Wpisy

  • środa, 26 czerwca 2013
    • mokro, nie?

      podlało nas nieco. W sumie dobrze, czasem musi, ogródek mi szaleje i T. tańczy [alergik trawny]. I jakoś rowerem się przyjemniej jeździ jak nie ma mega upału. Ale słoneczko mogłoby wyjść ;) I jest jeszcze jeden minus- na ulice wylazły hordy ślimaków. Nie wiem przeciwko czemu protestują, ale przeżywam traumę przy każdej przejażdżce.. Szalom gigant żeby ominąć przynajmniej te większe spowalnia mnie dość mocno, no i i tak się każdego nie ominie.. chrup. chrrup, chrupchrup. pflop. o, ślimak bez skorupki...............jeeeeeezu. masakra.

       

      na pocieszkę dodam, że wczorajszy spacer z psem zakończył się wiaderkiem poziomek, tak słodkich że omomomom! mlask. Mam co prawda jeszcze 2kg truskawek, ale spoko, zje się :D W zeszłym roku i dwa lata temu jakoś się minęłam z truskawkami, bo były drogie, drogie, drogie, a później nie było ich wcale, więc teraz nadrabiam. Mam już dżemy, dżemery i dżemiki, zamrożone truskawki i sorbet ;) i czerwone paznokcie bez użycia lakieru!

       

      I jeszcze się pochwalę wynalazkiem. Zrobiłam na Dzień Ojca dla ojca słoik kotletów sojowych a'la śledzie w occie. Oczywiście mam już przechlapane, bo do końca życia będę musiała robić ze cztery słoiki miesięcznie.. c'est la vie! polecam to cudo bo pyszne jest nieprzyzwoicie, a to jakie niezdrowe na razie przemilczmy..

       

      A'propos niezdrowości, tak dawno nie ćwiczyłam że czuję się jak pączek w maśle, i to wcale nie znaczy że jest mi miło! Upał zelżał, tylko ta dobra jakaś nierozciągliwa. No i kolejny lobster mi się trafił, jej! Dzięki Karolino :* chyba już przestanę robić wiochę i wytypuję też kilka blogasków, tylko nie wiem jak się sprawdza ile kto ma oglądaczy czy coś tam.....ale to nic, wyguglam ;)

       

      na pożegnanie melon w trzech odsłonach. na śniadanie w ogródku. love lato!

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (3) Pokaż komentarze do wpisu „mokro, nie?”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      nuxy
      Czas publikacji:
      środa, 26 czerwca 2013 15:46
  • piątek, 21 czerwca 2013
    • puff

      jak gorąco. nie narzekam, o nie! lubimy ciepełko! szkoda tylko że nie mam pod domem czystego, orzeźwiającego jeziorka, najlepiej z kolorowymi rybkami i palmami kokosowymi na brzegu :D i mogłoby w nocy popadać, bo ogródek usycha a Tomasz kicha [jakie rymy :)]

       

      Tymczasem dziś wieczorem balangujemy z sąsiadami- szykuję pyszne niewątpliwie pyszności, pochwalę się po imprezie bo wiem że T. wpada czasem na bloga a nie chcę mu psuć niespodziewajki ;)

       

      I sezon na przetwory uważam za otwarty! Mam już zasłoikowany keczup, tak pyszny że do jednego obiadu zjadłam pół słoiczka, czatnej z czerwonej cebuli i hiram, czyli konfiturę z łabałbału z imbiłem. Oczywiście weekend upłynie pod znakiem truskawek, które moja mama kupiła dziś za 3,5/kilo [!] i są słodkie nie do opisania. I ogórków koniecznie :) Nasze poziomki też się już wykluły! Wspaniałe są, Tomi przyniósł mi trochę i pewnie później żałował, bo po buszowaniu w krzewach dopadła go kichawica okrutna- ciężki los alergika, niestety.. 

       

      Napomknę jeszcze moją obserwację z ulicznych reklam. Dwa billboardy z kostiumami kąpielowymi. Gatta

      i Decathlon

       

      Nie muszę chyba mówić który mi się bardziej podoba? Wkurza mnie mieszanie ludziom w głowach.

