Wpisy

  • czwartek, 25 kwietnia 2013
    • ptaszkowatość! :)

      wczoraj... niee, przedwczoraj. po powrocie z tyrki wzięłam psa na sznurek, aparat i lornetkę do torby, i poszłyśmy na pobliskie pole, bo coś czułam że może będą żurki :) [w sensie żurawie] moje przeczucie zrobiło mnie w jajo, bo żurków nie było, za to był mega wiatr że głowę urywał, ale na polu wypatrzyłam takie cuda, że godzinę tam spędziłam.. [pies, chcąc nie chcąc, też]. Pozwolę sobie zaprezentować skromną fotorelację z tegoż spacerku.

       

      Pierwsze co zwróciło moją uwagę, to ptak o charakterystycznych skrzydełkach

      który w powietrzu fikał takie cuda że chwilami obawiałam się że ma jakiś atak, do tego darł dzioba jak głupi :P

      aż na polu wypatrzyłam niewiastę, i wszystko stało się jasne.

      to pan czajnik popisuje się przed panią czajką! :) śliczne ptaki. nie pamiętam żebym kiedykolwiek wcześniej je widziała! dzisiaj też słyszałam krzyki samca, pewnie ciągle świruje te swoje akrobacje.. samiczka jest twarda ;)

      a tu psuja, płoszycielka modeli!

      [ładnie pogoniłam ptaszka? teraz możesz robić zdjęcia błota i dać mi kiełbasę w nagrodę :D]

      przypatrzywszy się... widzisz sieweczkę rzeczną? :)

      i pliszunię?

      na chwilę się zrobił spokój, kiedy w powietrzu pojawiła się sylwetka z dziobem, któremu się nie fika..

      [nie wiem co to :(]

      a później znowu zrobił się hałas! postawiłam sobie za punkt honoru namierzenie malutkich ćwierkaczy które pięknie pitolą, ale nie dają się podejść. Ganiałam je i ganiałam, aż się udało! Stawiam na pokląskwy :)

      mam tylko jedno w miarę normalne zdjęcie, bo..

      frrr...

      A tymczasem, nad brzegiem rzeczki, tłukły się dwie sieweczki [a trzecia patrzała. i tak naprawdę to nie rzeczka, tylko turbokałuża :)]

      jak nie wiadomo o co chodzi, to... wiadomo o co chodzi.

      świntuchy jedne.

      na koniec jeszcze przyleciała piękność.. czy piękność mnie słyszy?

      a, tu jest lala :) [a może to samiec? nie wiem.. ale kamuflaż w sam raz na pole!]

      po drodze do domu pooglądałam sobie jeszcze mr. Kopciuszka, który trzymał się na dystans

      i pompony wśród pomponów skubiące pompony :)

      cuda, cuda!

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      nuxy
      Czas publikacji:
      czwartek, 25 kwietnia 2013 14:49
  • poniedziałek, 22 kwietnia 2013
    • fajniedziałek :)

      dzień dobry!

       

      wcale nie będę zrzędzić że znowu poniedziałek i do roboty narodzie.

       

      Miałam napisać jaki to radośnik był super, ale najpierw czuję się w obowiązku donieść, że właśnie uniknęłam śmierci z rąk [?] zielonego glona. Dosłownie kwadrans temu. Zamach, ani chybi! Do rzeczy.. Zamówiłam sobie przez alledrogo spirulinę. Czytałam w sieci o jej wspaniałych że oh ah właściwościach, że białko, żelazo i b12, i postanowiłam przetestować. Porównałam ceny z różnych ofert, gramaturę i dawkowanie, i wyszło mi że najbardziej się opłaca kupić taką w paproszku. Tak też uczyniłam, jako że oszczędnym orzechem jestem i zbieram pieniążek na elektryczną siekaczkę do warzyw. Dziś przyszła paczunia. Na opakowaniu stoi napisane: 1 łyżeczkę przed lub w trakcie posiłku. Myślę sobie: pfeh, pikuś. Otworzyłam puszkę i oczom mym ukazał się zielony miał miałki jak ... jak ... nigdy nie widziałam nic TAK miałkiego. Nabrałam sobie łyżeczkę i wsadziłam do dzioba. I stał się cud. Miał zamienił się w superklej! Tak mi skleił paszczę że nic nie mogłam zrobić. Stałam i stałam, ale ponieważ sprawa sama się nie chciała rozwiązać, zdecydowałam się sięgnąć po pomoc w formie szklanki H2O. No i niestety nadeszła ta chwila kiedy to musiałam wziąć oddech.. A ponieważ usta miałam pełne miałkiego miału i klejącego kleju, miałki miał lekką chmurką przetransportował się do moich płuc wywołując wiadomy efekt. Kaszląc i plując do zlewu zielonym glutem myślałam że umrę, a w dodatku poczułam intrygujący smak tego cuda- smak rybiej karmy, mhm. Udało mi się pozbyć paskudztwa z otworu gębowego, poza tym mogłam pochwalić się intensywnie zielonym uzębieniem. Bez kitu, chwile grozy w firmowej kuchni. Dobrze że akurat nikt nie wszedł. 

