Wpisy

  • piątek, 25 października 2013
    • o robocie przy sobocie

      Melduję, że w dniu wczorajszym mały Koksik został zabrany do nowego domu. Mam nadzieję że będzie mu dobrze u nowego opiekuna, bo jak nie, to za tydzień robię wjazd na chatę i odbijam cicika! [tak, mam adres. i pesel. i numer dowodu osobistego. MAM WSZYSTKO!]. Fajnie że znalazł nowy dom i w ogóle to mam nadzieję że będzie mu dobrze, a z drugiej strony niefajnie, bo mi nie jest dobrze :( Nie mam małego puszystego zwierzątka do którego mogę się tulić i słuchać mruczenia.. No wiem, jest Lola, ale ona nie jest taka mięciutka i śmierdzi :P ale ze mnie egoistka, WSTYD, idę do kąta!

       

      W pracy trochę się gimnastykuję, bo wezwali nas do uzupełnienia dokumentów do przetargu z dwóch instytucji. I to jest taki moment że możemy jeszcze raz spojrzeć na wycenione na wariata oferty i zastanowić się, czy na pewno damy radę w tej cenie ogarnąć zakres. Na wezwanie musimy odpowiedzieć, bo jak nie to nam zabiorą wadium, ale możemy napisać np. uups, jednak okazało się że nie mamy atestu wytrzymałościowego na ten fotel, sorki! I wtedy nas uwalają, tzn. odrzucają naszą ofertę, ale wadium przynajmniej oddają. Procedury przetargowe w pigułce :) A teraz mamy na tapecie takie dwa przetargi właśnie, grube, oba do stolicy. W obydwu występuje sytuacja, która teoretycznie jest nie do pomyślenia, czyli wpisane meble konkretnego producenta. Pani Krysia albo inna Bożenka z działu zamówień publicznych znalazła w internecie krzesło, które jest fajne, i podoba jej się [albo, co bardziej prawdopodobne- owe krzesło podesłał jej architekt który przygotował projekt aranżacji pomieszczeń]. Kopiuje sobie opis tego krzesła, wszystkie jego parametry, mechanizmy, wymiary, gęstość tapicerki i sposób wykończenia siedziska, no wszystkie najdrobniejsze drobiażdżki- i wkleja to do dokumentacji przetargowej. I teraz co? Mamy przetarg teoretycznie ustawiony. Bo wpisane jest krzesło konkretnego producenta. A na dodatek pan architekt który owo krzesło pani Bożence polecił jako najwygodniejsze absolutnie dla jej urzędniczego zadka, no na niczym się równie wygodnie kawusi nie pije, może dostać oczywiście od producenta dowód wdzięczności. I co z tego? Ano to, że my trochę tu musimy ponaginać to i owo. Proponujemy krzesło innego producenta, tańsze, ale równie wypasione. Tańsze nie dlatego, że to badziew, tylko dlatego, że zostało wyprodukowane w Polsce i zaprojektowane przez polskich projektantów, a nie w Szwecji przez projektantów szwedzkich. Czy innych zagramanicznych. Oczywiście, nasze krzesło nie pasuje toczka w toczkę do tego opisanego przez panią Bożenkę- ale wystarczy że będzie równie [lub bardziej] funkcjonalne. W ten sposób przemyciliśmy polskie krzesła do dwóch jak na razie przetargów- co jest dobre, bo: a) zarobiliśmy pieniążek, b) polski producent i jego polscy pracownicy mają pracę, c) niech mi ktoś logicznie wyjaśni: PO CO naszym kochanym państwowym urzędnikom pod tyłkami dizajnerskie importowane fotele z pierdylionem mechanizmów [z których i tak pani Bożenka nie korzysta, bo nie pamięta co się czym ustawia] które kosztują 4x tyle co polskie produkty? To nie jest farmazon. Krzesła obrotowe pewnej modnej w urzędach szwedzkiej firmy kosztują 4500 pln. Za sztukę. Netto. Gdzie tu sens, gdzie logika? Odkąd zajmuję się przetargami i widzę jakie fanaberie potrafią mieć instytucje publiczne, jak wymieniają garnitur mebli w 18 oddziałach w całej Polsce nie dlatego, że im się już te meble rozsypują, tylko dlatego że... hm.. NIE WIEM, może im się kolor znudził? To nie dziwię się że jest kryzys, nie ma kasy dla nauczycieli i emerytów. Bo pani Bożenka macha nóżkami ze swojego fotela z mechanizmem asynchronicznym, podłokietnikami wypełnionymi kosmicznym technożelem i regulowanymi w czterech płaszczyznach, na chromowanej podstawie, tapicerowanego tkaniną składającą się w 95% z naturalnej wełny zaimpregnowanej, o gęstości co najmniej 400g/m2. Na który to fotel taki żuczek jak ja pracowałby trzy miesiące, zakładając że przez ten czas mieszkałabym w kartonie i żywiła się promieniami słońca i deszczówką. Cóż..

