Wpisy

  • sobota, 30 marca 2013
  • piątek, 29 marca 2013
    • dawno nie padał śnieg, nie?

      nie. padał całkiem niedawno. kiedy rano podniosłam roletę myślałam że zawyję z rozpaczy. rowerek musiał zostać w piwni, popędziłam do tyrki moim ferrari. bleh.

       

      Na domiar złego prognozy nie są zbyt optymistyczne..

       

      Na pocieszenie- zrobiłam sobie mleko sojowe. To znaczy napój sojowy. A właściwie to źle zrobiłam i nie wiem co mi wyszło..

       

      Bo według właściwego przepisu, namoczoną soję z wodą powinno się gotować, a mi się jakoś zapomniało.. Wśród moich stert przepisów znalazłam tylko przepis na mleko migdałowe [szklankę tychże zalać wodą a następnie zblendować z trzeba kolejnymi szklankami wody, a w zasadzie tylko z ich zawartością. wsio] i według tego zrobiłam sojowe. Wyszło spoko, taki napój fasolowy, ale do płatków i do naleśników pasuje:) natomiast z tych farfocli co mi zostały [fachowo: okara] zrobiłam hm.. takie coś:

      okarnicę :) jeżeli akurat wala Ci się po domu pudełko okary, polecam:

      wrzucasz na patelenkę posiekaną cebulę, smażysz

      i posiekaną paprykę, też smażysz

      flups! wrzucasz okarę

      smażysz :)

      przyprawiasz [u mnie: sól, pieprz, papryka ostra, oregano, curry]

      możesz zapodać jeszcze trochę pomidorka [może być z puchy]

      nucisz pod nosem: pam pa ram pam, szabadaba

      i masz obiada :D

      smakuje trochę jak qsqs. miam miam!

      PS. zaraz święta, a ja nie mam białych jajek! co teraz? wiem. obtoczę je w śniegu!

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „dawno nie padał śnieg, nie?”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      nuxy
      Czas publikacji:
      piątek, 29 marca 2013 15:25
  • wtorek, 26 marca 2013
  • poniedziałek, 25 marca 2013
    • brum brum!

      znowu poniedziałek, jak to wyszło? 

       

      I jak to wyszło, że znowu śnieg? :/

      tak, kurki weszły już na stałe do wyposażenia naszego ogródka. Zastanawiam się czy nie powinniśmy ich pogonić, ale liczę na to że nie złożą u nas jajek.. bo jednak my w ogródku byśmy chcieli pogrillować albo powiesić pranie od czasu do czasu ;] chyba że pogodzą się z obecnością człowieków [i Loli, która jak je widzi przez szybę piszczy i ewidentnie chce się przyjaźnić], to spoko luz. Bo kochamy nasze pierzaste kulki, ale bez przesady, ogródka na wyłączność nie dostaną.

       

      W sobotę zaserwowałam sobie pięęękne śniadanko. Teściowa pracuje w warzywniaku, więc zawsze możemy liczyć na towar spod lady ;) kiedyś dostałam zielonego kalafiora-fraktala, tym razem trafiły się, tadammm...

      ZMUTOWANE TRUSKAWKI Z HISZPANII!

      truskawka-ząb, hehe. Niepomna tego że smakują jak pyszna źródlana woda :D przyozdobiłam sobie nimi placek owsiany z twarożkiem i cynamonem.

      omnomnom, jak to mówi młodzież ;)

      Iiii byliśmy oczywiście na Night Of The Jumps! już na początku musieliśmy się wykłócać [mąż się wykłócał; on jest w tym lepszy, nie wtrącam się ;)], bo wzięliśmy ze sobą moją starutką lustrzankę i pożyczony obiektyw tele; na wejściu dowiedzieliśmy się od ochrony, że można wnieść tylko aparat do 8mpx. 8mpx!! przecież dzisiejsze telefony mają więcej!! szok i niedowierzanie. i kazali zostawić aparat w samochodzie.

      primo: zimno, aparat na mrozie nie byłby szczęśliwy

      secundo: kurde, aparat w samochodzie? nie kosztował bańki, ale mimo wszystko szkoda jakby ukradli.

      tertio: aparat można zostawić za ladą u pani hostessy, która za godzinę idzie do domu. nikt nie ponosi odpowiedzialności. kiss my ass.

      quatro: nie ma depozytu; zawsze był, ale tym razem ORGANIZATOR DAŁ D..stopy.

