Wpisy

  • piątek, 30 sierpnia 2013
    • włam!

      PRAWIE udało mi się uporządkować wczoraj przepisy. PRAWIE. No bo jak T. poszedł pykać w kulki, to ja przygotowałam i wciągnęłam mojego pycha naleśniczka, posprzątałam nieogar w kuchni, pokroiłam jabłka do suszenia, poćwiczyłam, wzięłam prysznic, zjadłam kukurydzę, i JUŻ, JUŻ! sięgałam po zeszyt z przepisami, kiedy T. zadzwonił żebym wpadła, bo sąsiadowa też wróciła i zrobił się mały babski obóz :) Także poszłam do sąsiedztwa na szklankę wody z miętką, i usłyszałam jak panowie rozmawiali o tym, że na naszej dzielni miał miejsce dopiwniczny WŁAM! Dwa domy obok, ukradli jakieś elektronarzędzia. Przypomniało mi się jak mieszkaliśmy na wynajmowanym, i w sylwestra nam zrabowali z piwnicy cały nowy sprzęt który T. tam trzymał.. Zresztą tam często się włamywali. Mieliśmy mega pecha, bo narzędzia były bardzo dobrych marek, w końcu T. kupił je do pracy, a pewnie skończyły w bagażniku jakiegoś golfa pod castoramą. Nauczeni doświadczeniem nie trzymaliśmy w piwnicy nic cennego, a wszystkie młoty, mieszadła, wiertarki i wyżynarki zamieszkały w naszej sypialni. 

       

      W każdym razie, tak sobie rozmawialiśmy o tym włamaniu, i ja wyraziłam niepokój czy aby i do nas ktoś nie zachce wpaść w niecnym celu, i czy słoiki które tak pracowicie ostatnio napełniałam [oraz terraria i inkubator do tempehu] są bezpieczne. Panowie sobie pośmichali i pochichali z moich dżemów, i co? Dzisiaj T. przysłał mi SMSa: włamali nam się do piwnicy. Masakabra, co prawda on mówi że nic nie zginęło tylko skobel jest wyrwany, ale ja i tak po powrocie sprawdzę sobie wszystko dokładnie! Przyjechała policja, nawet pobrali odciski palców! Żeby tylko nie wyszło że to ja ;) a przypomniało mi się że wczoraj rano jak chciałam jechać do pracy to zauważyłam że nie mam okularów.. Zawsze wkładam je do kasku, a kask wisi na kierownicy. Rower stoi sobie luzem w hali garażowej.. Teraz już będę go chować do piwnicy, i jeszcze dla bezpieczeństwa może go przypnę do jakiejś rury? Dziwna sprawa, trochę nie chce mi się wierzyć że ktoś mi zaiwanił dwuletnie okulary rowerowe z Lidla.. Chociaż po tym jak ostatnio mi ukradli lampkę z mocowaniem.. No nie wiem, nie wiem. Całe szczęście rower jest. Sąsiadowi, temu co mu ukradli narzędzia, też rower zostawili. Ja nie wiem, to pewnie jakaś łamaga rabuje.. Co nie zmienia faktu że jakbym takiego dorwała to.... eeech no! Łapy ucinać! Albo nie, niech sprzątają lasy!!

       

      Jakby ktoś pytał jak tam romans międzygatunkowy, to kwitnie.

      jak pies z kotem.

      Kot jest bardzo cierpliwy, na przykład kiedy Lola go męczy żeby się bawić, to elegancko ma ją w nosie

      I nawet się nie buntuje kiedy pies odstawia te swoje dziwne maniany z wąchaniem podwozia..

      A to są nasze łupy- dwie siaty maślaków i pół siaty jeżyn. Do końca roku nie chcę widzieć w mojej kuchni żadnych maślaków!

       

      i jeszcze powieje grozą. COŚ nam wyjada małe karasiątka ze stawu! Czyżby czapla?