       

      Ale elaborat mi wyszedł ;) 

       

      Piękna pogoda dziś, mam nadzieję że w weekend też będzie słonecznie i będę mogła odsunąć w czasie rozpoczęcie zażywania tabletek z witaminą D które nabyłam drogą kupna w internetach i właśnie dziś do mnie przyszły. Z paczką wędzonego tempehu, mniam :)

       

      A teraz powspominajmy..

      kota z gastrofazą, który kradł suchy chleb

      i kubeczki po serku wu.

      biedne, niekarmione zwierzątko! miłego radośnika ewribadi :)

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „o robocie przy sobocie”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      nuxy
      Czas publikacji:
      piątek, 25 października 2013 15:41
  • wtorek, 22 października 2013
    • jak zostałam matką zastępczą

      tego oto, wspomnianego wcześniej paprocha. Może ktoś zechce go przygarnąć..? Frędzel jest kochany, miziasty, mruczący i pieszczoszny, serce mi się kraje bo nie chcę go oddawać :( ale T. tak kicha i kicha.. że chyba nie mam wyjścia :( Farfocel umie robić do kuwety [taka jestem dumna że hej ;)], akceptuje burego kundla w formie Loli, nie jest psujem. Codziennie siedzi sam w domu po 8-9 godzin i nie rozrabia. A dzisiaj idę z nim do weta, bo nie wiem skąd, ale ma kleszcza..

       

      Funiek mieszka w Gdańsku. Szukamy mu domku. Może ktoś, coś..?

       

      A tymczasem ja. Wczoraj chodziłam trochę bokiem, bo złapał mnie jakiś robal przeziębieniowy, i toczył. Zaaplikowałam leczenie w postaci czerwonego wina, imbiru, cynamonu i gorzkiej czekolady, i dzisiaj już jestem w lepszej formie. To na pewno dzięki czekoladzie! Albo dzięki spaniu w dresach! Zawsze kiedy mnie coś chwyta, praktykuję spanie w ciepłych dresach i skarpetkach. Polecam na wszelkie robale :] no i łatwiej się o poranku z wyra wygramolić.. Nie lubię teraz wstawać. Jest okropnie ciemno, okna pozamykane więc w mieszkaniu cisza jak makiem zasiał. Nic nie ćwierka, nie szumi wiaterek, najwyżej słychać jak deszcz leje.. Ale jak tylko wyjdę z sypialni słyszę takie ciche: tuptuptuptup! I puszysty potworek plącze mi się pod nogami wystawiając na próbę mój zaspany błędnik, i wydaje dźwięki małego silniczka diesla. Bardzo to jest miłe i przyjemne, i strasznie mi smutno kiedy sobie przypominam że zaraz będę musiała kotka oddać :( mam nadzieję że chociaż znajdzie mu się jakaś chata, bo jeśli będę musiała go odwieźć do schroniska, gdzie takich burasków jak on są dziesiątki, to chyba się pochlastam :( buu..

       

      Znowu zeszło na kota, ogarnij się kobieto.

       

      Szef wyjechał na montaż, a ja muszę ogarnąć przetarg który wygraliśmy-kolejny szpital psychiatryczny, co jest?

      A! Widziałam w biedro kaki! Jeszcze po 10pln za kilo i blade jak ... jak.. jak niedojrzałe kaki no! Ale to już niedługo :) Nasz zimowy rytuał z T. to wieczory spędzane na pożeraniu kaki i pomelo. Najlepiej przed Comedy Central, szkoda że na nowym nie mamy tego kanału :( Kiedyś zrobiłam taki faaajny sos z kaki, muszę koniecznie odgrzebać przepis [nie musiałabyś nic odgrzebywać jakbyś miała porządek w przepisach,babo] i koniecznie to powtórzyć! 

       

      Komuś kotka?

