest mojsza]. Cała rozprawa trwała 1,5h [!!], wszystko co mówiłam musiałam deklamować powoli, głośno i wyraźnie, po czym powtarzała za mną sędzina, i notowała pani.. ee.. nazwijmy ją notariuszką. Wobec takiej sytuacji człowiek się stresuje, bo zdania trzeba składać jak na maturze z polskiego, unikać pierdoletów typu "także tego", "no więc", "sądzę że chyba" itp. Na szczęście kierowca miał jeszcze większe opory przed odzywaniem się ;) Obejrzeliśmy sobie zapis z autobusowego monitoringu, tak z pięć razy [różne kamery, różne ujęcia], co też trochę trwało, bo pani notariuszka słabo ogarniała obsługę odtwarzacza. Ostatecznie kierowca przyznał się, że "faktycznie może jechał trochę za blisko", chociaż samego momentu kiedy szorowałam kierownicą o bok autobusu ofc nie było widać. No ale cóż, to nie gopro są zainstalowane w pojazdach ZKM, dobrze że chociaż coś było. Także pan kierowca dostanie mandacik [300pln], PLUS koszty sądowe i pewnie po premii. A wystarczyło się przyznać na komisariacie, dostałby tylko mandat.. Właściwie to trochę mi go szkoda, mógłby tego mandatu nie dostawać tylko pouczenie czy coś [kierowca to chyba nie jest dochodowe zajęcie], ale z drugiej strony jak sobie pomyślę że mógłby zamiast tego siedzieć z wyrokiem za spowodowanie wypadku, to chyba jednak mandat jest mniejszym złem.

      Pogoda lekko oklapła, w radośnik też ma być wiosennie, zwłaszcza w sobotę. A akurat tego dnia mama wrobiła mnie w kajaki po Motławie, na 9.40, ze słuchaniem historii o Gdańsku. Fajnie w sumie, mama w ogóle ostatnio ogarnia tyle zajęć dodatkowych że szok. Codziennie coś się dzieje, a to jakieś spotkanie z podróżnikiem, a to warsztaty, wystawa, wykłady.. dosłownie codziennie, w Gdańsku, za darmoszkę! Jestem pod wrażeniem ile zajęć można sobie znaleźć jak tylko zechce się poszukać!

      I w ogóle to 28.06 będzie szkolenie

      i jestem ZŁA, bo co? Bo w kwietniu zapisaliśmy się z Tomim na zlot motocyklistów w Ostrzycach, wyjazd 27.06! PECH jak jasna cholera! :(

      Ale za to zumba była wczoraj fajna, trochę babeczek się wykruszyło i jest więcej powietrza na sali, aczkolwiek ściepę na wentylator musimy chyba zrobić.

      Pojawiły się w internetach zdjęcia z akcji pompkowej, tu mnie widać :)

      everybody's pumpin'!

      czymże byłaby notka bez ptaszka ;) gwiazdką odcinka jest pliszka siwa i jej robale

       

      acha, no i jeszcze tak poniekąd w medialnym temacie

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „chrup, chrup, chrup”
      Tagi:
      Autor(ka):
      nuxy
      Czas publikacji:
      czwartek, 12 czerwca 2014 11:03
  • poniedziałek, 09 czerwca 2014
    • poniedziałek.

      Rekordu niestety nie udało się pobić. W ogóle trochę mało było ludków, nie wiem czemu, wystraszyli się konfrontacji ze swoją kondycją? ;) zupełnie niepotrzebnie, bo w akcję włączyły się nie tylko same koksy [i orzech ;)], ale były też całe rodziny z mniejszymi i większymi dzieciaczkami, emeryci i renciści. I super! Szkoda tylko, że tak mało. 150 osób się uzbierało. No, ale akcja była dość mało nagłośniona.

      punkt opieki nad dziećmi, gdzie moja mamą wolontariowała :)

      babeczka, którą dostałam za pompowanie [i bez trucia pupki organizatorom z pytaniem: "weegaańskaa?" oddałam mamie ;)]

      oczywiście po uprzednim zanurzeniu w ciekłym azocie :P [dlatego tak paruje :)]

      W ogóle prawie cały radośnik spędziliśmy w ogrodzie. Strzaskałam się trochę :] W sobotę przyjechała moja kuzynka ze stolycy ze swoim świeżo poślubionym [w piątek] mężem-Hindusem. Wpadli też nasi eks-sąsiedzi. W ruch poszła grillowana cukinia, cebula, boczniaki, tempeh i pieczarki, indyjski gość cieszył się że nie jest jedynym wege :) i jarał się motocyklami mojego T. Bardzo było miło i zabawnie, objadłam się po same uszy i zamroziłam wino [mam teraz lody winne..]