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (3) Pokaż komentarze do wpisu „włam!”
      Tagi:
      Autor(ka):
      nuxy
      Czas publikacji:
      piątek, 30 sierpnia 2013 15:16
  • czwartek, 29 sierpnia 2013
    • Natura nie znosi próżni!

      Zamiast tego, natura znosi jajka. Tak chyba musi być, bo we wtorek wysłałam paczkę z ostatnimi z małych gekonów płaczących, a dzisiaj zaglądam do terra i cóż widzą moje oczęta? Nic innego jak dwa mikre ogonki wystające z prowadnicy :) Także produkcja maluchów zwolniła, ale wciąż trwa. Swoją drogą jakieś dziwnie ugodowe są te moje samiczki, normalnie jest tak że tylko szefowa ciśnie jaja a reszta może sobie popatrzeć. A u mnie chyba wszystkie cisną [oprócz samca]. Zdecydowałam że kupię im w nagrodę karaczany tureckie, niech mają coś od życia ;) gekony, nie karaczany. Te ostatnie mają przefikane.

       

      Wczoraj, standardowo, poszliśmy na siłkę. T. oczywiście oddał się z lubością machaniu sztangami, a ja zapragnęłam wykorzystać mój karnet, i poszłam na zumbę! Nie powiem, trochę się zdziwiłam kiedy wpadłam do sali [lekutko tylko spóźniona], i ujrzałam grupę babeczek, i.. instruktora. Płci męskiej. ALE JAKIEGO! To nie taki byle jaki fifarafa instruktor latynoskiego aerobiku. Noł noł noł! Pan instruktor ma, na moje oko, z 1,6m wzrostu, jest trochę puszysty, brodaty, łysiejący i w okularach. I jak się rusza! Nie do opisania! Beskitu :D jestem pod wielkim wrażeniem, zmachałam się jak mały prosiaczek, i mam mocne postanowienie- siłka siłką, ale w środy będę szlifować gibanie biodrem żeby ruszać się chociaż w połowie tak miękko jak nowy instruktor :)

       

      T. poszedł do sąsiada na osiedlowy turniej bilardowy. Ciekawe kto wygra. A ja korzystając z okazji zjadłam pychowego naleśnika z warzywami, a teraz ogarnę sobie jabłuszka z sadu do suszenia i może uporządkuję przepisy [jeesuu, znowu?]..

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Natura nie znosi próżni!”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      nuxy
      Czas publikacji:
      czwartek, 29 sierpnia 2013 18:37
  • poniedziałek, 26 sierpnia 2013
    • popsułam blender :(

      ano. tak po prostu. blenduję sobie masę na kaszowe chrupki, blendu blendu blend, a tu blender zrobił PYK! i przestał buczeć. Ech. Liczyłam na to, że to może zabezpieczenie przed przegrzaniem, chociaż lekutka woń spalenizny nie zostawiała złudzeń. Niestety, blender is dead. Może T. go uratuje, on tak wspaniale umie ratować różne rzeczy.. A jak nie, to przynajmniej zobaczę sobie blender od środka. No i dzięki bogu, mam też drugi blender, więc kaszowe chrupki doszły do skutku ;)

       

      W minioną sobotę udaliśmy się na proszonego osiedlowego grilla, gdzie oczywiście usłyszałam od współbiesiadujących o tym, że człowiek to taka mięsożerna bestia że normalnie paszcze nam się przez kły nie domykają a rękawiczki drą od pazurów. Standard gadka. Grzecznie przedstawiłam swoje argumenty i objadłam się pyszną sałatką z kalafiora i grillowaną cukinią, oraz wypiłam butelkę [sic!] czerwonego Carlo Rossi. Całą. Sama. Wstyd!! A następnego dnia nawet kaca nie miałam. Oszukane to wino jak nic! Poza tym i tak mi było zimno. Co to za lato, które zaczęło się w sierpniu i skończyło w sierpniu TEGO SAMEGO ROKU? Protestuję! Nadejdzie taki dzień kiedy spakuję mandżur i wyniosę się w ciepłe kraje, no poważnie.