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (4) Pokaż komentarze do wpisu „jak zostałam matką zastępczą”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      nuxy
      Czas publikacji:
      wtorek, 22 października 2013 15:25
  • wtorek, 15 października 2013
    • nie jest najlepiej oraz niespodzianka :)

      pomyślałam sobie pewnego pięknego poranka, po tym jak dokonałam odkrycia. A było to tak:

      Zwlekłam się z piernatów i udałam do kuchni, gdzie podniosłam roletę zewnętrzną coby zobaczyć co piękny świat ma mi dziś do zaoferowania. Roleta jest dość głośna, więc podnosząc ją spłoszyłam stadko buszujących na ogrodowym stole pomponów. Ucieszyłam się, bo śliczne pomponki są, po czym zamyśliłam nad tym cóż one, u licha, robią na naszych ogrodowych meblach? Przywdziałam kapcie i poszłam na rekonesans, i oto co zastałam:

       

      Tak. Pompony wpierniczają świeczki. Będzie hardkor zima.

      Doszłam do wniosku że zapachowa świeczka z biedronki to nie jest najlepsze żarełko dla ptasich brzuszków [móżdżków :P], więc podmieniłam ją na spodeczek pyszności. Wiem, że jest za wcześnie na dokarmianie, ale chciałam im jakoś wynagrodzić.. Następna porcja jak spadnie śnieg!

       

      Podziwiałam skubiące pompony a tymczasem za płotem państwo Kuropatwowie przeprowadzali swoją gromadkę dzieci.

       

      Rozkosznie :]

      I mam nowinę! Taką że szał! Powinnam zrobić jakiś klimatyczny wstęp ale nie mogę się opanować, napiszę tylko że w sobotę T. przyniósł z budowy pudełko:

       

      kwiiiiik ^^

      I tak oto poznaliście Koksa. Co prawda T. zaczyna dramatyzować i kicha, więc liczę się z tym że Koks będzie musiał się przeprowadzić, ale póki co mieszka u nas i jest strasznie fajnym zwierzakiem :)

      Natomiast dziś po pracy cisnę na drugą zmianę-  T. nie nadąża z robotą na budowie, więc z kierownika sprzedaży przesiądę się na operatora papieru ściernego i pędzla ;) 

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „nie jest najlepiej oraz niespodzianka :)”
      Tagi:
      Autor(ka):
      nuxy
      Czas publikacji:
      wtorek, 15 października 2013 15:59
  • środa, 09 października 2013
    • październik miesiącem urodzin

      tak tak! jakoś tak się śmiesznie złożyło, że w paździochu urodziny ma mój małż, jego tata i brat. Co za rodzinka :) w poniedziałkowy wieczór z okazji urodzin seniora, wybraliśmy się do niego z tortem i życzeniami [no dobra, dałam mu też prezent- oprawione zdjęcie z jego ulubioną synową :P]. T. wrócił późno z pracy, w ogóle w tym tygodniu tyra strasznie [obawiałam się że jego organizm przyzwyczajony ostatnio do prezesowania dozna szoku, ale jeszcze się trzyma], szybko ulepiłam obiad, ogarnęliśmy się i pojechaliśmy do taty, po drodze zahaczając o sklep tortowy. Kiedy dojechaliśmy na miejsce, T. zadzwonił po brata [mieszka z tatą] żeby zszedł na dół, pełna przyczajówa, powtykaliśmy świeczki w tort, wsiedliśmy do windy, odpalamy świeczki, winda zatrzymuje się, drzwi się otwierają, a tam... tata idzie wywalić śmieci. Cóż za niespodzianka! Chyba byliśmy bardziej zaskoczeni niż on.. No cóż, za rok się uda.

       

      Natomiast następnego dnia rano zarządziłam przemeblowanie mieszkania, kiedy o 7.40 zwarta i gotowa do wyjścia nie mogłam namierzyć kluczy do mieszkania. 20 minut trzepaliśmy z T. samochód i mieszkanie, stosy ciuchów i przestrzeń za szafkami z kuchni, żebym w końcu znalazła klucze w.. torbie rowerowej.. No cóż, każdy musi czasem z siebie zrobić idiotę ;) a na święta dostanę pewnie wielki i gwiżdżący breloczek do kluczy.

