Wpisy

  • wtorek, 30 lipca 2013
    • orzech na urlopach!

      a co!

       

      należy mi się :) w zasadzie jestem na urlopie już od zeszłego czwartku, ale zeszło to bardzo szybciutko na sprzątaniu, praniu, opalaniu się i pieczeniu kaszowych chrupków które bardzo wspaniale zastępują czipasy i można je chrupać niemal bezkarnie.

       

      Natomiast jutro wyjeżdżamy na MAAZUUURYYY! to, że udało nam się znaleźć wolny domek to jest w ogóle cud. nastawiam się na owocowanie leśne, opaleniznę 'na mahoń', pływanie w jeziorze do pomarszczenia opuszków i oglądanie ładnych robaczków i zwierzątek :) muszę odmrozić tempeh na grilla! i cukinię zamarynować, o.

       

      a w nocy była turbo mega burza! myślałam że nam się dom na głowę zawali, tak grzmiało i błyskało, nawet Lola przyszła do naszej sypialni cała zdygana. Na szczęście chata stoi, a ogórki i pomidorki cieszą się z nawodnienia gleby- aczkolwiek koperek się położył na ziemi całkiem, i muszę go już chyba ściąć.

       

      Co tam jeszcze? wystawiłam małe płaczki na allegro, 6 już poszło i wysłałam je dziś pociągiem do Wrocka :) mam nadzieję że dojdą w jednym kawałku, to znaczy w sześciu w sumie. ale zapakowanie ich to była masakabra.. Miałam już cztery w pudełku wysyłkowym, kiedy jeden wyskoczył z pudełka dotychczasowego i zaczął poginać za regał; kiedy próbowałam go jakoś namówić do powrotu, usłyszałam pacnięcie  zwiastującego kolejnego gekona wyskakującego na podłogę, a dwa następne już mi biegły po ręce którą usiłowałam nakryć otwór pudełka. Zgroza. Udało mi się chyba po 8 minutach. Beskitu, malutkie samoprzylepne i skoczne jaszczurki to nie jest dobry temat do pakowania.

       

      Wstawię jeszcze tylko zdjęcie niesamowitej istotki którą znalazłam przed klatką schodową i lecę lepić kaszochrupki :)

      Aaaaa i kupiłam w Auchan jarmuż! już wiem jak to smakuje, jadłam z makaronem, dobre :)

      Zatem, Panie i Panowie, oto! Jedyna! Wspaniała! Futrzata i nieziemsko ogromna!

      TROCINIARKA CZERWICA!!  [Cossus cossus]

      nigdy wcześniej nie widziałam TAKIEJ WIELKIEJ ĆMUNI!

      Na skrzydłach miała przepiękny wzorek- coś jak popękana kora... nieziemska!

      [o, mam plamę na bluzie]

      Myślałam że coś było z nią nie tak, bo odwłok miała lekko przekoszony, ale odpaliła silniczki, powibrowała trochę i poleciała fru! super :)

      Acha, to jeszcze smok znaleziony przy przeszukiwaniu krzaków porzeczek

       

      To bawcie się dobrze na waszych urlopach, a ja lecę i na bank przywiozę coś ładnego :)

      aaaa Mazuuuryyy....

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (3) Pokaż komentarze do wpisu „orzech na urlopach!”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      nuxy
      Czas publikacji:
      wtorek, 30 lipca 2013 19:29
  • poniedziałek, 22 lipca 2013
    • love las!

      ewidentnie! no bo jak inaczej, skoro obdarowuje nas takimi wspaniałościami?

       

      Wybraliśmy się w sobotę na wycieczkę rowerową, bo T. dzień wcześniej szalejąc z kolegami na motocyklach znalazł polankę z JAGODAMI. Jess. Wzięliśmy więc młodego i moją mamę, rowery i wiaderka, i siupp do lasu. Pogoda była przefajna, bo nie było jeszcze mega ciepło, tylko tak akurat.