       

      W internecie piszą żeby spirulinę dodawać np. do koktajli. Dobry pomysł.. Ja podjęłam drugą próbę i zmieszałam pół łyżeczki z makaronem. Gładko weszło, chociaż makaron przybrał zgadnijcie-jaki kolor i lekki aromat działu akwarystycznego w sklepie zoologicznym.

       

      Niech moja historia będzie wam przestrogą- nie jedzcie sproszkowanej spiruliny łyżeczką. TO NIE NUTELLA. Na dowód załączam zdjęcie miseczki po opędzlowaniu makaronu, i zdjęcie kanapeczki- nie, nie mam spleśniałego chleba.

      Wracając do radośnika [który był piękny!]. Był piękny. Słoneczko tak grzało, że wszystko co się dało robiłam na dworzu. Chleb mieszałam na dworzu. I pranie wieszałam, ale to wiadomo [muszę kupić klamerki]. Porządkowałam przepisy. Na bank strzaskałam się na mahoń, tylko jeszcze nie widać. I jestem zadowolona bo udało mi się zrobić sporo z rzeczy które sobie zaplanowałam [zawsze mam zaplanowane things to do na radośnik]. Zrobiłam prania i uporządkowałam garderobę, ogarnęłam trochę przepisów, upiekłam chlebek właśnie- wyszedł mi zakalec ale to nic, pierwszy raz piekłam chleb z kaszą gryczaną :) ćwiczyłam i zrobiłam sobie małe spa. W sobotę byliśmy u sąsiadki na urodzinach- nie bardzo wiedziałam co jej sprezentować, znamy się od niedawna- zrobiłam kuleczki tiramisu

        

      i kokosanki! które uwielbiam absolutnie i są wypasione i tyle.

      impreza była bardzo sympatyczna, chociaż wyszliśmy dość szybko- Tomasz się nieco zagalopował i jeszcze trochę i musiałabym go holować ;) W sobotę i niedzielę chłopaki zrobili sobie grilla, a w nd przyjechały meble do ogrodu! teraz można się relaksować profesjonalnie, a nie na jakimśtam krześle i przy papierowym stoliku z ikei :P

      super jest :)

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „fajniedziałek :)”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      nuxy
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 22 kwietnia 2013 14:24
  • piątek, 19 kwietnia 2013
    • watch your step! + rozkmina.

      żaby i ropuszki nie marnują czasu, hibernowały tak długo że jeszcze z lekka nieprzytomne i zamulone biorą się do roboty :) zdjęcie z weekendu. Jadąc rowerem muszę slalomem omijać takie oto ampleksusy.

      Byliśmy wczoraj z Tomaszem i ekipą jego ziomów motocyklistów i ich żon motocyklistek :) w kinie, na filmach o wyścigu TT na wyspie Man i o MotoGP. Pierwszy film był super- zwłaszcza, że w 3D- świetnie zrobiony, prawie jak fabularny, wciągający i ciekawy. Drugi- moim skromnym zdaniem- nudny, zdjęcia mega słabej jakości, przysypiałam. Siedzieliśmy do końca bo byłam ciekawa kto ostatecznie wygra :) Ale.. w filmach było też sporo scen wypadków. Ja osobiście nie lubię oglądać takich rzeczy; jestem empatyczna i strasznie się martwię kiedy widzę kolesia fikołkującego w powietrzu jak szmaciana lalka i finiszującego na murze czy innym krawężniku. Martwię się co się tej osobie stało, co na to rodzina itp. Wiem, że niektórym to sprawia radochę, oglądają sobie wypadki na tubie, są nawet takie programy na tvn turbo. Dla mnie to jest chore, zamykam oczy i się odcinam. A teraz mi Tomek napisał smsa o tym, że w Lidlu były kręciołki, że kupił mi cukinię i że jak w radośnik będzie ładna pogoda to grillujemy. A między tymi zdaniami sprytnie umieścił zapytanie, czy może kupić moto..