       

      Moja swapka Alison dostała paczkę :) nawet nie było tak źle z terminowością PP. Co prawda popełniłam faux pas i wysłałam jej takie fajne popcornowe chrupki, które, okazało się że mają w składzie mleko... Ale napisała że spoko, jej tata nie jest vegan i wyraził chęć wszamania całej paczki. Żeby być prawdziwym weganinem trzeba chodzić po sklepach z lupą i listą zakazanych składników i analizować te wszystkie drobne maczki.. No bo kto by pomyślał, że np. lecytyna sojowa może być niewegańska? A kisiele barwi się koszenilą? A do mleka sojowego w proszku daje się laktozę? No kamon. W każdym razie, napisała również że podobają jej się te wszystkie piękne kolorowe znaczki na paczce, bo u nich jest tylko jeden nudny znaczek,z Królową oczywiście. No ba, skasowali mnie cztery dychy to musieli tych znaczków nawalić.

       

      A w niedzielę wybraliśmy się do Ostrzyc, odebrać teściową po zakończonym urlopie i przywieźć do Gdańska. Przeczesaliśmy las i wróciliśmy z dwiema wypchanymi w opór siatkami maślaków które T. do nocy obskrobywał z gluta, i połową siatki jeżyn. Cudnie! Zrobię nalewkę :) I wykorzystałam, być może ostatnią w tym roku, okazję do kąpieli w jeziorze.. Bęędzie mi tego brakowało :( 

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      nuxy
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 26 sierpnia 2013 15:23
  • piątek, 23 sierpnia 2013
    • masz babo placek.

      Wczorajszy obiad. Daawno nie robiłam pizzy, i to był błąd! Przecież to danie proste i genialne. T. jak zobaczył swoją porcję to zaprotestował, że za dużo, po czym wciągnął całość bez opamiętania. Co ta pizza robi z ludzi..

       

      Wiem, że miałam się pochwalić swapkiem i koszulką, ale ciągle zapomniałam zrzucić zdjęcia z aparatu.. no ale co się odwlecze to nie uciecze, zatem prezentuję zawartość mojej paczki od Alison:

      Tadą! Większość słodycze jak widać ;) wciągnęłam już mały tescowy batonik z mleka ryżowego i małe tescowe czekoladki pomarańczowe, też z mleka ryżowego. Dlaaczeemuu w naszym tesco tego nie ma.. :( straszna niesprawiedliwość! Wypróbowałam też pasztet oliwkowy i krem do rąk, a reszta cudów czeka w kolejce. W weekend planuję celebrować chrupki soczewicowe [aa!], i może sobie machnę maseczkę czekoladową? A co! Oczywiście Alison nie pożałowała na wysyłkę- paczka przyszła pocztą lotniczą, dlatego była tak szybko. Ciekawe kiedy moja paczka, wysłana $%^ Pocztą Polską dotrze.. Nawet nie nadałam jej jako priorytet.. Wiem że skąpiradło ze mnie, ale do cholery, +20pln za priorytet? Na szczęście wszystkie rzeczy w środku mają długą datę ważności..

       

      trzy dni na siłce zleciały rach ciach. Bardzo szybko. T. mówi że ma takie zakwasy że ledwo się rusza- ja trochę lepiej, chociaż dwugłowe uda dają o sobie znać. Dzisiaj poćwiczę w domu jakieś recovery a jutro kolejny trening :) No i wypisałam sobie na karteczce zajęcia które chciałabym wypróbować w klubie, bo karnet obejmuje nie tylko siłownię ale też np. zumbę, jogę i inne wygibasy. Skorzystam :)

       

      A dziś na obiad kotlety buraczane! Robiłam przedwczoraj sok z buraków, i zostały mi te takie farfocle- dzisiaj do farfocli dodałam przyprawy, pietruchę, słonecznik i namoczone płatki owsiane, i upiekłam- zobaczymy co za cudo mi wyszło. Planuję na radośnik ogarnąć kolejne słoiki, bo widziałam że śliwki są niedrogie, także zapowiada się garowanie! A, no i obiecałam sobie że jak przeczytam "Nowoczesne zasady odżywiania" to nie wezmę kolejnej książki dopóki nie uporządkuję przepisów, które piętrzą się w kuchni. A zamówiłam "rozciąganie odprężone".. to będzie test silnej woli ;)

       

      to jeszcze na do widzenia grzyb, którego chłopaki przywieźli wczoraj z lasu. Ja siedzę w pracy a oni mają wakacje, ech.. Godzinę skrobaliśmy maślaki z glutów. Paznokcie mi się zabarwiły na grzybowo..