      W końcu, po wzywaniu przełożonych i przełożonych przełożonych, pani supervisor zgodziła się żebyśmy zostawili akumulatorki u ochroniarza, i mogliśmy wejść z kompaktem 14mpx przemyconym w torebce :) ale oczywiście dookoła nas multum ludzi miało dobre aparaty. nic to.

       

      Generalnie rzecz ujmując, super było. Kibice trochę słabi, siedzieli w fotelikach i oglądali pochrupując naczosy i popkorny i popijając je piwkiem, od czasu do czasu coś klasknęli. A kiedy impreza już się kończyła, ale jeszcze przez nagrodzeniem zwycięzców- ludzie zaczęli uciekać, pewnie przerażeni wizją wyjeżdżania z parkingu. Także chłopaki odbierali nagrody przy połowie publiczności, smutno.

       

      Co do chłopaków, dali czadu. Naprawdę, kiedy się to widzi na żywo co oni wyprawiają, to.. wydaje się takie łatwe! salto w powietrzu, z motocyklem? pfeh, bułka z masłem. po prostu niesamowite, nie do opisania! Czasami miałam stracha, kiedy tak lądowali w ostatniej chwili, bałam się że komuś się zaplączą ręce i nogi i motor i nie wyjdzie lądowanie.. na szczęście był tylko jeden zgrzyt, kiedy na sam koniec zawodnik z Hiszpanii za daleko się wybił i miał twarde lądowanie. Ale na szczęście nic poważnego mu się nie stało.

      Załączam parę zdjęć pykniętych wspomnianym wcześniej kompaktem- z 400 zdjęć może 10 wyszło ;) ale niełatwo ich uchwycić w locie kiedy tak fruną.. kurde, chciałabym tak umieć!

      enjoy :)

      no hands!

      skok przez płotek

      miniflip

       

      ziumm..

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      nuxy
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 25 marca 2013 16:08
  • piątek, 22 marca 2013
    • zrób sobie wiosnę :)

      trochę tu..

       

      i trochę tam..

       

      tylko szlumbergera myśli że to grudzień i kwitnie, gupi kwiatek :P

      [coś posiałam i nie bardzo pamiętam co, ale same jadalne rzeczy :)]

       

       

      PS. popsułam! i tylko szlu zostało linkiem do kliknięcia :D nie wiem jak to zrobiłam ale chyba muszę rozkminić głębiej tą kwestię.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (4) Pokaż komentarze do wpisu „zrób sobie wiosnę :)”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      nuxy
      Czas publikacji:
      piątek, 22 marca 2013 15:42
    • a tak dobrze mi szło!

      sukcesywnie co weekend porządkowałam swoje wydrukowane przepisy. Pomalutku, powolutku, przy okazji je przebierałam kiedy okazało się że np. mam 3 przepisy na krem cukiniowy, wszystkie mniej więcej takie same. I kurde! Wydrukowałam wczoraj kolejne 13 stron. Ech. Wszystko przez to, że zapisałam się do programu "zostań wege na 30 dni", który codziennie przysyła mi maila z przepisami. Przepisy pochodzą z blogów. A blogi, wiadomo... Błędne koło :] wymiękłam niestety.

       

      Przy okazji wczoraj zapragnęłam wypróbować sałatkę z soczewicy. Ugotowałam ją [soczewicę] wg przepisu z puszki [puszka.pl], po czym odechciało mi się postępować według przepisów i zrobiłam sałatkę "na winie"- co się nawinie, to do sałatki. nawinął się pomidor, ogórek, pietruszka i kaputka oliwy. i bardzo pyszne wyszło :] a, papryka jeszcze, czerwona, moja ulu. 

       

      Dzisiaj ogarnę marchewkę glazurowaną z imbirem ;]

       

      A jutro mój Tygrys zarządził że idziemy na zawody we fruwaniu na motocyklach. Nie byłam nigdy na takiej imprezie i strasznie ciekawa jestem :) biorę ofc aparat z pożyczonym od sąsiada obiektywem. Podzielę się relacją!

       

      PS. możemy od niedawna słuchać nadawanej w radiu przewspaniałej reklamy leku na hemoroidy, który pomaga w wypróżnianiu. Ponieważ komisja etyki reklamy nie ustosunkowała się do mojego zażalenia na reklamy liderinu, podejrzewam że tego typu reklamy w ich ocenie są całkiem wporzo. świat dąży do zagłady.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „a tak dobrze mi szło!”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      nuxy
      Czas publikacji:
      piątek, 22 marca 2013 09:56
  • czwartek, 21 marca 2013
    • jak zrobić miętowy kefir?