       

      Jak go poznałam to jeździł na jakimś motocyklu, nie pamiętam jakim- później kupił ścigacza, jeździłam razem z nim, ale stwierdziłam że nasze drogi to jest masakra, kierowcy to jeszcze większa masakra, i zrezygnowałam. On też, kiedy pochowaliśmy kilku znajomych. Na forum motocyklowym, gdzie Tomi jest zarejestrowany, co jakiś czas pojawiają się nowe tematy ze świeczkami w tytule. Tomek przesiadł się na błotniaka i jestem spokojniejsza, nawet mimo tego że dwa lata temu połamał sobie rękę i ciągle ma w środku śruby. Tam nie rozwija się takich prędkości, nie ma innych użytkowników, prawdopodobieństwo groźnego wypadku jest mniejsze. A na ulicy? Błagam. Nawet jak nie jeździsz jak popapraniec [co jest kluczowym argumentem: przecież ja jeżdżę spokojnie], jesteś zależny od przysypiającego kierowcy tira, dziadka w kapeluszu wyjeżdżającego z podporządkowanej, cwaniaka który chce ci utrzeć nosa, czy głupiej plamy oleju z jakiegoś starego rzęcha albo dziury, które u nas pojawiają się zupełnie znienacka. I naprawdę nie trzeba nie wiadomo jak zaiwaniać- w starciu z samochodem jesteś na przegranej pozycji. Dlatego martwię się cholernie że coś mogłoby mu się stać, ale z drugiej strony nie chcę być zrzędzącą żoną która go zamyka w domu.. On chce kupić turystyka. Powiedziałam, że pogadamy w domu. Zobaczymy co z tego wyjdzie.. Bo nie ukrywam, że mam dylemat. 

       

      Iii w ogóle to chciałabym mieć ładny szablon :) ale nie wiem jak go się robi :(

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      nuxy
      Czas publikacji:
      piątek, 19 kwietnia 2013 13:05
  • czwartek, 18 kwietnia 2013
    • karrot komando!

      ..czyli co by tu opędzlować :)

       

      moim kolejnym nr 1 są kotlety z marchewy- bo są bardzo szybkie i proste, rozwalają się tylko troszkę i są TAAAKIEEE DOOOBREEE...

       

      Dla jednego średnio głodnego orzecha styknie jedna duża marchewa albo dwie mniejsze marchewki, łyżka posiekanej pietruchy, łyżka z górką mąki [najlepiej razowej, ofc], łyżka bułki tartej [albo buła+otręby], łyżka pestek słonecznika [u mnie +dyńka :)]. A, i ząbek czosnku. Utrzeć, pomieszać, smażyć na olejku, zajadać się niczym przysłowiowy sołtys w dożynki i chwalić warzywa korzeniowe!

      wczoraj pocisnęłam plyometric cardio circuit. bez kitu widzę progress! to znaczy coraz rzadziej padam twarzą na panele. jestę kozakię :) a dziś wolne. To dobrze, moje kopytka mówią że wolne jest fajne, trochę im ostatnio daję w kość pedałowaniem do pracy i z powrotem. Boo stopniał śnieg na moim tajnym skrócie, i teraz jeżdżę przez hałdy błota, ale jakie to przyjemne! Hałdy są na jakimś polu. A na polu są sarenki, świergotki, żurawie, kuropatwy.. no wszystko! taka droga do pracy to sama radość, nawet jak trzeba brnąć przez bagno :) Każą razą, dziś idziemy z Tomkiem i parą znajomych do kina na filmy o tematyce motocyklowej. 3d. będzie szał. 

       

      W ogóle, to są 24 stopnie aktualnie.... :o

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „karrot komando!”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      nuxy
      Czas publikacji:
      czwartek, 18 kwietnia 2013 15:15
  • środa, 17 kwietnia 2013
    • kto spożywa fasolę ten jest tak fajny że...ach! :D

      Fasol jest spoks!