      W niedzielę pojechaliśmy na siłkę, ale jakoś tak było słabo, gorąco okropnie i głodna byłam, no i nie wiedziałam jaką partię mięśni zrobić więc zrobiłam każdą po trochu, taki full body workout. Po czym kolejny grill, z innymi znajomymi, furorę zrobił mój sos barbecue wg przepisu Jadłonomii i dobrze, bo się przy nim trochę narobiłam. W przepisie jest jedna papryczka chilli, którą ja z braku zastąpiłam kawałkiem zwykłej papryki i pięcioma suszonymi chilli. Sos wyszedł tak ostro że prawie przeżarł garnek, więc musiałam zrobić drugą porcję [tym razem bez chilli] i je ze sobą wymieszać, dopiero wtedy stał się jadalny. Ale idealnie się w nim marynuje warzywa, do posmarowania też jest gites. Polecam się czasem trochę narobić, bo warto :)

      A dzisiaj siedzę w domku, panowie hydraulicy własnie nam instalują zewnętrzny kranik do podlewania ogródka. Później cisnę do pracy, no i na 13 sąd. Nie sądzę żeby coś wielkiego z tego wyszło, pewnie ja powiem jak było a kierowca- że on sobie takiej sytuacji nie przypomina, i tyle. No ale stawić się trzeba.. T. idzie ze mną ;)

      Korzystając z pogody, biegam po ogrodzie ze słoikiem i wyłapuję koniki polne dla geczuków. Przeszczęśliwe są. Geczuki, nie koniki..

      żarcie?

      prawie jak "zakochany kundel"

      ten się wycwanił i opanował bezpośrednie centrum dystrybucji koników ;)

      on nom nom

      w piątek byłam w decathlonie po smar do łańcucha i w auchan po jakieś pierdoły, i wracając rowerem przez pole spłoszyłam w jednej chwili kolejno:

      -kruka

      -lisa

      -kuropatwę.

      Kurka się pasła, lis się na nią ewidentnie czaił, a kruk chyba kibicował.. tylko nie wiem komu. Albo może liczył że lis mu da gryza? [dzioba?] W każdym razie pomyślałam sobie: hurra, uratowałam kurkę! A po chwili przyszła refleksja: biedny, głodny lisek..

      przerąbane.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „poniedziałek.”
      Tagi:
      Autor(ka):
      nuxy
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 09 czerwca 2014 10:26
  • piątek, 06 czerwca 2014
    • znowu radośnik, NAPOMPUJ SIĘ!

      coś się dzieje dziwnego, ostatnio ten czas tak zaiwania że..! ani się człowiek obejrzy, a tu poniedziałek, środa, sobota, poniedziałek, środa.. jak tak dalej pójdzie to zaraz mi stuknie siedemdziesiątka.

      Ale wczoraj był dzień. Przez moje niedopatrzenie szef nie pojechał do Warszawy na negocjacje cenowe mebli, które już właściwie zostały zamówione, no i ktoś nas prześcignął. Trzeba było anulować zamówienia, i okazało się że trochę mebli już zostało zrobione.. ale prawdopodobnie sprzedamy je firmie która nas cenowo wyprzedziła, więc za dużo strat nie będzie.

      Później okazało się, że ktoś [szef] zostawił otwarte auto, i jakiś pajac świsnął nam fotel obrotowy z paki.. dość wypasiony fotel

      na szczęście nic więcej nie zginęło. Jasne, zostawiać otwarty samochód nie jest zbyt mądrze ;) ale kraść FOTEL? Nie wierzę że ktoś zrobił to z głodu. Zresztą jakiś czas temu ukradli mi przecież pod firmą.. lampkę rowerową. Ludzie nie przestają mnie zadziwiać..

      W ramach pocieszki skoczyłam szybciutko do Avocado i przywiozłam każdemu po kawałku pysznego ciasta czekoladowo-gryczanego

      skoczyłam też do centrum zawieźć umowę z inkubatorami. Zostawiłam auto kawałek dalej żeby nie walczyć o miejsce parkingowe, i korzystając z pięknej pogody przeszłam się alejką przy której rosły grochodrzewy akacjowe [pięknie pachną, uwielbiam je!]

       

      zaopatrzyłam się przy tej okazji w kwiatki pachnące oraz nasionka :) za dwadzieścia lat też będę mieć w ogródku taki grochodrzew, wspomnicie moje słowa..!