      1. zważywszy na to, że po pracy masz dentystę, wychodząc rano z domu bierzesz ze sobą płyn do płukania ust przelany w ilości odpowiedniej do malutkiej plastikowej buteleczki po napoju Tymbark Duo Fruo.

      2. następnego dnia zabierasz do pracy przelany do tej samej buteleczki kefir z biedronki.

      3. delektujesz się odświeżającym smakiem i pienistą konsystencją. 

       

      byłam wczoraj na urodzinach babci :] 75. Nieźle, babciu! jesteś twardziel. upiekłam w prezencie ciasto marchewkowe i przyozdobiłam je barwnikami spożywczymi- super są, złotówkę za porcję na allegro a taka radość! :)

      a później na zumbie, drugiej w tym tygodniu, bo moja prowadząca się pochorowała i było w poniedziałek zastępstwo. Dziewuszka która je prowadziła jest tak energetyczna i daje taki wycisk, że nie mogłam sobie odmówić powtórki! szkoda, że normalnie prowadzi zajęcia w Gdyni i Sopocie :( chyba poszukam innego kursu, bo ta moja prowadząca jest zamulona jak stuletni staw.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      nuxy
      Czas publikacji:
      czwartek, 21 marca 2013 09:22
  • wtorek, 19 marca 2013
    • na przekór

      zimie która po raz n+2 zrobiła coming back- w mojej małej hodowli glutów zaczęły przychodzić na świat nowe smarki :) nie mam na myśli sezonowych dolegliwości laryngologicznych, tylko takie oto strzępki:

      wczoraj rano je wyłapałam. Na zdjęciach nie widać jakie są mikre... a są naprawdę megamikre. Jeszcze nie jedzą, upaćkane przecierem owocowym tylko z oburzeniem wycierały noski :] rozkosz nad rozkosze! cziczki małe.

      I jest skutek mojego stręczycielstwa: ciężarówka!

      [nieporadne zdjęcie, bo zawstydzona kruszynka popędziła skitrać się do gniazdka. Nie wstydź się mała, nie jesteś gruba.. :D ]

      rozmnażamy się na potęgę!

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „na przekór”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      nuxy
      Czas publikacji:
      wtorek, 19 marca 2013 16:13
  • poniedziałek, 18 marca 2013
    • koniu nisko zwisa ogon, koń się trochę zna na życie...

      ...temu koniu wszyscy mogą cmoknąć przy kopycie.

      Polecam płytę pana Andrusa, do kupienia w Empiku w formie empeczy. Czadowa jest.

      Wiosna, moi mili! Radośnik był taki piękny że o ja pierniczę. Zrobiłam coś szalonego. Wywiesiłam pranie w ogródku. To znaczy wystawiłam tam suszarkę. [To nic, że musiałam przygnieść ją hantlami, bo wiatr przewracał. I to nic, że mąż po jakimś czasie je schował, bo zamarzło.] I posprzątałam mieszkanie, w tym na przykład uporządkowałam płyty CD, słoiki i szufladę ze sztućcami. Moja szuflada to marzenie, ma 90cm szerokości i wypełniają ją cuda takie jak zakręcona słomka do picia i kolorowe noże z biedronki. Pragnęłam jej mieszkając z rodzicami albo na wynajętym, i teraz mam, trzeba ją sprzątać :P Z tego miejsca jeszcze chciałabym polecić, jako w miarę świeża pani domu, szmateczki z mikrofibry. Kupiłam jedną w biedronce, i okazała się tak multifunkcjyjna że natychmiast kupiłam jeszcze z pięć [ale już w pepco]. Do tego jeszcze rękawicę z frędzlami i dwie miotełki, jedną małą a drugą długą i wyginalną. Cuda można z nimi wyrabiać, no cuda! Moim zdaniem absolutny niezbędnik.