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „masz babo placek.”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      nuxy
      Czas publikacji:
      piątek, 23 sierpnia 2013 10:55
  • wtorek, 20 sierpnia 2013
    • eksperyment na zwierzętach

      ale najpierw napiszę że na siłce wczoraj była moc! Wpadliśmy z T. po 18, człowieków trochę było ale bez upierdliwego czekania w kolejce- siłka jest napakowana sprzętami, ma dwie salki [cardio i typową pakernię] i jakoś się wszyscy elegancko zmieścili. Zrobiłam sobie full body workout, czyli wszystko po trochu- nogi, plecy, biceps, triceps, wiadomo ;) trzy serie. A na koniec na orbitruniu 10 min sobie popykałam, baardzo fajne zakończenie treningu. Dzisiaj powtórka, tylko wypróbuję inne machiny. I jutro też, bo mamy karnet na trzy wejścia za friko, później trzeba będzie zabulić. Aczkolwiek chyba oszukałam trochę, bo zakwasów dzisiaj nie ma! Albo po prostu jestem tak wytrenowana że zakwasy się mnie nie imają :P Przed ćwiczeniami zjadłam sobie kaszę jaglaną z bananem i cynamonem, a T. kurczaka z ryżem [ryż na masę, kurczak na biceps ..] i mamrotał że mu ciężko ćwiczyć.. było nie jeść biednego stworzonka! I w ogóle to czad i wypas, bo przyszły wczoraj do mnie dwie paczki- od mojej swapki vegańskiej :D ale pochwalę się jutro. I od veganworkout, koszulka w której się lansowałam na siłce, i książka dla dzieci- też pokażę jutro ;)

       

      Bo dziś zaprezentuję Państwu taką oto sytuację..

      Wieczór. Ciemno. Siedzimy z T. w ogródku, Lola z nami. Nagle za płotkiem pojawia się KOT. Zmierza spokojnym krokiem w stronę mieszkania naszych sąsiadów, którzy wystawiają na talerzu resztki żarcia dla kotów właśnie. I Lola zobaczyła KOTa. T. otworzył jej furtkę. I teraz zagadka okraszona marnymi zdjęciami [noc]: co zrobi amstaff oko w oko z KOTem?

       podejdzie kawałeczek..

      KOT też trochę..

       niuch niuch?

       i już są ziomkami! nawet wyglądają podobnie [nocą wszystkie koty są czarne a kundle bure :P]

      Aczkolwiek później miały miejsce drobne niesnaski, Lola próbowała powąchać KOTa pod ogonem, KOT zrobił w miejscu gwałtowny zwrot o 180stopni, Lola myślała że KOT chce się bawić i pacnęła go łapą, to kot jej odpacał. Ale w sumie się dogadywali :)

      spójrz, kocie. To jeden z moich człowieków.

      Żeby było śmieszniej, wcześniej tego samego wieczoru nasi nowi sąsiedzi którzy mieszkają piętro wyżej siedzieli sobie na balkonie ze swoim kotem, który był obecnością Loli lekko mówiąc przerażony. Mówimy sąsiadom: rzućcie tu tego kota, Lola się nim zaopiekuje. Pochachali się, powiedzieli 'akurat', i sobie poszli. Dlaczego nikt nam nie wierzy że Lola kocha koty? :)

      [archiwalne zdjęcie, Lola i Zet, kot naszych eks-sąsiadów]