       

      pstryknęłam piękne, piękne Muzeum Narodowe

       

      Bardzo ascetyczną fontannę-podium [mam nieodparte wrażenie że tu z kolei ktoś podprowadził pamiątkową tablicę.. teraz pewnie siedzi na fotelu.. eeeh]

       

      I nieziemskie balkony

       

      kumacie wieszać na takim pranie? :)

       

      sentencja zamieszczona na budynku przy komendzie policji

       

      I z powrotem na wieś- skowronek, niewyraźny eh, ale widać co autor miał na myśli. Świetne są te ptaszki, świergolą jak szalone, widać że mają kuku na muniu :)

       

      śliczny, błyszczący żuczek który wpadł do doniczki

       

      i, hm.. kaczor na straży kaczkowej godności ;)

       

      A jutro w Gdańsku akcja- NAPOMPUJ SIĘ DLA DZIECI! Czyli bicie rekordu w robieniu pompek i zbieranie funduszy dla dzieciaczków z białaczką, no i rejestracja dawców szpiku w bazie DKMS [ja już jestem od lat!]. Będę pompować ;) moja mama zgłosiła się jako wolontariusz, jeśli to czytasz czytaczu i jesteś z Gdańska to wpadaj od 12, będą atrakcje i baloniki, ZAPRASZAM!

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „znowu radośnik, NAPOMPUJ SIĘ!”
      Tagi:
      Autor(ka):
      nuxy
      Czas publikacji:
      piątek, 06 czerwca 2014 12:40
  • wtorek, 03 czerwca 2014
    • do kuchni biegiem marsz w cukinię wtykać farsz! :D

      a tak. Mam wyzwanie- jak to zrobić żeby możliwie jak najczęściej serwować mojemu małżowi wegańskie obiady które jednocześnie będą urozmaicone, skoro on lubi tylko faszerowaną cukinię [jak na razie]? 

      Faszerować różnymi rzeczami :)

      Tym razem zaryzykowałam i wsadziłam w ciuciu farsz meksykański- na spontanie, bo po lodówce walała mi się ugotowana fasolka adzuki, no i miałam zakupioną w Lidlu przyprawę do burrito. Wydrążyłam więc ciuciu, co jest banalnie proste jak się ma taką śmieszną łyżkę do jedzenia arbuzów [ja mam dwie, były w biedronce czy innej ikei :)], a jak się nie ma to trzeba łyżką rzeźbić i też da radę

      później nawtykałam jej co następuje: fasolkę wcześniej wspomnianą [czerwona z puszki nadałaby się też idealnie], posiekaną czerwoną paprykę, ugotowane kostki sojowe które też mi zalegały w lodówce, cebulę, pieczary i chyba pomidora ;) dałabym też kukurydzę z puszki, ale nie miałam. I tą przyprawę do burrito, do której jednak mam zastrzeżenie- jest pyszna, ale bardzo słabo intensywna. Trzeba jej dużo sypać..A w ogóle to następnym razem sama sobie skomponuję,o.

      Takie cukinki w naczyniu żaroodpornym albo owinięte folią alu wjeżdżają do piekarnika na jakieś 20min, aż ciuciu zmiękną. Smakówa!

      O, widać że oliwki jeszcze dałam %-) zajadaliśmy z Lidlowym sosem salsa. Kiedy talerz wjechał na stół, małż spojrzał nieufnie i spytał: ale to nie ten sam farsz co ostatnio? Zbladłam, bo obawiałam się że skubnie i nie zje bo mu nie posmakuje, ale na szczęście wszamał całość bez marudzenia. Grzeczny chłopiec ;)

      Ależ był piękny radośnik, prawda? Cudowny! Nałykałam się oryginalnej witaminki D prosto od dystrybutora! Wyszlifowałam jedną ławkę w ogrodzie przed impregnowaniem, zebrałam pierwsze ogródkowe plony

      i posadziłam nowe :o) muszę kupić koniecznie pomidorki cherry, w zeszłym roku obrodziły nam jak szalone, może w tym roku też się trafi jakiś ładnie płodny krzaczek?

      Trzy tygodnie temu przekopałam kawałek ogródka w którym nie chciała rosnąć trawa. Pewnie dlatego, że pod 20cm warstwą ziemi jest hala garażowa, a ziemia to jakaś parszywa glina..Narobiłam się jak rolnik, kupiłam nawóz i nawiozłam, posiałam nową trawę, podlewam i podlewam to klepisko, a trawa ciągle nie chce rosnąć..

      Ciekawe czemu. Przecież nawet ją wałowałam..