      O koncercie miałam napisać :] bośmy byli w sobotę. Moja subiektywna opinia jest taka, że pomimo iż jestem w miarę świeżą panią domu, to jednak na takie koncerty jestem za stara.. mianowicie było zdecydowanie ZA GŁOŚNO. przyjechaliśmy do klubu około 20.30, poważna część współsłuchaczy była już mocno zawiana, ale nic to, może tak muszą. Do godziny 22.30 "słuchaliśmy" wspaniałego supportu który krzyczał piosenki z refrenem typu "tralalala jejeje" albo "mam syfiasty głos, nie umiem śpiewać". Fajnie, fajnie :) i staraliśmy się uniknąć stratowania przez pogujących balowiczów. Kwintesencją było dla mnie kiedy zobaczyłam kręcącego się w okolicy pancura [ale takiego fest pancura], wydziaranego od stóp do głów sensu stricto [w sensie że z dziarą pająka na głowie], odzianego w obowiązkowe przykrótkie i przyciasne dżinsy i kamizelkę dżinsową nabitą TAKĄ ILOŚCIĄ ĆWIEKÓW, że musiała ważyć ze 20kg. Dobry patent jak zanosi się na przebywanie w tłumie ludzi, taka kolczuga. Zgapione od jeża zapewne. I ów pancur wspomniany kręcił się niedaleko nas z kubkiem piwa w dłoni, szukając dobrego miejsca żeby zobaczyć scenę, kiedy poluzował mu się łańcuch przyczepiony do paska [łańcuch z gatunku tych, które sprzedają na metry w castoramie- takie do przywiązania krowy czy coś..]. Walczył walczył, aż podszedł do nas i wręczył mojemu mężowi kubek z piwem i polecił: potrzymaj. Co się mamy awanturować. Udało mu się umocnić konstrukcję, wziął piwo, podziękował kulturalnie i poszedł dalej szukać miejscówki. Dopero jak odszedł zobaczyłam że po drugiej stronie spodni, w opozycji do dyndającego łańcucha [kolejne 10kg pewnie] brzęczy radośnie.. pasek z naboi do jakiegoś karabinu czy coś. Nie wiem jaki kaliber ale tak z 8cm długości to każdy miał. Wyglądało to jak w filmach, kiedy ktoś ma taki karabin który strasznie szybko strzela, ratatatata, i wjeżdża z jednej strony taki sznurek naboi a z drugiej nic. To właśnie było COŚ TAKIEGO. 

      Różni ludzie, różne potrzeby. Ja to szanuję. Po prostu mnie to lekko dziwi.


      Ale gwoździe, w sensie The Toy Dolls, zrobili bardzo zacne szoł. Zwłaszcza biorąc pod uwagę, że panowie są z tego samego rocznika co moi rodzice.. Chociaż mimo wszystko i tak było za głośno :P posłucham sobie płyty lepiej.


      I jeszcze atrakcja nad atrakcje! W sobotę rajcowałam się kuropatwami za płotem.


      A dzisiaj rano, prosz, jaka zorganizowana akcja!

      ja pilnuję, a ty dziób.

      zmiana warty.

      I jeszcze kur[L]ka :)

      moje małe pierzaste ziomeczki! <3

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (4) Pokaż komentarze do wpisu „koniu nisko zwisa ogon, koń się trochę zna na życie...”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      nuxy
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 18 marca 2013 13:51
  • piątek, 15 marca 2013
    • o szamaniu.

      podjęłam męską decyzję- notuję swoją miskę. I w przyszłym tygodniu mam plan zaprezentować się na Ladies sfd. Liczę na fachowe rady nie od parady. I jednocześnie zastanawiam się ciągle nad wegetarianizmem.. Podobno hodowlane kuciaki to taki syf, że nie powinno się nawet na nie patrzeć. Ani o nich myśleć. Ani myśleć o patrzeniu. Ale do cholery, mąż mi nie pozwoli założyć własnej fermy, więc zostaje fasola :P bałagan w tych moich przemyśleniach, wiem. W każdym razie, zapisałam się do programu 'zostań wege na 30 dni' i z niecierpliwością czekam na maile z przepisami :) a wszystkim mądralom, którzy twierdzą że bez białka zwierzęcego niemożliwe jest zbudowanie masy mięśniowej, polecam zapoznanie się z historią pana o wdzięcznym imieniu Mac i jeszcze wdzięczniejszym nazwisku Danzig :D tudzież Mike'a Mahlera. Wbrew pozorom, nie są te ewenementy i wyjątki na skalę światową. No, ale oni pewnie mają swoich ludzi od gotowania obiadów i pięknie pieniążki na kontach. Wiem, złej baletnicy tralala, czy cośtam :P nie ma zrzędzenia.

       

      Do cholery jasnej, zimo! WON!

       

      A jutro koncerciwo :D nastawiam się słuchając TD w samochodzie. jest moc, chociaż ferrari ledwo ciągnie. kupiłam wczoraj nawet nowe siodełko do roweru.. już tylko śnieg stoi mi na przeszkodzie, grr.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (3) Pokaż komentarze do wpisu „o szamaniu.”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      nuxy
      Czas publikacji:
      piątek, 15 marca 2013 15:06

Wyszukiwarka

Tagi

Kanał informacyjny

Opcje Bloxa