       

      Wjechaliśmy do lasu, i całkiem niedaleko od naszej dzielni odkryliśmy malinowy chruśniak :D

      [sory Mamo za upublicznianie ;)]

      per aspera ad Rubus! Mimo zawziętości z jaką kolczaste krzoki czepiały się naszych skromnych osób, oskubaliśmy je bezwstydnie i ze smakiem, po czym ruszyliśmy w dalszą trasę. NIGDY WIĘCEJ nie kupię malin w warzywniaku, osiempińdzisiąt za naparstek, jak to pisała Veni :)

       

      Parę km dalej trafiliśmy na wspomnianą jagodową polankę. Każdy dał nura w poszycie i dziubaliśmy owocki, kiedy nagle T. zawołał: Aga! Aga! Szybko! Tu! Wąż! Wpełzł do norki! Poleciałam na złamanie karku..

      no i sorki. MUSIAŁAM.

      jaram się ^^

      pierwszy raz widziałam zaskrońca! To nic, że taki malusieńki. Śliczny jest! Ciemnoszary, z jasnymi ciapkami. Oczywiście wyjmowałam go na maksa delikatnie [mam wprawę po Helen :)] kiedy upewniłam się że nie jest to żmijka- ją bym oglądała z bezpiecznej odległości. Ale zaskronek..? 

      Prawda że wspaniały? Na początku syczał jak szalony, ale szybko przestał. Spodziewałam się że może mnie uwalić, ale o dziwo nawet nie próbował. I nie był jakiś strasznie uciekalski. Natomiast puścił TAKIEGO BĄKA!! Waliło okrutnie! Takie małe zwierzątko a TAKIE bączysko! Fuj fuj, śmierdziuszek :D dobra strategia obronna, nie ma co. Także na mojej liście fauny-do-obejrzenia-w-naturze: zaskroniec-check! Wypuszczony w trawę migusiem zniknął z pola widzenia.

       

      Poza tym cudeńkiem, w krzakach standardowo moje ulu pająki- skakuny :)

      A po powrocie mogłam zaserwować sobie drugie śniadanie godne sołtysa- orkiszową kaszę manną na mleku sojowym z koko wiórami i owocami leśnymi prosto z lasu ZA DARMOSZKĘ, HA! mmm...

      A z reszty jagód zrobiłam muffinki z jagodami, pyszotka :)

      pojechałabym sobie na Mazury...

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „love las!”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      nuxy
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 22 lipca 2013 15:57
  • czwartek, 18 lipca 2013
    • niedobór zamrażalnika!

      właśnie przechodzę przez kryzys do którego odnosi się tytuł. Wczoraj ledwo udało mi się upchnąć pół porcji naci selera do zamrożenia [mam jeszcze drugie pół...chyba ususzę] między zamrożonymi truskawkami, poziomkami, tempehem, bulionem i cukiniuszkami [na czarną godzinę]. Ani mi się widzi kupować obleśnie drogich mrożonych owoców zimą, skoro mogę sobie zamrozić je SAMA! :D jednakowoż mały zamrażalnik istotnie jest problemem. Chyba kupię sobie drugi i wstawię do piwnicy.

       

      A tymczasem! Już czwartek :) czyli jutro piątek! I kolejny radośnik! Cudownie :) pogoda ma być piękna, proszę mi to załatwić. najchętniej pojechałabym znowu nad jakieś jeziorko.. może w połowie przyszłego tygodnia wezmę sobie kawałek urlopu? T. ma mieć trochę wolnego, wyskoczylibyśmy gdzieś na łono natury. Pożujemy, zobaczymy.

       

      A teraz ważkie sprawy. Bardzo lubię ważki, kojarzą mi się z dinozaurami, sama nie wiem czemu.. Podejrzewam że winna jest książeczka którą miałam jako otroczek, bo coś mi się przez mgłę przypomina taki obrazeczek, że wielkie zielone jaszczurki i ważka na pierwszym planie. Tak czy siak, prezentuję małe helikopterki, upolowane na brzegu osiedlowego "jeziorka":

      To chyba lecicha białoznaczna? Albo pospolita, bo nie ma plamek na skrzydłach.. [a nieee, chyba są plamki! tylko tak cwaniacko się ustawiła :)]

      a to ważka płaskobrzucha, myślę. Fajne takie niebieskie robaki :D

      ładne są też takie małe ważki, też niebieskie ale ciemniejsze, metaliczne, z prawie czarnymi skrzydłami- masa ich jest nad Radunią, przejeżdżaliśmy tamtędy kilka razy rowerem. Śliczne są, to chyba jakieś świtezianki. 

       

      Ale i tak najbardziej wypasioną polską ważką jest wg mnie husarz władca [Anax imperator]. Nie dość że piękne kolorki, to w dodatku ma kozacką nazwę :)

       

      Jakby się ktoś pytał skąd się biorą ważki..