      Ale za to nawiązałam łączność z właścicielem Krowy! Na dzień dobry kupiłam jajka dla małża i rodziców. Powiedział, że nie ma nic przeciwko żebym przychodziła drapać jego krowę i karmić ją marchewką. Musimy się jakoś dogadać, bo chciałabym mu przekazać że trzeba krowie przyciąć racice, spsikać ją środkiem na muchy i założyć normalny kantar zamiast łańcucha, a nie chcę żeby mi kazał spadać na bambus, bo co to, jakaś małolata mieszczuchowa będzie mu mówić jak krowę ogarniać. Może ciasteczka upiekę, ciasteczka zawsze nastrajają pozytywnie..

      tak samo jak piękne polne kwiatki

      a na upały najlepsza woda z kostką lod...truskawką :]

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (4) Pokaż komentarze do wpisu „do kuchni biegiem marsz w cukinię wtykać farsz! :D”
      Tagi:
      Autor(ka):
      nuxy
      Czas publikacji:
      wtorek, 03 czerwca 2014 15:05
  • czwartek, 29 maja 2014
    • co to ma być?

      dawać mi tu tych którzy narzekali że upał, gorąc, żar i ukrop! No, już! Przecież ta pogoda to jakiś żart. Wczoraj jak jechałam do pracy to tak wiało, że nawet z górki musiałam pedałować, bo mnie pchało z powrotem. Jeśli biednemu wiatr w oczy wieje, to chyba zbankrutuję.. Dzisiaj natomiast wieje nieco mniej [co nie znaczy, że zupełnie nie], ale za to pada deszcz a temperatura jest jeszcze bardziej absurdalna- 7,9 stopnia! Nic dziwnego, że dziś zaspałam. Funkcja obronna organizmu. Później wykipiało mi mleko [sojowe] które sobie gotowałam na jaglankę, ale przynajmniej ochłodziłam sobie ugotowaną już kaszę w najlepszy możliwy sposób, czyli mrożonymi bananami i truskawkami. Banan zamrożony to w ogóle genialna rzecz, bo ma w sobie to COŚ, co sprawia że nie zamarza na kość, tylko ciągle pozostaje miękutki i do gryzienia :} więc jak trafią się wam na wyprzedaży poczerniałe bananki, polecam obrać, poplastrować i zamrozić, idealne do jaglanki, owsianki, musli czy koktajli.

      No i musiałam wyjąć z kanapy skrzętnie schowane w niedzielę zimowe rowerowe ciuchy.. ale o rękawiczkach już nie pomyślałam, i łapki mi zmarzły przeokrutnie! Tak to bywa jak się orzech spieszy.

      Natomiast geczuki lamparcie znalazły nowy dom! W sobotę wysłałam je w dwugodzinną podróż ciopągiem [nielegal], ale dotarły szczęśliwie i już mają nowego ziomka i na pewno są szczęśliwe. Noo i mam terrarium do zagospodarowania.. :>

      Wczoraj w Lidlu za resztę dukatów kupiłam przyprawę do burrito i quesadillas, i tortille. Quesadillę bym sobie zjadła, ale potrzebne jest lepiszcze do tortilli- myślę że w tej roli sprawdzi się idealnie ser-nie-ser do pizzy Violife który już zamówiłam z tempehservice, a który opłacę jak dostanę nową wypłatę bo ze starej zostało mi na cukinię i koperek ;]

      Na zumbie było fajnie, bo pusto- kiedy w ostatnie upały na sali z kaleką wentylacją gibało się 30 panienek a ja na dodatek nie miałam gumki do włosów [a pióra mam długie], myślałam że skisnę. Wczoraj było nas z piętnaście, do tego przyjemny chłodek na sali [jednak wolałabym słońce za oknem i klimę eh]. Dzisiaj zaś trening siłowy, myślę, że plecy i triceps ;)

      W czerwcu podobno ma się szykować szkolenie VeganWorkout, cieszę się okrutnie, mam nadzieję tylko że nie skoliduje się z moim urlopem ani rozprawą sądową, to by była straszna kiszka..!

      To teraz focie, czymże byłby wpis bez foci?

      W niedzielę odbył się Bałtycki Festiwal Nauki. Ostatni dzień, więc już nie było wszystkich atrakcji jakie mieliśmy zamiar zaliczyć, ale i tak było na co popatrzeć. Choćby na gmach Polibudy

      na robociki, ten był bardzo skomplikowany i sobie stał, pewnie to Robot Arcy Luksusowy i Poważny

      A ten był śmieszniutki, gibał się i przestępował z łapki na łapkę, nawet miał oczęta z piłeczek pingpongowych!

