Wpisy

  • poniedziałek, 27 maja 2013
    • świstunka leśna i cierniówka.

      tak sądzę. to są te ptaszki co to w notce poniżej nie wiedziałam. ale już chyba wiem. no :)

       

      Wspominałam już że szef wyjechał? Chyba tak. To nie będę o tym więcej pisać bo nic się nie zmieniło, dalej go nie ma.

       

      Pogoda też bez zmian, zimno. Chociaż dzisiaj przynajmniej jakieś fragmenty słoneczka wystają tu i ówdzie. Idzie ku lepszemu! A wczoraj wieczorem odbyliśmy z mężem Bieg. A w sumie to Trucht. Objedzeni jak sołtysy zalegaliśmy na kanapie [wcześniej zorganizowaliśmy Dzień Matki dla Matek, połączony z grillowaniem, dodatkowo upiekłam brałni i tartaletki, co za durna nazwa :P]

      i ja chciałam iść na spacer [gryzło mnie to brałni w sumienie], a mąż rzucił opcję z truchtem. No to potruchtaliśmy :) [Po drodze widzieliśmy zająca który odganiał srokę od jego prywatnej kałuży, bo napić się chciała, bezczelna] Przetruchtaliśmy ze 2 km, jak na pierwszy raz to super, szacun i respekt. 

       

      Wyglądało to mniej więcej tak:

      Tylko uszy nam mniej kłapciały, bo mamy mniejsze, wiadomo.

       

      Chciałam też pochwalić się miejscową fauną, bo jakiś czas temu napisałam że widziałam kukułkę i byłam w szoku, ponieważ to był mój debiut w zakresie oglądania kukułek. Państwo kukułkowie, czyli kukułka i kukułek, mieszkają w naszej okolicy od jakiegoś czasu, śmigają sobie, kukają i wydają jeszcze jakiś taki egzotyczny dźwięk. Ciekawe komu podrzucą jajo! :D Ciężko im cyknąć fotę bo są płochliwe, chociaż widać je z daleka [duże ptaszyska]. Niemniej jednak, oto mam! Lejdis end żentelmen, prezenting ju: kukawka.

      Proszę zwrócić uwagę na to, że w kukawce charakterystyczne jest to, że więcej jej z tyłu niż z przodu. To wydało mi się najdziwniejsze kiedy zobaczyłam ją po raz pierwszy. I śmiesznie siedzi :)

       

      Jabłonki nam kwitną pięknie, a czy pisałam o tym że odkryliśmy kilka dzikich czereśni? Nie mogę się doczekać owoców :D

      Przedstawię jeszcze dwufunkcyjnego żuczka, który się błyszczy i człapie. Schował się w szczawiu i bo ja wiem, chyba chciał żebym go zjadła, ale ja się nie dam!

       

      I muszę też niestety się smuteczkiem podzielić, bo moja śliczna puszysta kochana samiczka Avi versicolor zmarła :( bardzo mi źle z tego powodu, zwłaszcza że zostawiła po sobie kokon.. Zabrałam go jej w zeszłym tygodniu bo coś niebardzo się nim opiekowała, ale nie wiedziałam że aż tak z nią słabo.. Szkoda że Avi tak krótko żyją, dwa kokony też ją pewnie zmęczyły, moja śliczna :( proszę mnie pocieszyć. Ciekawe czy z koko coś wyjdzie....chociaż szczerze mówiąc nie liczyłabym na to. Ech. 

       

      Na szczęście geczuki nie próżnują, znalazłam kolejnego nowoklutka w sobotę wycierając kurze na półce. 

      Ponieważ palce są różne [kwadratowe i podłużne], proszę wyjąć z portfelika 1gr i zwizualizować sobie gabaryt tego zwierząteczka:

      Jest ono mocno NIEWIELKIE. Już mamy takie cztery niuńki które będą szukać domu jak tylko trochę podrosną. Jeszcze zoom..