      Przekonałam się o tym w pracy, gdzie przyniosłam ze sobą pudełko uprzednio namoczonej i ugotowanej czerwonej fasolantes. Zblendowałam ją z dodatkiem jaja i paproszków typu pietruszka, kumin, sól i pieprz, zagęściłam jakąśtam mąką i przy pomocy patelni wykreowałam burgery:

      są piękne, jak to zazwyczaj burgery ;) ale były pyyyyszneee! Tylko trochę suche, ale pomidorek w formie pomidorka i keczupu wraz z sosem sojowym załatwiły sprawę. polecam fasolę!

       

      Siedzę w tyrce, a obok kompa stoi pudełeczko po surówce z biedronki. W pudełeczku hasają dwa geki i czekają na kuriera który zabierze je do Wawy, do ich nowej pańci :) u nas w domu każdy ma swojego bzika. Poniżej bzik męża.

      Wczoraj po pracy wybraliśmy się z powyższym na spacer [na nogach].. super było, nawet mimo tego że już nie tak ciepło, i żurawi nie widziałam :( położyliśmy się na polu i słuchaliśmy świergotu jakichś szalenie świergoczących świergotków.. i szumu obwodnicy ;) już jest fajnie, a będzie jeszcze lepiej!

       

      Bo chyba nie wspomniałam, że żurawie do nas wróciły? Z ziomkiem, teraz są trzy :) chodzą po polu i wydają te swoje straszne dźwięki. I są naprawdę ogromne! Budzą respekt, żurawiowi nie podskoczysz :)

      Tu fotki zrobione przez Tomka. Jak on jest na spacerze to spotyka wszystko co fajne, a przede mną jakoś te zwierzaki się chowają.. Tomi sugeruje że może być to spowodowane moją oczobitną żarówiasto różową kurtką. O'rly?

      na mnie pacz, mała! mam takie fajne, zamszowe rogi! mechate niczym brzoskwinka! :D

       żurki

      ptaszydło. czy to ciągle myszołów?

      czyżby czyżyk? [raczej trznadel ;)]

      A tymczasem online. Pustułka? Baardzo powiększone zdjęcie, dlatego takie nieostre..

       Natomiast nasze kurki wyprowadziły się z ogródka. Pewnie potrzebują intymności, a nie jakichś pstrykających focie zza okna człowieków i piszczącego kundla. W zasadzie to dobrze, bo mieliśmy zamiar je pogonić- może to wyczuły. Kiedy roztopił się śnieg, na światło dzienne wyszła kupa..kup. No doprawdy, nie spodziewałam się że takie małe puszyste kurencje mają taki przerób.. :o także tego, tuje mamy nawiezione.

       

      Zrobiłam wczoraj drugi fit-test z insanity, czyli 2 tygodnie treningów za mną. Było lepiej niż za pierwszym razem, nie padałam na twarz, także jakiś tam progresik jest. Tylko muszę maty pilnować, bo wystarczy że pójdę się napić, a tu..

      zajęte.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (3) Pokaż komentarze do wpisu „kto spożywa fasolę ten jest tak fajny że...ach! :D”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      nuxy
      Czas publikacji:
      środa, 17 kwietnia 2013 12:08
  • sobota, 13 kwietnia 2013
  • piątek, 12 kwietnia 2013
    • przegląd menażerii

      managerii? :D

      enyłej. wczoraj pozazdrościłam Naczelnej Rebel od lajfstajluprzeciwsystemowi twórczości  kuchennej i umiejętnego wymiatania resztek, i po powrocie z tyrki sporządziłam sałatkę, na którą złożyły się: resztka lekko podwiędłego szpinaku, resztka mocno podwiędłych pieczarek po uprzednim usmażeniu, pół samotnej cukinii po uprzednim zjaraniu na patelni [spoko spoko, węgiel jest zdrowy :)], trochę papryki czerwonej [którą dopadłam wreszcie wczoraj w biedro- chyba 15pln za kilogram!! :o makabra. ale tak się za nią stęskniłam..], susz koperkowy wyskrobany z lodówki, oliwki zielone i pyhhhszhny sos balsamiczny który jakiś czas temu nabyłam w Lidlu drogą kupna. Wyszło bardzo wporzo, jestem zadowolona i zachęcona do działania. Na dzisiaj mam upieczone buraki które lekko nieprzytomna obierałam dziś około 6.30.