      I jeszcze obrażone mazurki mam, takie ponastraszane, śmieszne małe pompony

      i modraszkę przechodzącą typowy dla małolatów kryzys: jestę ptaszek czy nietoperz..?

      i jeszcze dzwoniec! :), który przyleciał, pięknie się powydzierał..

      ogarnął groźnym spojrzeniem okolicę

      spokój jest? i poleciał

      a za oknem piękne słonko...!

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (6) Pokaż komentarze do wpisu „niedobór zamrażalnika!”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      nuxy
      Czas publikacji:
      czwartek, 18 lipca 2013 15:27
  • środa, 17 lipca 2013
  • wtorek, 16 lipca 2013
    • po pierogach..

      ..z jagodami zostało już tylko wspomnienie procesu lepienniczego

      i spożywczego [polane porzeczkowym kefirkiem]

      Jak następnym razem trafimy w lesie na poletko jagód, muszę zdecydowanie więcej ich uzbierać. Ze trzy kilo, myślę że będzie optymalnie. Zwłaszcza że w okolicznym warzywniaku kosztują 20pln/kilo [!!!!, ale i tak taniej niż schabowy]. Co prawda zamrażalnik już mi się nie domyka, ale coś wykombinuję. Stuninguję lodówkę turystyczną w ostateczności ;)

       

      Trochę taka nuda, bo szef wczoraj pojechał do Wawy na koncert, dziś wrócił i pojechał załatwiać sprawunki, więc mamy z koleżanką Alutką lajcik. Zamówienia w ramach wygranego przetargu już poczynione, możemy cichaczem oglądać filmiki na youtube i śmieszne koty. Fajnie, szkoda tylko że nie mamy biura na łące, bo pogoda chyba się trochę ogarnęła i nawet słoneczko świeci! Czad :)

       

      Przydomowe pole uprawne zarosło tak, że Lola się lekko zdziwiła kiedy wylądowała wśród roślin i nie baro było ją widać..

      peryskop by się przydał. Tak to bywa jak się jest pieskiem o krótkich nóżkach! Zawsze mogłoby być gorzej, np. jakby była jamnikiem to by miała przekichane. Wołaliśmy ją i tylko widać było jak rośliny falują, znak, że Lola nadciąga.

       

      Z okazji niedzielnych odwiedzin gości popełniłam eksperyment kulinarny- żelki z musu owocowego i agaru. Śliczne, nie?

      Szkoda że niezbyt smaczne :P za mało cukru chyba dodałam, no i ten mus taki mało wyraźny.. mogłam zmiksować więcej porzeczek. Nie poddam się tak łatwo, będę walczyć dalej!

      PS. ich śliczność to zasługa silikonowych foremek z biedro, na szczęście nie rzeźbiłam ich ręcznie bo by mnie szlag trafił ;)

       

      Na szczęście drugi eksperyment udał się całkiem przyzwoicie.

      Jes jes, małosolne marchewki :D poznęcam się jeszcze nad burakami.

       

      My tu gadu gadu, a zaraz fajrant! Tak to ja mogę pracować :) T. udał się dziś do stolicy po zakup nowego automobilu, niestety z zakupu sznurki, więc wraca autobusem. Będę musiała go zgarnąć z dworca jakoś wieczorem, ale będę miała w międzyczasie chwilunię na trening :) odpokutuję te cukiniuszki którymi opycham się bez opamiętania, wstyd.

       

      I pamiętajcie!

      [zdjęcie zrobione na osiedlu na którym się wychowałam :) las wśród nas!]

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „po pierogach..”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      nuxy
      Czas publikacji:
      wtorek, 16 lipca 2013 15:55
  • poniedziałek, 15 lipca 2013
    • cukiniuszki my lov!

      obiecałam że pokażę, więc pokazuję.

      Nie są piękne. a ja nie umiem robić pięknych zdjęć, i nie mam pięknej blachy do pieczenia i fikuśnych wstążeczek i gałązek do ozdoby, ale jeśli je upieczesz, czytaczu, GWARANTUJĘ że je pokochasz. a jak nie- możesz mi je odesłać, ja przygarnę każdą ilość cukiniuszków ;)

      jak widać, ledwo upieczone, a już wybrakowane...

      Przepis na te boskie bułeczki skradłam z Kwestii Smaku, i przerobiłam na wegański, czyli 200g masła zamieniłam na 200g oleju, a mleko- na mleko roślinne [raz ryżowe domowej roboty, raz sojowe z biedronki]. podejrzewam że z wodą też się uda ;) a, no i dałam mąki razowej i amarantusowej, dla zdrowotności.