      I można wracać do pracy :)

       

      PS. A nie! jeszcze falafelki :D

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (6) Pokaż komentarze do wpisu „świstunka leśna i cierniówka.”
      Tagi:
      Autor(ka):
      nuxy
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 27 maja 2013 12:18
  • czwartek, 23 maja 2013
    • KTO narzekał na upały??

      no kto, KTO?! Ty? Wy? Oni? Ja na pewno nie! To teraz mamy... wieje jak na dworcu w kieleckim. myślałam że mnie dziś zdmuchnie z roweru, znowu musiałam założyć opaskę na uszy i na pewno dostanę reumatyzmu w kolanach. Dla bezpieczeństwa wracając do domu wytarzam się w pokrzywach :)

       

      Wczoraj ojciec dyrektor wziął i wybył. Odleciał do Szwecji na 2 tygodnie, i nie ma z nim kontaktu. ZERO, NIC, NUL, JAJO. Także siedzę w pracy z roztrzęsioną Alutką i opanowujemy wygrany przetarg [montaż w przyszłym tygodniu], zamówienie dla dwóch klientów, reklamację od trzeciego, ofertę dla szpitala i hotelu, i całą górę innych atrakcji. A chciałam jeszcze kupić w Ikei suszarkę do sałaty.. Przydałaby mi się, bo wczoraj byłam na rynku i kupiłam piękne pęczysko szpinaku :) i trzy wspaniałe pomidory wielkości małych dyni. [dyń?] 

       

      Zdecydowałam trochę zbastować z ćwiczeniami, bo miałam tyle zajęć i obowiązków że nie wyrabiałam, i nie miałam czasu dla Tomiego. Właściwie to on mnie trochę kopnął w tyłek żebym się ogarnęła. Więc wczoraj zrobiłam sobie kolejnego Maxa z Insanity po 7dniowej przerwie [w trakcie której zrobiłam tylko 1 zwowa i jeździłam na rowerze] i nie dostałam wylewu- szacun dla mnie. W ogóle od początku tygodnia codziennie jemy z Tomim wegetariańskie obiady :) a nawet dwa wegańskie. W poniedziałek zrobiłam bur-bur, czyli buraczane burgery z puszka.pl , we wtorek fala-felki też z puszka.pl, a wczoraj "banicę" czyli szpinak z bajerami i fetą [nie wegan] zapiekany w cieście francuskim. Co prawda nagle okazało się że nie ma majonezu do sosu czosnkowego, więc próbowałam ratować się fasolonezem, niestety- Tomasz się nie dał przekonać :( następnym razem zrobię sos czosnkowy z makaronu, który już raz robiłam i był petarda- a więc wypróbowany. Dzisiaj chyba pulpeciki z kaszy jaglanej, ale jeszcze to dopracuję.

       

      A teraz zasypię was zdjęciami które zrobiłam kiedyśtam, ale nie miałam czasu ich ogarnąć- niestety jak zwykle większość jest tak do bani że szkoda gadać, pomimo pożyczonego od sąsiada teleobiektywu. Chciałam sobie kupić jakiś lepszy aparat, ale niestety- każda premia rozpływa się nie wiadomo gdzie [a to dentysta, prezent dla mamy, szastanie forsą w biedronce, niedopłata za h2o itp..] i na razie się nie zanosi, zwłaszcza że  Tomaszowi się marzy wycieczka na Kanary [mi też, nie ukrywam, ale fajnie jakby była za darmo, no 500pln mogę dać ;)] i trzeba ciułać dukaty. Jesó, co za dygresja. Zdjęcia oto są:

      Na początku myślałam że to pliszka żółta, ale jednak nie, i teraz nie wiem. Sprawiłam sobie kieszonkowy atlas ptaków, więc jak wrócę do domu to sprawdzę, ale sugestie mile widziane :)

       

       

       

      Zagadka: po co hiphopowcy chodzą do lasu?

      poziomki :D teraz już są zakwitnięte i pięknie wyglądają, ale nie mogę się doczekać owocków ^^

      I na koniec żuczek z trąbą, którego Tomasz przyniósł mi z ogrodu. zjadłam go ze smakiem.