       

      Mama coś mi kicha. Wczoraj poszłam z Lolą na spacer i wreszcie uzbierałam czarny bez [chyba ostatni gwizdek, bo dużo już było takich suszków] i ugotowałam sok. Kiedy przywiozłam go dziś mamie, razem z kandyzowanym imbirem, śmiała się ze mnie bezwstydnie, że jestem zielarka i czarownica. Ale imbirek widzę że co chwila podjada ;) Od obierania tych bzowych kulek, no i orzechów włoskich oczywiście, mam paznokcie jak rolnik.. nie mogę na nie patrzeć, szorowanie nic nie daje, chyba je pomaluję na czarno po prostu i poczekam aż się same naprawią ;)

       

      Dawno nie byliśmy na siłce, bo T. jest przemęczony. Mam nadzieję że dziś się uda, bo dziś ZUMBA! :D 

      Acha, kupiłam sobie wreszcie porządne [mam nadzieję] patelnie. Jedną klasyczną, a drugą GRILLOWĄ! A w biedronce nie ma już cukinii.. masz ci los.

       

      Na zakończenie zagadka mykologiczna: wtf?

      Grzyb w konsystencji toczka w toczkę jak meduza albo inna galaretka

      A od spodu futerko! [zerwałam bo chciałam wziąć do domu żeby sprawdzić, niestety nie starczyło nam siatek-czytałam że grzyby niewiadome nie powinny siedzieć razem z grzybami pewniakami]

       

      Rósł sobie na pniu. Będę wdzięczna za zaspokojenie mojej ciekawości i liczę na pana Leśniczego :)

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (4) Pokaż komentarze do wpisu „październik miesiącem urodzin”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      nuxy
      Czas publikacji:
      środa, 09 października 2013 15:55
  • poniedziałek, 07 października 2013
    • HEEELOOOŁ!

      Ale mnie długo nie było! Dramat. Przepraszam. Mieliśmy w tyrce małe urwanie głowy z przetargami i innymi tego typu atrakcjami, i jakoś tak wyszło że nawet nie miałam chwili nic wrzucić na blogaska. No kto to widział, tyle pracować w pracy? ;) 

       

      Jesień już na stałe u nas zagościła, i chyba czas przestać ściemniać i schować głęboko sandałki [wiem, że już o tym pisałam ;)]. W zasadzie można powiedzieć że się z tym pogodziłam, chociaż wstawanie rano robi się coraz bardziej hardkorowe ze względu na to, że jest tak cicho [zamknięte okna, nic nie ćwierka..] no i ciemno. Ale za to mamy wynagrodzenie w formie takiej o:

      miło, nie? Nigdy wcześniej nie zrywałam orzechów włoskich, co za doświadczenie! :) Barwią palce na brązowo jakby ktoś pytał. Z wyciągu z orzechów włoskich robi się samoopalacz! Oczywiście mamy też teraz sezon na dyńkę, więc dyńka w każdej formie króluje. W końcu o to chodzi żeby korzystać z sezonowych dóbr, zamiast cały rok wcinać importowane. [tu: faszerowana kaszą jaglaną z warzywami i zapieczona w piekarniku, oh]

       

      Oprócz dyńki odkryłam przeboską w swej prostocie zupkę pietruszkową, jest naprawdę warta polecenia!

      Wczoraj, śladem całej populacji, udaliśmy się do lasu. Niełatwo było znaleźć miejsce do parkowania, o leśnej ciszy też nie było co marzyć, ale pośród plastikowych butelek [ręce poobcinać!!] i foliowych woreczków [ukatrupić!!] udało się nam znaleźć kilka klasycznych grzybów

       

      I jakże egzotyczne opieńki! Dwie siatki. Trafiliśmy akurat na urodzajne pole opieńkowe. Ja ich nigdy nie zbierałam, dobrze że T. ogarnia temat, bo połowa z powyższych grzybasów okazała się być robaczywa, za to opieńki uduszone z cebulą i natką pietruszki, ze wczorajszą kaszą gryczaną... To jest po prostu niebo w gębie! Mój nowy faworyt, coś czuję że następną niedzielę też spędzimy w lesie..

       

      Tak tak, jesień też ma swoje uroki :) 

      A nasz Ciapatek chyba odleciał do ciepłych krajów... W każdym razie przepadł. Nie wiem co się z nim mogło stać, ale już ze dwa tygodnie go nie widziałam na osiedlu.. A może nawet trzy? Szkoda mi go okropnie, taki był kochany, już się do niego przyzwyczaiłam.. :( Ale, może ktoś go zaadoptował? Think positive.

       

       Acha, jesienny bonus. Ostatnia w sezonie ;)

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (8) Pokaż komentarze do wpisu „HEEELOOOŁ!”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      nuxy
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 07 października 2013 16:08

Wyszukiwarka

Tagi

Kanał informacyjny

Opcje Bloxa