      A teraz idę zjeść kotleciki z kaszy gryczanej, płatków owsianych, soczewicy i pieczarek z pyhhsznym keczupem baj orzech ;) smażmy się póki słonecznie! tylko pijmy dużo wody. i nie zostawiajmy psów/dzieci/teściowych/mleka w samochodach.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (3) Pokaż komentarze do wpisu „puff”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      nuxy
      Czas publikacji:
      piątek, 21 czerwca 2013 14:40
  • wtorek, 18 czerwca 2013
    • wszyystkoo doobrzeee..

      muszę poguglać jak się robi szablon na blogaska, bo bardzo chciałabym mieć swój własny, orzechowy, prywatny. Chyba że może mi ktoś zrobi? :D

       

      Łikęd 'na domku' udał się dość przyjemnie. Pomijając fakt że wszyscy wokół zajadli się domowymi wyrobami z dziczyzny które pachniały, nie powiem, kusząco, [ale moja cukinia i pieczarki w marynacie okazały się nawet lepsze <3] i faktem że w sobotę o 19 T. już się kąpał w jeziorze [w ubraniu] a ja ciągle byłam trzeźwa. Kiedy o 22 usiadłam przy stole na świeżym powietrzu i odkorkowałam wino, wszyscy już spali a T. marudził, że on też chce. Także nie pobalowałam :P

       

      W niedzielę odwiedzili nas nasi eks- sąsiedzi, ci co mają kotka który jak był mały to tak świetnie się dogadywał z Lolą

      ale jak podrósł to zaczął się nad nią znęcać i musieliśmy uciąć tą toksyczną miłość.

      Natomiast wczoraj T. zażyczył sobie na obiad GOŁĄBKI. Zrobiłam wracając z pracy zakupy- jak załadowałam je na rower to powietrze mi z opon zeszło, myślałam że nie ruszę z miejsca a drogę hamowania miałam jak TIR z naczepą- ale udało się je dotransportować do domku. I mnie też. I ulepiłam te gołębie nieszczęsne, nawet podobno całkiem wporzo mi wyszły- dla T. klasyczne, z mięchem, dla mnie- z kaszą gryczaną, pieczarkami, cebulą i marchewą, mhm! A wieczorem wpadli aktualni sąsiedzi i plotkowaliśmy do północy, skutkiem czego zmęczona jestem nieco, a dziś wieczorem kolejna ustawka. Natomiast jutro z pięć dostaw. Dobrze że szef wrócił ze Szwecji [i przywiózł mi puszkę cydru, szkoda że tylko jedną]

       

      Będzie dobrze :)

      A teraz na rower i na gołąbki!

      [w sensie na rower usiąść, na gołąbki zjeść]

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „wszyystkoo doobrzeee..”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      nuxy
      Czas publikacji:
      wtorek, 18 czerwca 2013 16:08
  • piątek, 14 czerwca 2013
  • czwartek, 13 czerwca 2013
    • burr.

      ależ jestem głodna. siedzę i bulgoczę. poczytałam na forumveg o nietolerancji fruktozy i NATYCHMIAST ją u siebie zdiagnozowałam. Mam zamiar wyleczyć ją terapią szokową- zastosuję uderzeniową dawkę fruktozy :] nak nak nak.

       

      Ojciec dyrektor przywiózł wczoraj z działki czereśnie. takie czerwone, pyszne że ach! A my na spacerze wczoraj z mężem oglądaliśmy NASZE [adoptowane] drzewka czereśniowe- tylko zielone kuleczki tu i tam. Ewidentnie się drzewka lenią, albo to inna strefa klimatyczna czy coś..

       

      Powinnam robić teraz aranżację, ale bolą mnie oczy i poszłabym sobie na spacer :) Na weekend jedziemy na domek do znajomych- kolega Tomiego jest myśliwym i od roku obiecywał że zaprosi nas na dzika. Nie doczekałam się, teraz dziczka mogłabym co najwyżej podrapać za uchem [jakby był oswojony, wiadomo]. Iii coś mi to insanity ostatnio nie wchodzi :/ Tzn czasu nie mam na godzinne treningi, bo muszę na przykład się poopalać albo oglądać pana kopciuszka, który robi sobie ze mnie ewidentne jaja. Zawsze kiedy siedzę z aparatem i się na niego czaję, on ćwierka szyderczo z komina budynku obok. Natomiast kiedy aparat leży bezpiecznie na regale, ptaszek siada dosłownie na naszym płocie. Bezczelny, ale ja Cię dorwę..! :)

       

      No to idę coś przekąsić, bo ile można burczeć.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „burr.”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      nuxy
      Czas publikacji:
      czwartek, 13 czerwca 2013 12:36
  • poniedziałek, 10 czerwca 2013
    • radośnik pod znakiem 2oo

      czyli że dwóch kółek, jakby nie było widać :) Każdy miał swoje, ja- na pedały, Tomasz- z silniczkiem.