       

       

      oczywiście żartuję, wyleciał za okno ;)

      Chciałam jeszcze tylko napomknąć, że na jednym z ostatnich obchodów po dzielni namierzyliśmy kilka drzew czereśniowych, już przekwitniętych, dosłownie za płotem :) jabłonki pięknie kwitną, poziomek jak już wspominałam wszędzie pełno, tak samo maliny, głóg i agrest. Ale będzie jedzonko :D

       

      Na koniec jeszcze nutka dla was, mam nadzieję że przypadnie do gustu podobnie jak mi :)

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (4) Pokaż komentarze do wpisu „KTO narzekał na upały??”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      nuxy
      Czas publikacji:
      czwartek, 23 maja 2013 12:03
  • poniedziałek, 20 maja 2013
    • CHWD...L!

      czyli Chowaj Wszystko Do Lodówki, oczywiście. Cieplutko jest aż skwierczy! Miło :) Znowu się strzaskałam, Tomasz też- on w ogóle jest podatny, trzy dni słoneczne a on już do następnego marca będzie miał nienaganną opaleniznę, bezczelny.

       

      Jeśli chodzi o tą lodówkę, to naprawdę polecam- mi na przykład skisła zupa soczewicowa. Ugotowałam sobie ją, pach pach, niech się przegryzie. Następnego dnia jakoś nie miałam czasu zjeść, a kiedy dwa dni później skosztowałam.. taka lekko gazowana mi się wydała. Niestety, zupa zamieniła się w wino, call me Jesus. Oprócz tego banan mi sczerniał, pomidory się pomarszczyły a awokado które dwa dni temu mogło służyć za pocisk w ulicznych zamieszkach znienacka przybrało półpłynną postać. I chleb mi spleśniał, więc na śniadanie zjadłam pół zdechłego awokado [bo drugie pół się upłynniło] i czarnego banana. Tomasz wyraził zainteresowanie wege obiadkiem dziś, także muszę się spiąć i coś ładnego zrobić :) A wgl! to polecam pesto które jest teraz w Biedro, zielone z soczewicą mogłabym szamać bez końca mhm! I tylko 5pln :) nie, nie mam od tego tantiemów.

       

      pozdrowienia od jęzora

      I glutów z jeziora

      I na koniec ZAJĄC :) [tak, fotograf był w klatce]

      Nic nie mówiąc.

      Uciekając.

      To ja też czmycham, chyba zaraz będzie lało. Rower wodny :)

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (4) Pokaż komentarze do wpisu „CHWD...L!”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      nuxy
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 20 maja 2013 16:11
  • poniedziałek, 13 maja 2013
    • To the rescue!

      Pogoda może nie powala na kolana miłośników smażenia się skwiercząc i klimatyzacji, ale na rower i spacery jest w sam raz! W sobotę po śniadaniu [moje- owsianka, chłopaków- ogórkowa, bo okazało się że nie ma chleba i jajek, a oni niezbyt elastyczni spożywczo są :)] wybraliśmy się na spacer z psiną. Niedaleko jednego z okalających nasze osiedle pól jest schowany w wierzbach i brzozach stawek, zarośnięty suszem roślinnym do granic możliwości. Tam właśnie się skierowaliśmy. Już przy wcześniejszych spacerach w tą miejscówkę odkryliśmy trzy dziury, które ktoś wywiercił w ziemi- na oko tak z 40cm średnicy, głębokość 2m i więcej [mierzyliśmy trzcinką :)]. Nie wiem kto to wywiercił i w jakim celu, czy sprawdzali glebę czy coś, ale jedno można powiedzieć z pewnością- trzeba być kretynem po całości żeby zostawić takie doły niezabezpieczone!

      tu jeden z mniejszych. nie widać tego na zdjęciu, ale dołek jest konkret, i po ciemku można by spokojnie nogi połamać.