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „eksperyment na zwierzętach”
      Tagi:
      Autor(ka):
      nuxy
      Czas publikacji:
      wtorek, 20 sierpnia 2013 16:06
  • niedziela, 18 sierpnia 2013
    • słoiki!

      nie, nie wyprowadzam się do Warszawy ;)

       

      Kolejny długi radośnik w plecy. Poopierniczałam się troszeńkę, bo czasami trzeba, ale od poniedziałku ogień- idziemy na siłkę. Ha. Jak za dawnych lat będziemy sobie pakować, fajnie, lubię to :) Muszę jakiś plan treningowy ułożyć coby się bez sensu po przybytku nie snuć.

      Tydzień roboczy [czyli 3 dni, w sam raz!] zleciał szybko, trzaskamy przetargi jak popaprani bo nic innego na horyzoncie nie ma. Bida..

       

      W czwartek wpadli do nas wieczorem znajomi, na grilla i pogaduchy. W międzyczasie T. sprzedał że ja nie jem mięsa, na co koleżanka stwierdziła, że to spoko, jej szefowa na przykład też nie je mięsa. Jak idą na obiad w pracy to ona zamawia rybę albo owoce morza. No faktycznie.

      W piątek mieliśmy się spotkać z moją kumpelą z LO która wybyła do Niemiec do roboty, ale cała impreza przesunęła się na 21, a my chodziliśmy bokiem po poprzednim spotkaniu, no i jakoś tak.. zamuliliśmy. Za stare z nas grzyby na codzienne balowanie.

       

      Sobotę spędziłam w większości w kuchni [połowę piątku zresztą też], ALBOWIEM dostałam prezent od kolegi T:

      A od teściowej 10kg pomidorów. Więęęc trzeba było warzyfka zagospodarować, bo jedzenia się nie marnuje. Tym sposobem popełniłam gar keczupu 

      zimową sałatkę z cukinią, cukiniuszki [a jakże], leczo, kiszone buraki i marchewki i dżemer marchewkowy. W sumie jakieś 25 słoików. Mam już trochę dosyć.

       

      A wczoraj wybraliśmy się wieczorową porą na Baltic Games! Nie oglądać chłopaczków i dziewczęta na deskorolkach, tylko na KONCERT!

      T. jest wiernym fanem Illusion od zarania dziejów, mi też ta muza, nie ukrywam, pasuje. To mój drugi koncert, na pierwszym byliśmy w 2011r w Ergo Arenie. Wtedy T. był świeżym połamańcem, więc grzecznie siedzieliśmy w sektorze. Tym razem, nie bacząc na resztę towarzystwa która podpierała barierki z tyłu, ruszyliśmy w sam środek pogującego tłumu i TO BYŁO DOBRE! T. zdarł sobie gardło doszczętnie i bawiliśmy się zajebiście! 

       

      Teraz leniwa niedziela, T. biedak musiał pojechać do roboty na trochę- a ja poczytałam "Nowoczesne zasady odżywiania", które dorwałam na allegro za 35pln. Noo i trzeba ogarnąć jakieś drugie śniadanie. Dobrze że pogoda się nawróciła!

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (3) Pokaż komentarze do wpisu „słoiki!”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      nuxy
      Czas publikacji:
      niedziela, 18 sierpnia 2013 14:10
  • poniedziałek, 12 sierpnia 2013
    • pierdut!

      tak właśnie zaczęło lać, na kwadrans przed moim fajrantem. Szczęściara! Najwyżej machnę jakieś nadgodzinki a jutro wyjdę wcześniej, eh.