       

      Farszuję utartą cukinią z cebulą, pieprzem ziołowym i gałką muszkatołową, tym razem zrobiłam też z pieczarkami, cebulą i pietruszką. Odkryłam że podgrzane w mikrofali i polane kepuczem zastępują obiad :D są ideaalne i uwielbiam je  

       

      Ostatni radośnik spędziliśmy zabawowo- w sobotę pojechaliśmy do Brzeźna do szwagrów na domówkę, w niedzielę szwagry z Brzeźna przyjechały do nas na grilla :) więc znalazłam czas tylko na jeden trening, w sobotę- kończę już drugi miesiąc insanity i jestem naprawdę zadowolona, bo ćwiczenia są mega męczące, tylko trwają niestety godzinę.. może po lecie uda mi się namówić T. cobyśmy na jakąś siłkę się zapisali. a może na zumbę wrócę... 

       

      Jeszcze bym się chciała pochwalić zdjęciami które właśnie zrzuciłam z aparatu i przeglądam- jak to u mnie, la fauna mobile:

      MUCHA. nasza sąsiadka ma psa, labradora, który boi się much panicznie. podobno nawet kiedy ktoś powie MUCHA, Baron wychodzi z pokoju obrażony,co za głupie żarty. Raz jak był przeciąg to zatrzasnął się w pokoju z muchą, był zdruzgotany. Swoją drogą kto to by pomyślał, że muchy są takie kudłate?

      Kiedy jest ładna pogoda, gapię się na chodzące po murach skakuny- moje ulu pajączki, te ich wielkie oczy sprawiają że wyglądają jak pluszaki! Ten akurat był bardzo maciupki, w dodatku przyłapałam go akurat w trakcie posiłku

      Dymówka na dachówkach :)

      kiedy lecą trochę trudno te frendzelki sfotografować..

      A tu nartnik

      i pluskolec chyba? jak toto zobaczyłam to najpierw myślałam, że mała rybka, taki wielki był! 

      na zakończenie ciekawostka :) never ending karob!

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „cukiniuszki my lov!”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      nuxy
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 15 lipca 2013 13:54
  • wtorek, 09 lipca 2013
    • chyba się nie nadaję,...

      ... na gry towarzyskie typu lobster. Karolino. Wybacz. Ja nawet w podstawówce nie wypełniałam złotych myśli ;)

       

      Enyłej, radośnik dobiegł końca, siedzę już w tyrce i tyrkam. Udało się wygrać kolejny przetarg, jupikajej.. Ale weekend był super :) wzięłam wolne w piątek, więc mogliśmy wyjechać na całe dwie noce. Pogoda dopisała, nie było mega upału ale słoneczko grzało miło. Obowiązkowo odbywał się codziennie grill:

      po prawej żarełko mięsożerców, po lewej moje pyszności- marynowana cukinia, pieczarkensy i TEMPEH! Tempeh, nadmienię, własnej inkubacji! To ON właśnie siedział w styropianowym inkubatorze z poprzedniej notki. Udał się wybornie i jestem dumna jak paw!

       

      Żeby spalić grillowe kalorie, pluskaliśmy się w okolicznym jeziorze bez umiaru. Cudownie było, kocham wodę i kocham pływać!

      Czujne czujki nas pilnowały. Zdjęcia trochę poprawione, niestety nie mamy takich czystych jezior w okolicy ;)

      Kolejną wspaniałość odkryliśmy na wycieczce rowerowej w głąb lasu. T. napalił się na kurki, on jest mega fanem kurek, niestety okazało się że na grzybki trochę za sucho.. Ale tadam! Jeśli o mnie chodzi to jest duużoo lepsze niż kurki :D

      Cudnie! Dziś lepimy pierogi i jagodzianki. 

      Ups! To nie jagódka!

      Z pewną ulgą oglądałam sobie leśne pszczoły, bo tak ostatnio mało tych owadów się kręci w okolicy..

      [coś mi nie wyszło to zdjęcie. są trzy kwiatki, na każdym jedna lub dwie pszczoły :)]

      i popaczałam sobie też na korzeniówki- gdyby nie notka na blogu Leśniczego, pewnie myślałabym że to jakieś grzyby.. A teraz już wiem :) Niestety, moje egzemplarze złośliwie nie chciały pachnieć. Może innym razem..