       

      Iii zgadnijcie kto zaliczył pierwszą w tym roku kąpiel w jeziorze? :D

      Biedna fruzia, myślała że skoro kasza na powierzchni wody utrzymuje ciężar państwa kaczków krzyżówków, którzy nota bene nie byli zainteresowani przyjaźnią z kundlem burym, to utrzyma i niemal 30kg Lolitkę. Niestety, psica wpadła z hukiem pod wodę, a kaczkowie odlecieli kpiąco pokwakując. Suka była bardzo zaskoczona, no bo jak to tak :)

       

      A teraz będzie zdjęciowo, bo przy okazji przeglądu braci mniejszych połączonego z karmieniem, sprzątaniem, kizianiem i ganianiem postanowiłam uwiecznić to i owo. zapraszam :)

      Rzabulinda, która wbrew wszystkiemu ciągle żyje i miewa się całkiem dobrze. Co prawda jej chelicery zmieniły kolor z różowego na zielony, ale to chyba się nie wiąże ze zmianą płci..

      Rudzielec, wredna małpa. nie mogę jej znaleźć nowego domu, więc chyba u nas zostanie

      z dupy strony :P

      i klusek który nie bardzo chce dorosnąć

      oraz kleszcz! mój prezencik, C. elegans, podejrzewam że samica bo ma całe 2cm DC. jeden z najmniejszych ptaszników na świecie :)

      dobra skryjówka, tu mnie nikt nie znajdzie, mhaha!

      i last but not least, kręgowce! małe strzępki, dwa z czterech. ciężko je ogarnąć, bo każdy pogina w inną stronę, a że są skoczne i samoprzylepne, i maciupkie, to.. nie można ich spuścić z oka!

      kropelki, slrp, slrp..

      geczukon i jego miszczoska mina. jeden z dwójki maluchów z własnych jajek ;) niewyseksowany classic.

      kochajcie zwierzątka! :)

      PS. futrzasta ciężarówka dalej jest ciężarna. Niedawno widziałam jak robiła obchód po swoim terra, normalnie szyby się trzęsły!

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „przegląd menażerii”
      Tagi:
      Autor(ka):
      nuxy
      Czas publikacji:
      piątek, 12 kwietnia 2013 11:38
  • czwartek, 11 kwietnia 2013
    • O padaniu.

      Siedzę sobie w tyrce i padam tak z lekka na twarz. Jakaś nieprzytomna jestem, mimo że spałam niby 7h [a mogłabym pewnie i z 10], rano machnęłam kawunię i teraz siorbam yerbę. Przed kawunią zjadłam placki z serka wiejskiego według przepisu skradzionego z jakiegoś blogaska [paczka serka wiejskiego zblendowana i wymieszana z jajem, łyżką otrębów i dwiema łyżkami mąki plus przyprawy, smażyć, et włala; rozwalają się ale są pyszka] i upiekłam wegańskie ciachachacha, bo mię wczoraj ojciec dyrektor o taką przysługę poprosił. Chodzi do swojej uduchowionej znajomej na refleksoterapię czy inne czary mary, i rozlicza się z nią w ciastkach właśnie. Szkoda że kredytu nie mogę w ciastkach spłacać :P

       

      Od wtorku cisnę codziennie rowerem do tyrki, jest super! Mąż zainstalował mi w pn nowy łańcuch, zębatki i przerzutki i teraz śmigam jak gazela

       

      Aaa i w pn byłam znów na zumbie. jest słabo, układy naszej prowadzącej panny są dość liche. zostały mi jeszcze 1 zajęcia z karnetu i na razie dam sobie spokój, bo muszę spłacić meble łazienne i nie mam czasu na pierdoły- chcę zrobić cały insanity. tak sobie. lubię ćwiczyć bo fajnie się po tym czuję, mam moc, jakbym nie ćwiczyła to mam wrażenie że zarosłabym mchem i pieczarką. 

       

      a jak skończę insanity i wróci mi ochota na gibanie biodrem [a ruszam się z gracją drewniaka] pójdę na zumbę do przychodni na Orunii gdzie chodziłam już kiedyś. Teraz co prawda jest inna prowadząca, ale stestuję. Na bank nie wrócę tam gdzie chodzę teraz.