      W sobotę przed południem w Brzeźnie odbył się mały zjazd zapaleńców bagiennych, na który ja pojechałam rowerem żeby udokumentować jak się chłopaki bawią. Bawili się wesoło, kicając przez rzucone pod nogi [i koła] kłody..

      Raz się udawało bardziej

      A raz mniej. [nic mu nie jest ;)]

      I dlatego trzeba zawsze mieć kask, drogie dzieci!

      Z powodu braków w pieczywie [zakwas zmarł, a drugi coś nie chce ruszyć..] dwa dni z rzędu jadłam na śniadanie placuszki bananowe [rozgnieciony banan plus płatki owsiane, koniec filozofii] z truskawkowym mózgiem [lekko zdechłe truskawki zmiksować na gładki mózg]. Nie powiem żeby mi było z tego powodu smutno, zwłaszcza że pogoda dała popis i można było szamać na ogrodzie :)

      A w ogrodzie zbiory! Na razie tylko rzodkiewek w dwóch odsłonach [jakże patriotycznie], ale odkąd w zeszłym tygodniu Tomi zbajerował panią z biura sprzedaży mieszkań a ona zbajerowała prezesa-dewelopera i skutkiem tego mamy 2x większy ogród, będę mogła sobie sadzić co mi się zapragnie :D cukinię, paprykę, majonez.. no cokolwiek!

      W niedzielę dla odmiany pojechaliśmy sobie na tor do Straszyna na zawody motocrossowe [ja popedałowałam ofc]. W pięknych okolicznościach przyrody

      Pooglądałam trochę skaczących panów na motocyklach [zjadłam z kilogram piachu]

      udokumentowałam kłopoty techniczne

      A wracając do domu zakochałam się w obłędnie pachnącej robinii akacjowej! Koniecznie muszę ją posadzić w moim nowym, większym ogródku ;) albo gdzieś niedaleko, grunt, żeby było ją czuć, bo jest dosłownie zabójcza!

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      nuxy
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 10 czerwca 2013 13:49
  • sobota, 08 czerwca 2013
    • Notka uzupełniająca

      A dzik! [jak to zasugerowała Sqiurk]

       

      Dłuugo mnie nie było. Zapiernicz miałam dość intensywny. Jednak już szef wrócił, dwie realizacje zrealizowane i mam już w miarę święty spokój [nie licząc reklamacji we wtorek]. W tak zwanym międzyczasie zdarzyło się co następuje:

       

      Wybraliśmy się całą ekipą na wycieczkę rowerową w zeszły weekend. Pięknie było, pojechaliśmy sobie w okolice Doliny Raduni 

      Znaleźliśmy tłuściuchną [pewnie ciężarną] dziewuszkę po autotomii [odpadnięciu ogonka- prosz nie łapać jaszczurków za ogonki!]

      I ważkę która chyba miała jakiś wypadek komunikacyjny, ale trzymała się dzielnie [tak, GRYZIE mnie]

      Mijaliśmy piękne pola rzepaku [chyba]

      A wracając wąwozem przez Otomin..

      Młody przyuważył leżącego na poboczu drogi pisklaka.

      Ponieważ zostawiony na miejscu smarkacz i tak nie miałby szans przeżyć, zdecydowaliśmy że weźmiemy go do domu i spróbujemy odratować.. Przez dwa dni funkcjonował, podnosił głowę i rozwierał dzioba, przez panią z azylu został zidentyfikowany jako zięba. Karmiliśmy go dzielnie larwami, przecierem i gotowanym jajem, poiliśmy z pipety i zbieraliśmy kleksy, ale niestety- później maluch odmówił jedzenia i zmarł :( 

       

      Na otarcie łez powiem Wam, że mój warzywnik rośnie jak szalony

      I że to już niedługo! :)

      tylko pamiętajmy!

      :)

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      nuxy
      Czas publikacji:
      sobota, 08 czerwca 2013 19:43

Wyszukiwarka

Tagi

Kanał informacyjny

Opcje Bloxa