      Jak widać, w dziurach zebrała się woda, a w najgłębszej z nich kłębiło się od braci mniejszych, którzy nieopatrznie wpadli jak przysłowiowe śliwki w przysłowiowy kompot, i nie mieli opcji żeby się wygramolić! Ponieważ naoglądałam się RSPCA i tym podobnych na Animal Planet, natentychmiast zaopatrzyłam w liściastą gałąź [sorry, drzewko], cupnęłam przy dołku i rozpoczęłam akcję ratunkową. Po jakimś czasie Tomasz skoczył do domu po szpadel, i wspólnymi siłami wydłubaliśmy z dołka circa 10 zamulonych i napuchniętych ropuch, 30 skocznych i uciekalskich żab i jedną bardzo zagubioną i oszołomioną traszkę, po czym zakopaliśmy dół. Teraz tylko czekamy na medal, honorowe obywatelstwo i talon na balon :)

      jedna ze szczęśliwie uratowanych- maciupcia pomarańczowa ropuchna.

      Korzystając z naszej nieuwagi Lola zażyła orzeźwiającej kąpieli w błotnym bagienku, więc po powrocie do domu zafundowaliśmy jej prysznic z węża ogrodowego, a co! Obraziła się trochę, ale boczuś załatwił sprawę psisch dąsów.

      A w drodze powrotnej ze spacerku ogarnęłam poletko pokrzyw. Mam teraz zupę pokrzywową, sałatkę z pokrzyw i tak poparzone ręce że masakra :D i wiecie co? pokrzywy smaczne są! tylko trzeba pamiętać żeby je sparzyć wrzątkiem zanim się zje [tak, przekonałam się- poparzone podniebienie i dolna warga a'la Angelina Jolie]. Natomiast do sałatki nie ma nic lepszego niż nosate pomidory :)

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (3) Pokaż komentarze do wpisu „To the rescue!”
      Tagi:
      Autor(ka):
      nuxy
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 13 maja 2013 13:07
  • poniedziałek, 06 maja 2013
    • skwierczu skwiercz.

      tak mniej więcej spędziłam majówkę.

      leżąc plackiem w ogrodzie. Z tą różnicą, że pysk zamiast na kostce brukowej złożyłam na poduszeczce. Z książką w ręce [Miasteczko Salem by King] słuchałam pitolenia mniejszych i większych ptaszków, relaks pełną gębą. Z przerwami na grilla, pranie które schło zanim je dobrze powiesiłam, i wycieczki rowerowe. 

      a nie, przepraszam, zrobiłam tofu!

      tak, to wbrew pozorom jest tofu :) I jeszcze wykopałam coś na kształt małego warzywniaczka. Wspomógł mnie w tym młody, a później zamęczał mnie  opowieściami o swoich ulubionych grach komputerowych, ale co poradzić :) Po przekopaniu i przepieleniu mojego pola uprawnego oraz obsypaniu go ziemią uniwersalną z biedronki [coby nieco użyźnić piaskowo-glinowatą glebę] nie starczyło mi już siły na robienie pięknych grządek, i lekką ręką zaposiałam koperek, marchewkę, rzodkiewkę, paprykę i kalarepę. Szalenie jestem ciekawa czy coś z tego wyjdzie :) 

       

      PS. Czy można hodować w domu kompost? Kompostowniki w sklepach są strasznie wielkie, ale można po prostu zbierać do pudełka po lodach obierki, okrawki, skórki i resztki i tak je kisić? Serio, rozkminiam.

       

      strzaskałam się na mahoń! pieką mnie najbardziej nasady dłoni. Tzn to miejsce, gdzie dłoń łączy się z ręką, no, ta skóra na nadgarstku :) cholernie uciążliwe. Ale luzik, za parę dni zrzucę wylinkę i znowu będę blada..