       

      Oczywiście w radośnik nie wybraliśmy się do Gdyni na crossfit-jakoś się nie złożyło..- ale za to obczailiśmy pobliską siłkę, zapoznaliśmy się z cennikiem i dostaliśmy rabat na pierwszy karnet. T. ma ten tydzień mocno pracujący [ale i tak posłałam go rano do Lidla po spodenki z promocji, bo kiedy ja będę wracać z pracy NA BANK nie będzie już rozmiaru], więc planujemy od przyszłego pocisnąć ostro z tematem ;)

       

      Kupiłam w warzywniaku słonecznik, taki w formie całego kwiatka, jak za dawnych dobrych czasów.. Kiedy to gównażeria zamiast palić śmierdzące papierochy skubała słonecznik, a dookoła zamiast petów walały się łupinki.. I tak sobie skubałam siedząc na kanapie z T. i oglądając jakiś film z Willem Smithem [o kosmitach oczywiście. Na szczęście wspaniali Amerykanie uratowali świat, jak zwykle z resztą!] No i teraz mnie bolą opuszki palców, śmieszna sprawa :)

       

      Wysłałam dziś parkę geków które ktoś wylicytował za 91pln. Obawiam się że to jakiś idiota, który z poetyckiego opisu aukcji wywnioskował że licytuje 12 sztuk, chociaż trzy razy pisałam że jedna licytacja=dwa gluty. Zobaczymy co z tego wyniknie. Muszę też wysłać po robocie samca C. elegans, który się nagle wykluł z mojej samiczki.. Pech. Przynajmniej będzie kasa na cukinie. T., jak mu wczoraj powiedziałam że muszę pamiętać zabrać geki i pająka, powiedział że zaraz nie będziemy mieli w ogóle zwierząt TYLKO PSA. Spoko spoko, ja się tym zajmę, już oglądałam oferty małych Avicularii, brakuje mi tego cudeńka małego. A, i powinnam kupić żarcie dla Helen, bo chyba jest głodny- drąży tunele i stuka nosem w szybkę.. Kilka dni temu podeszłam do gekonarium żeby glutom dać jeść, i poczułam na sobie świdrujące spojrzenie Helena. 'Co, wężu, jesteś głodny?' zapytałam z troską. 'To zjedz marchewkę!' krzyknął radośnie T. z kuchni. Dowcipniś.

       

      No i muszę przygotować paczkę dla mojej swapki! Angielka mi się trafiła. Wyślę jedną paczkę i wypiszę się z tej nierozważnej zabawy, bo dopiero teraz sprawdziłam koszty wysyłki zagranicznej.. 

       

      Przestało lać :) jej! I jaskółki szczekają! Spadam zanim pogoda znowu zwariuje.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      nuxy
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 12 sierpnia 2013 16:05
  • piątek, 09 sierpnia 2013
    • zabunkrowani!

      tak tak, koncert był bardzo zacny! zadowolona jestem niezmiernie że się udałam. Klub jak już wspominałam jest naprawdę warty obejrzenia, niestety zdjęcia które robiłam wyszły mega ciemne i jakość mają taką, no... kaszaniastą. w ramach zachęty zaprezentuję zdjęcie orzecha w toalecie:

      [to NAPRAWDĘ jest toaleta!]

      można sobie dupnąć na worku po kartoflach

       

      ewentualnie na krześle elektrycznym

       

      lub poddać przesłuchaniu jakiegoś nieszczęśnika

       

      wszamać pyhhhszny hummus ze świeżymi warzywami

       

      albo hambuksa.

       

      i popić ślicznym koktajlikiem.

       

      no i ofc posłuchać dobrej muzy! :)

       

      Upały z lekka odpuściły- szkoda, bo idzie radośnik, no i kupiłam sobie w Juli za całe 5zeta kieszonkową klimę.. trudno. Może jeszcze wrócą. Liczę na jeziorko w weekend, chociaż nie wiem czy coś z tego wyjdzie bo w niedzielę idziemy na urodziny pewnej małolaty- szóste zdaje się [będzie biba :P] a w sobotę T. musi iść do tyrki.. A w weekend w Gdyni jest darmowy crossfit z Reebokiem, szalenie chciałam się wybrać, może uda mi się zaciągnąć T.. A nawet jakby nie, to on coś ostatnio mruczał o zapisaniu się na siłkę. No wreszcie, stęskniłam się za żelastwem :)

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      nuxy
      Czas publikacji:
      piątek, 09 sierpnia 2013 16:00
  • środa, 07 sierpnia 2013
    • puff!

      jak gorąco. Ale dobrze! Dobrze! Żeby nie było, że zrzędzę. Lato jest, ciepło ma być, tylko mogłoby w nocy popadać, no i w weekend koniecznie musi być pięknie, bo dobra pogoda w tygodniu pracującym mnie nie baro urządza. W ogóle skandal, że ja w pracy siedząc nie mam czasu ogarnąć zdjęć z Mazuringu, tylko muszę PRACOWAĆ! Słyszał to kto! Pff. Także dziś jeszcze zdjęć nie będzie..