       

      Wgl kupiłam w Biedro wspaniałą szatkownicę do warzyw żeby ułatwić sobie ogarnianie surówek, ale nie dość że jest do bani ponieważ nie trze tak elegancko, rozsiewa wiórki naokoło, jest źle skonstruowana [made in czajna] i w dodatku utarła mi palec. jestem niepocieszona i mam zamiar badziew oddać, a co , 30pln piechotą nie chodzi nie? :)

       

      Idę zjeść drugie śniadanko, a później wracam do ogarniania dwóch przetardżków na zmianę z czytaniem bloga tego oto http://lajfstajlprzeciwsystemowi.blogspot.com/ i jestem pełna podziwu dla Autorki za silną wolę, twórczość i kreatywność w kuchni, i zazdroszczę jej okrutnie i też tak chcę, będę nad tym pracować.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (3) Pokaż komentarze do wpisu „O padaniu.”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      nuxy
      Czas publikacji:
      czwartek, 11 kwietnia 2013 10:40
  • poniedziałek, 08 kwietnia 2013
    • patent na jajo.

      ja wiem, że już po świętach ogólnie uznanych za jajeczne, ale ładne jajo zawsze się przyda, można włożyć do miseczki i niech łapie kurz, albo powiesić przy oknie i niech łapie kurz ;)

       

      Jak uzyskać takie oto elegąskie jajo?

      należy zaopatrzyć się w następujące sprzęty: baloniki nadmuchane do wymarzonego rozmiaru, kawałki różnokolorowej muliny, krochmal [google: mąka ziemniaczana plus woda] oraz zabezpieczenie kanapy i okolic, gazeta czy inny szmateks.

      procedura jest następująca: taplamy kolorowy sznureczek w kisielu alias krochmalu, ściskamy go niczym patroszoną dżdżowniczkę aby pozbyć się nadmiaru glutka, i takim oto oblepiamy balonik, tworząc fantazyjne esy-floresy. Tak potraktowany baloniczek umieszczamy na grzejniku ku uciesze pobliskiego kundla, czy gdzieś tam indziej.

      kiedy sznureczki wyschną, przebijamy balonik. Achtung! Trzeba to zrobić delikatnie, w końcu to jajko :) polecam cieniusieńką igłę strzykawkową, bo kiedy beztrosko pyknęłam balonik końcówką noża, krucha konstrukcja krochmalonych niteczek poszła się chlastać. Chodzi o to, żeby powietrze wychodziło poowoooluutkuu. Następie usuwamy chirurgicznie gumowy flaczek, i tadą!

      cieszymy oczy naszą wspaniałą i jakże niepraktyczną kolekcją durnostoików :D

      PS. jaja nie są wodoodporne, kiedy wpadną do miski z psią wodą mogą się zdeczka odkształcić. Oczywiście polecam eksperymenty np. z lakierem w szpreju, a nuż się uda.

      miłego jajowania :)

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (3) Pokaż komentarze do wpisu „patent na jajo.”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      nuxy
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 08 kwietnia 2013 09:19
  • środa, 03 kwietnia 2013
    • przepis na pyszne pyszne :D

      prowadzę zdrowy tryb życia i staram się nie jeść syfu. ale nadchodzi taki dzień, kiedy siedzimy wraz z mężem wieczorem na kanapie, przed telepudłem, pijąc PYYYYYYYYY(...)YYSZNE piwko mężowej produkcji [dla mnie pszeniczniaczek

       [na szczęście mój mąż zazwyczaj chrupie czipsy cebulowo-cebulowe, których ja nie ścierpię, więc mu nie podjadam]

       W odpowiedzi na zapotrzebowanie, postanowiłam nakarmić mój mózg chrupkami które będą nie tylko chrupiące i pysznościowe, ale i zdrowe :]

      Tadą!

      Chrupasy

      zdjęcie jest fatalne, poza tym są na nim same resztki dnia następnego :) ale wierzcie mi, słowo orzecha- hrhr :D moje się kapkę zjarały [robiłam w piekarniku, soję miałam ugotowaną, bo mi została z pasztetu. Dodałam zieloną czubricę, wędzoną paprykę słodką i ostrą] ale smakowały tak jak te kuleczki które nie pykną kiedy robi się pop corn. Ja osobiście uwielbiam wyjadać te kuleczki, a pieczona soja ma taki plus, że nie ma tych łusek które się przyklejają do gardła. Minus jest taki, że trzeba przewidzieć wcześniej że będzie się miało ochotę na chrupki, bo trzeba toto 8h namaczać. Ale warto!

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „przepis na pyszne pyszne :D”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      nuxy
      Czas publikacji:
      środa, 03 kwietnia 2013 09:33

Wyszukiwarka

Tagi

Kanał informacyjny

Opcje Bloxa