      Były eksperymenty z ciekłym azotem, bardzo widowiskowe

      np. ciekły azot wylany na rękę natychmiast wrze i sobie spływa nie robiąc żadnych uszkodzeń [jeśli skóra jest gładka] [ręka mężowska :]]

      i chemia domowa, czyli m. in. ciecz nienewtonowska z wody i mąki ziemniaczanej, która przy uderzeniu jest ciałem stałym, a jak się ją delikatnie kizia to robi się płynna

      zamienianie wywaru z czerwonej kapusty na wszystkie barwy tęczy, śliczne!

      i niesamowite budyneczki starego Wrzeszcza, przy których zostawiliśmy auto [mind the drabinka dla kota :]]

      czyż nie wspaniałe?

      a przed nimi stał trabek..! fakt, że przyrośnięty do ziemi.. szkoda.

      dobra, trzeba trzaskać zamówienie na krzesła dla inkubatorów, i zjeść wydobyte rano w pośpiechu z zamrażalnika kotleciki niewiadomego pochodzenia, oby nie były z makreli jak już mi się to raz zdarzyło ;)

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „co to ma być?”
      Tagi:
      Autor(ka):
      nuxy
      Czas publikacji:
      czwartek, 29 maja 2014 15:02
  • wtorek, 27 maja 2014
    • duuużo żarcia :D

      tak tak, bo wreszcie miałam okazję przetestować trochę przepisów z mojego niekończącego się kajeciku. I tak oto, na pierwszy ogień poszły

      cebularze, z bloga SmakowityChleb . Przepis oczywiście zweganizowałam, czyli po prostu wywaliłam jajka a masło zastąpiłam olejem. Żadna filozofia. Więc składniki w mojej wersji wyglądały tak o:

      250 g mąki pszennej [dałam 150g białej i 100g razowej]

      opakowanie suszonych drożdży instant (7g)

      125 ml letniego mleka sojowego lub wody

      30 g oleju

      łyżka cukru

      łyżeczka soli

      2 cebule

      czubata łyżka maku

      sól, pieprz

      Wymieszać mąkę z drożdżami, cukrem i solą, wlać podgrzane mleko soj i wyrobić ciasto. Przełożyć do wysmarowanej olejem miski i zostawić na 1h w ciepełku. W tym czasie usmażyć do zeszklenia posiekaną cebulkę i wymieszać ją z makiem. Z wyrośniętego ciasta zrobić 4 większe albo kilka mniejszych placków, nałożyć cebulę z makiem, przykryć i zostawić jeszcze na 45min. Piec w 190st 20 minut. Pyyyszne, ale sporo rosną, więc cebuli może się czasem wydać za mało- ja następnym razem wmieszam jej jeszcze trochę w ciasto :)

      Następny wynalazek: boska duszona kalarepka od Surri! Moje lenistwo poszło nawet dalej niż autorki- dałam pomidory z puchy ;) to danie tak banalne, szybkie i smakowite, że jadłam je dwa dni z rzędu i czuję, że dzisiaj też je uskutecznię

      sTruskawki od teściowej z warzywniaka ;]

      dostałam też czarne pomidory. niestety, po przekrojeniu są normalnie czerwone, oszukańce :P na zielonych kanapeczkach, z awokado i pastą pietruszkową

      Upichciłam też racuszki od Laktoovo anymore, co prawda z nektarynką, ale wyszły smakowite :]

      przy okazji można przeprowadzić eksperyment: po czym poznać, że patelka się nierówno nagrzewa?

      na koniec spróbowałam jeszcze cuda zwanego torta di ceci, znowuż od Laktoowo. Wyszedł taki..no, placek, w smaku nawet spoko... od którego nie można się oderwać! Wpadła w niedzielę eks-sąsiadka i gadałyśmy sobie zajadając się bez umiaru, wciągnęłyśmy połowę. Także jest szał, szkoda tylko że mąka ciecie taka droga..

      A w sobotę padał u nas grad, TAKI wielki!

      na koniec jeszcze myślicielka Lolita

      wczorajsze tournee po kaszubskich inkubatorach przedsiębiorczości poszło sprawnie- właśnie porządkuję ustalenia i szykuję zamówienia :] pogoda się skefiła, ale skoro i tak siedzę w robocie.. poza tym na rowerze się przyjemniej jeździ, a dzisiaj czeka mnie wyprawa do Lidla. Ciao!

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (3) Pokaż komentarze do wpisu „duuużo żarcia :D”
      Tagi:
      Autor(ka):
      nuxy
      Czas publikacji:
      wtorek, 27 maja 2014 15:54

Wyszukiwarka

Tagi

Kanał informacyjny

Opcje Bloxa