       

      W poniedziałek po robocie wybrałam się z T. i naszymi sąsiadami do optyka, do Gdyni, który jest ich znajomym i który miał mi zbadać oczęta. Okazało się że w porównaniu do ostatniego badania [5,5 roku temu] mam za słabe soczewki, i szkła w okularach [9 lat temu..] także. Nie zdziwiło mnie to, ale z kasy niestety trzeba będzie wyskoczyć :( inna rzecz to to, że przed kompem nie powinnam w soczkach siedzieć, ino w oksach, a ja TAK OKRUTNIE NIE LUBIĘ NOSIĆ OKULAARÓÓW..gh. 

       

      Ale nie ma tego złego, nie? W międzyczasie okazało się, że we czwartek w Bunkrze grają Indios Bravos. Bunkier to zupełnie nieziemski klub w Gdańsku, niedawno otwarty, byliśmy ze dwa weekendy temu- wystrój mają kompletnie porażający, 5 poziomów w dawnym bunkrze naziemnym, i każdy poziom w innym stylu. Serwują pyszne driny [krwawa Mary z selerem naciowym!] i wspaniałe żarełko [domowy hummus!], bossko. Oczywiście mam zdjęcia i miałam pochwalić, ale no właśnie-czas. Enyłej, jak usłyszałam o Indiosach to zasrpężynowałam że idziemyidziemyidziemy, no i idziemy. W sensie ja, T. i sąsiedzi, optyk też. Dopiero po jakimś czasie T. zapytał co to w ogóle jest za zespół. Tym oto sposobem udało mi się wyciągnąć go na koncert rege, nah nah nah! Co prawda IB to taka mocno lajtowa muza, ale lepszy rydz niż nic.

       

      Wczoraj po pracy musiałam śmignąć do biblioteki dwie dzielnice stąd, żeby oddać książkę "Nowoczesne Zasady Odżywiania"- niestety nie zdążyłam całej przeczytać, a nie mogłam przedłużyć terminu, bo była kolejka do wypożyczenia. W sumie to cieszy mnie to, że tyle ludzi ją przeczyta, mam nadzieję że to nie sami vege i że będą nieść ten kaganek i ogólnie uczynią świat lepszym miejscem :) ja już zamówiłam sobie na alledrogo egzemplarz [używka]. Iiii. Dojechałam do tej biblioteki, rowerem, w temperaturze blisko 30stopni. Weszłam do budynku [biblioteka jest w centrum handlowym], przypięłam rower do takiego słupa, i zdybał mnie ochroniarz. Że tu nie wolno, że na zewnątrz. To ja mu mówię że nie lubię tych stojaków co to rower tylko za kółko trzymają, bo znajomej osobie kiedyś tylko kółko zostało, a resztę zwinęli. Ochroniarz powiedział że spoko, ale ten parking jest strzeżony, więc nic nikt nie zwinie. Super sprawa, chciałam odpiąć rower i grzecznie odstawić we wskazane miejsce, ale... blokada mi się zacięła. Dupa. Próbowałam, szarpałam, no nic. Ochroniarz też próbował. W końcu powiedziałam że pójdę po ślusarza [piętro niżej był zakład] i może on coś poradzi. Ochroniarz sobie poszedł, ja pędzikiem oddałam książkę [obsztorcowana przez panią bibliotekarkę za przetrzymanie] i namierzyłam zakład ślusarski. Koleś zamknął swój kram, poszedł ze mną do roweru, wziął kluczyk, i rozpiął blokadę. Ot tak. Przekręcił i poszło. Mogłam swobodnie wracać do domu, w 30stopniach. Klątwa blondynki... 