       

      W kwestii treningów, to jestem zadowolona z efektów po pierwszym miesiącu insanity. Co prawda mąż nic nie zauważył [a nie, zauważył że PIES SCHUDŁ. PIES!] ale ja to widzę, i mam nadzieję że to nie autosugestia ;) Teraz mam recovery week. Przytaszczyłam z piwni wentylator, bo w ciepłotę się kiepsko ćwiczy. Tomasz używał go na budowie do suszenia cekolu czy innej tego typu substancji, więc piękne chromowane urządzenie całe było pokryte pyłem, brudem i malarią. Wstawiłam go do wanny, odpaliłam prysznic i zaczęłam spłukiwać. I naszła mnie myśl, że chyba nie powinno się tak robić z wentylatorem, który bądź co bądź jest na prąd, i ma funkcje typu wiosenny zefir czy nocny podmuch, trzy stopie prędkości i PILOTA. Ale spoko, wystawiłam go do ogrodu i natychmiast wysechł. I działa :) to kolejna po karcie pamięci do aparatu rzecz którą poddałam nieprzemyślanemu praniu i się nie popsuła. Da się.

       

      A teraz wracam do pracy, ech, szara rzeczywistość. Na szczęście pogoda jest elegancka, więc powrót rowerem to będzie sama radocha! A rano widziałam dwa zające co to udawały że ich nie ma, niech tylko to coś sobie pójdzie. 

       

      PS. mąż przysłał esemesika. "znalazłem w lodówce jakąś karkówkę, już wiem co na obiad". jakby coś to została jeszcze paczka kiełbasy, obawiam się że Tomasz będzie mieć dość grilla po dzisiejszym, więc oddam w dobre ręce, kto chce?

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (4) Pokaż komentarze do wpisu „skwierczu skwiercz.”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      nuxy
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 06 maja 2013 15:30
  • czwartek, 02 maja 2013
    • przegląd tygodnia

      badumtss! Co tam u was słychać w tych pięknych dniach? [chociaż dzisiejszy jest trochę mniej piękny, bo słonka nie ma, ale wczoraj sobie skorzystałam z jego dobrodziejstwa także dziś wybaczę. pobawię się nowym robotem kuchennym :D] Oczekuję właśnie na męża który niefartownie jest w pracy, albowiem mu się jeden pracownik bezczelnie posypał. Jak mąż przyjedzie to ciśniemy do mojej mamy, pomóc jej zwinąć jej nieudany niestety interes [studio mebli kuchennych- ktoś potrzebuje zlew? wyprzedaż ekspozycji ;)]

       

      Wczoraj zaliczyliśmy obowiązkowego grilla [czeka nas jeszcze kilka- tak myślę, bo lodówka nie domyka się od tych wszystkich boczków, kiełbas i karkówek], ja zjadłam pieczary i cukinię i było smacznie :) muszę ogarnąć jakieś ciekawe przepisy na wege żarełko, bo kotlety sojowe z grilla to chyba nie to. A wieczorem ekipa podzieliła się na dwa obozy- męski grillował i poił się piwem u nas, a żeński ukulturalniał się u sąsiadki Marty. Obejrzałyśmy "Sekretne życie pszczół" i "piknik pod wiszącą skałą"- czytałam tą drugą książkę. Film nr 1 bardziej mi się podobał, 2 był przekombinowany, nierealny i w ogóle.. ale nie chciałam się wychylać, bo dziewczyny tak się zachwycały, że tylko wyszłabym na prostaka i nie miałabym od kogo cukier pożyczać ;)

       

      Dziś rano wzięłam kundla na spacer, robić zdjęcia ptaszynom. Ciężko było, bo drzewa już puszczają liście i trudno wypatrzeć takie zupełnie malutkie ćwirki w gałęziach. Poza tym Lola znalazła zmarłego krecika i podjęła złą decyzję.. Spacer trzeba było zakończyć w trybie ekspres i wrzucić psisko do pralki. Strasznie była nieszczęśliwa, ale niestety, life is brutal, mogła przewidzieć konsekwencje swojego nieodpowiedzialnego zachowania. 

       

      Odkryłam że spirulina całkiem ładnie wchodzi w koktajlach, chociaż nadaje im tak zielony kolor że ja pierdzielę :)

      Iiii będę ciocią! Mam nadzieję przynajmniej... Bo versi się skokoniła :D proszę trzymać kciuki do odwołania! 

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „przegląd tygodnia”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      nuxy
      Czas publikacji:
      czwartek, 02 maja 2013 13:07

Wyszukiwarka

Tagi

Kanał informacyjny

Opcje Bloxa