      Po powrocie do domu okazało się, że mój warzywnik zasilony deszczami wybujał na miarę Puszczy Kampinoskiej.. prawie

      Musiałam trochę przerzedzić to i owo, i w związku w tym... białe rzodkiewki oddam w dobre ręce.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (6) Pokaż komentarze do wpisu „chyba się nie nadaję,...”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      nuxy
      Czas publikacji:
      wtorek, 09 lipca 2013 15:43
  • środa, 03 lipca 2013
    • zanosi się na ładny radośnik :)

      bo znowu zostaliśmy zaproszeni na domek do kolegi S. Ładna pogoda ma być, planuję wreszcie popływać w jeziorze [w lipcu!! gdzie te czasy kiedy w kwietniu już się w morzu kąpałam.. :/] i przede wszystkim SCHOWAĆ WHISKEY. Głęboko.

      Noo i wziąć więcej marchewek :)

      Może uda się wybrać do lasu i złapać jakieś kurki? Ja tam fanką nie jestem, ale T. za kurki to by mógł pewnie uciec się do zbrodni.

      Ciekawa pogoda była wczoraj, lało na przemian ze słoneczkiem- chyba miałam dobry dzień bo akurat jak gdzieś jechałam na rowerze to było ładnie, a lało wspaniałomyślnie kiedy byłam pod dachem. taki widoczek zastałam kiedy już się zbliżałam do domu:

      dobrze że akurat tak się szczęśliwie złożyło i miałam arapat :) chociaż widok na żywo- wiadomo, bez porównania.

      lada moment i zaczęło lać, a my układaliśmy na budowie panele. pracowałam, można powiedzieć na 1 i 1/4 etatu :]

      W ogóle co za draństwo, truskawki już po 7,5pln ! a ja chciałam jeszcze kilka przepisów stesować.. na szczęście poziomek ciągle multum, mam już trzy woreczki zamrożone, będą do koktajli i ciast po sezonie. czekam jeszcze aż ogórasy stanieją [aktualnie 5,5], to zakonserwuję trochę. No ale muszę najpierw słoiki opróżnić.. i cukiniuszki będę produkować! cukiniuszki to placuszki z cukinią, taki małe drożdżówencje. Kocham je całym orzechem i co roku robię ich bazylion, a tym razem trochę zamuliłam bo chciałam przerobić przepis na ciasto żeby było vegan i jakoś nie mogłam się zebrać w sobie. obawy okazały się nieuzasadnione, ciasto wyszło rewela, cukiniuszków już nie ma więc zdjęcie pokażę jak zrobię nowe :)

       

      Napomknę jeszcze tylko że ostatni radośnik zleciał nam na strzelaniu fochów [z żagielkiem] i szukaniu, bo to był Radośnik Rzeczy Zagubionych. Na dobry początek, w sobotę, zniknął Helen. Helen jest wężem i to już druga jego ucieczka, ale ponieważ ma terrarium na zamek, nie mam pojęcia jak się przecisnął, zwłaszcza że był świeżo po żarciu.. Kiedy już odkryłam kłęby kurzu, okruszków i długopisów pod domowymi sprzętami i w myślach żegnałam się z Helen, uciekinier znalazł się zwinięty w węzełek za regałem. Za karę wysprzątałam mu terrarium.

       

      O, mam deja vu! ciekawe.

       

      Natomiast w niedzielę za cholerę nie mogłam namierzyć nożyków do blendera :'( w zasadzie nie mogę ich namierzyć do dzisiaj, a nowe kosztują 60pln! dramat, dramat. chyba się gdzieś zgłoszę po dofinansowanie. Oprócz nożyków zaginęła maść na ukąszenia komarów. Niewykluczone że nie mogłam jej znaleźć bo prawe oko przesłoniła mi wielka opuchlizna- podczas poziomkobrania komary uwzięły się na moją głowę i wyglądałam jak ofiara gradobicia. Maść znalazła się wieczorem, w kubeczku na pilniczki, i to NA PEWNO NIE JA ją tam schowałam..

       

      Na koniec zagadka: kto zgadnie co się inkubuje w tym oto cudzie inżynierii który własnoręcznie zmontowałam? :)

      PS. Karolinaaa! pamiętam o lobsterze, wymyślam pytania ;) serio!

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (5) Pokaż komentarze do wpisu „zanosi się na ładny radośnik :)”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      nuxy
      Czas publikacji:
      środa, 03 lipca 2013 12:09

Wyszukiwarka

Tagi

Kanał informacyjny

Opcje Bloxa