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      nuxy
      Czas publikacji:
      środa, 07 sierpnia 2013 16:07
  • poniedziałek, 05 sierpnia 2013
    • przydałby się drugi urlop..

      ..tak sobie myślę właśnie, siedząc w tyrce i wyceniając kolejny gupi przetarg. Ech. Dobrze przynajmniej że z Mazur wróciliśmy w sobotę, niedzielę mogliśmy poświęcić na regenerację, pranie, zakupy w oszą i obejrzenie "Zanim odejdą wody" po raz drugi. Ale spoko, pod koniec przyszłego tygodnia długi weekend, przebujam się ;)

       

      A póki co siedzę przed kompikiem i staram się nie wykonywać ruchów mimicznych, bo mi czoło popęka- tak się strzaskałam. Na mahoń! I prawidłowo, lato jest! :D Aczkolwiek moja skóra ma tendencje do blednięcia w zastraszającym tempie, za dwa tygodnie będę znowu przezroczysta. Nie to co mój T., on jest okropny, wystawi się niechcący na słoneczko i ma piękną opaleniznę do marca następnego roku. Złośliwiec.

      

      Na Mazurach było, nie powiem, całkiem elegansko. Okazało się że ośrodek w którym zaklepaliśmy domek [via net i na ślepo, nie ma żadnych opinii w necie] NAPRAWDĘ ISTNIEJE, w dodatku jest kameralny [6 domków, właściciel starszy gość] i położony blisko jeziora. Także mieliśmy do dyspozycji drewnianą chatkę na oko dwudziestoletnią, z dwiema sypialniami i salonem ;) aneksem łaziennym i aneksem kuchennym wyposażonym w czajnik elektryczny i niedomykającą się lodówkę renomowanej marki POLAR. Przed domkiem, do naszej dyspozycji, stały dwa rozklekotane marketowe grille. Czego chcieć więcej? Okolica spokojna, żadnych rozpizganych turystów, bachorów-terrorystów i imprezowiczów słuchających techno z vw golfa. No, byli jedni, ale stosunkowo cicho, i na drugim krańcu ośrodka :) 

       

      Pogoda nam dopisała, jezioro Tałty miało idealną temperaturę, co prawda mazurskie komary okazały się być bardziej krwiożercze niż te nasze, kaszubskie- ale w pewnych chwilach ma się to po prostu w nosie :) Drugiego wieczora panowie przytargali z lasu jakieś drewniaki i rozpalili ognisko nad jeziorem- i nagle, nie wiadomo skąd, znalazła się jakaś dziewczyna z gitarą, harcerze, drugi koleś z gitarą, żeglarze, i rozkręciła się całkiem sympatyczna impreza ze śpiewaniem sprośnych szant, aczkolwiek niestety bez nocnych kąpieli w jeziorze. Trzeciego dnia wynajęliśmy sobie miejscowego emeryta, który pływa żaglówką- na 5h poczuliśmy o co biega w żeglowaniu, no i uzupełniliśmy zapasy w oddalonym nieco od naszego obozowiska sklepie. Codziennie grillowaliśmy [tempeh, marynowana cukinia i pieczary! 

       

      Jak się ogarnę to wstawię jakieś jeszcze zdjęcia, bo póki co muszę ghh pracować- ale żadnej ciekawszej fauny nie wypatrzyłam.

      Z aktualności, to dziś jadę do optyka [czy tam okulisty]- zbada moje gałki patrzałki i okaże się jak bardzo jestem ślepa. I zapisałam się do wegańskiego paczkowego swapu! Nie mogę się doczekać, jutro dostanę adres :)

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „przydałby się drugi urlop..”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      nuxy
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 05 sierpnia 2013 16:14

Wyszukiwarka

Tagi

Kanał informacyjny

Opcje Bloxa