Wpisy

  • środa, 17 grudnia 2014
    • Wiosna, ach, to ty? [burgery z bakłażana]

      Pogoda szaleje. Przeprosiłam się z rowerkiem, na którym pomykam dzielnie do i z pracy, i gdyby nie to, że o szesnastej robi się już ciemno jak w nosie, można by pomyśleć, że jest kwiecień..

      A kilka tygodni temu wszystko było jak polukrowane!

      Loli nic nie zniechęci do zakłócania spokoju polnych myszy.

      tylko nasz ogrodowy krzaczek nie mógł się zdecydować- zima, wiosna?

      trzeba korzystać ze słonka ile wlezie i ładować akumulatory witaminką D :)

      Korzystając z ochłodzenia klimatu, zaczęłam nadmiar jedzenia wywalać z lodówki do ogrodu. Stało się tak m. in. z trzema zakupionymi okazyjnie bakłażanami [jak zobaczyłam je w sklepie, kupiłam bez namysłu- w końcu niedługo może już ich nie być! YOLO! :]]. Leżały sobie na huśtawce ze dwa tygodnie, przechodząc kolejne procesy zamrażania, rozmrażania, zamrażania, rozmrażania.. Trochę się o nie martwiłam, ale z drugiej strony już bałam się zabrać je z ogrodu i przeżyć rozczarowanie tym, że tak się z nich cieszyłam i dałam im zmarnieć- nie wiem, może myślałam, że same w końcu znikną czy coś ;) ale pewnego dnia się odważyłam. Zabrałam trzy zmrożone na kość oberżyny z huśtawki, rozmroziłam na parze i zrobiłam z nich coś, co jest dla mnie idealną formą bakłażana- kotleciki.

      A robi się je tak:

      Na patelce trzeba podsmażyć posiekaną cebulę, dodać posiekane na drobne kawałki bakłażany [ze dwa, powiedzmy, takie nie za duże- ok 600g w sumie]. Ja warzywa rozdrabniam taką siekającą przystawką do blendera, ale można jak zwierzę, nożem ;) bakłażany po podduszeniu na patelce i tak się trochę bardziej rozwalą.

      W każdym razie, bakłażany i cebulkę trzeba dusić aż te drugie zmiękną; dodać do całości pokrojone suszone pomidory [opcja, ale jakże smaczna!], i doprawić- bakłażan musi mieć sporo soli, i duużoo suszonej bazylii- bez tego ani rusz! Jak spróbujesz masy i stwierdzisz, że jest dziwna, to znaczy, że trzeba jeszcze przyprawić. Musi być bosko ;) pieprznąć też oczywiście trzeba.

      Kiedy bakłażan nam się udusi, tzn. rozmięknie i rozleci, a nadmiar wody odparuje i masa zacznie przywierać, zawartość patelki przerzucamy do miski, gdzie traktujemy blenderem. Teraz trzeba zagęścić- ja robię to błyskawicznymi płatkami owsianymi, można mąką, można bułką tartą. Po zagęszczeniu znowu skosztować i doprawić. Następnie lepimy z masy [mokrymi dłońmi] prawilne placki i wrzucamy na blaszkę do pieczenia [i papier do pieczenia, można trochę posmarować olejem- u mnie kozacka silikonowa mata z Biedronki ;)]

      i pieczemy. Tak z 30-40min, w 180-200 stopniach [co piekarnik to obyczaj]. W mniej więcej połowie trzeba kotleciki przerzucić na drugą stronę. Mogą się trochę rozpadać. Masa kotlecikowa sprawdzi się również dobrze w formie farszu do pierogów albo naleśników, ja ją wyjadam nawet łyżką jak nikt nie widzi ;)

      Prawda, że wygląda bardzo niezdrowo? A to 100% warzywa :D szkoda, że kotlety nie są fioletowe..


      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (5) Pokaż komentarze do wpisu „Wiosna, ach, to ty? [burgery z bakłażana]”
      Tagi:
      Autor(ka):
      nuxy
      Czas publikacji:
      środa, 17 grudnia 2014 16:10
  • poniedziałek, 15 grudnia 2014
    • łupu cupu

      trochę mi dziś dudni w głowie, ale było warto! Zaliczyliśmy wczoraj z panem Mężem koncercik Grubsona w Gdyni. Miał być również Jamal, ale cóż, pochorowali się czy coś. W każdym razie dobrze, że parchy nie zawiodły! Klubik niewielki, bardziej pusty niż pełny, średnia wieku publiczności to jakieś 19 lat [czułam, jak mi rosną siwe włosy], ale była MOC, krzyki, skakanie, śpiewanie, pozytywny przekaz i radosna impreza! Nawet tata który przyszedł z córką [serio] i stał w pierwszym rzędzie początkowo z bardzo nieszczęśliwą miną, po kilku kawałkach machał rękoma i nawet dostał piąteczkę od Grubsona. Ale grunt, że Tomi, początkowo nastawiony niezbyt optymistycznie [możemy już iść do domu?] się rozbujał i dzisiaj stwierdził, że bardzo mu się podobało :) 

      W sobotę zaliczyłam dla odmiany charytatywny maraton zumby w Gdańsku, po trzech godzinach już ledwo miałam siłę się ruszać, ale przynajmniej wytańcowałam się na jakiś czas. A to dobrze, bo skończył nam się karnet na siłkę i nie będziemy go przedłużać, bo wybieramy się do nowego klubu- ale dopiero od początku stycznia. Także mam przerwę od zumbowania na jakiś czas.

      Geczuki mnożą się na potęgę, mam aktualnie na stanie 12 glutów.. i nie bardzo co z nimi zrobić, bo przecież pocztą ich nie wyślę, za zimno. Także siedzą sobie w pudełku po preclach z biedronki, jedzą wylęg świerszcza i gerberek bananowy, i czikają. No bo jak się nie ma co robić, to się czika, prawda.

      W zeszły piątek wybrałam się do roboty świeżo odebranym z serwisu rowerkiem, aż tu przyszła Aleksandra. Co prawda oszczędzono mi huraganu, ale już zlodowacenie miało miejsce. Jechałam spięta jak nie powiem co, wizja gleby mnie po prostu sparaliżowała. Chyba muszę na jakiś czas rower odwiesić na kołek.. :(

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „łupu cupu”
      Tagi:
      Autor(ka):
      nuxy
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 15 grudnia 2014 16:11
  • wtorek, 09 grudnia 2014
    • Mistrzostwa Świata SuperEnduro

      Dopiero się jakoś wygrzebałam, bo po dwutygodniowej nieobecności wrócił mój ojciec-dyrektor, więc ciągle jestem jeszcze w lekkim szoku. Chory. Ładnie! Jakbym ja wróciła po takim urlopie CHORA, to... a nie, zapomniałam, że beze mnie ta firma by upadła ;)

      Chciałam skrobnąć parę słów o mistrzostwach super enduro, które odbyły się w zeszłą sobotę w Ergo Arenie.

      O G I E Ń ! ! !

      Już.

      Przyjechaliśmy na miejsce na 9, bo Tomi wygrał w konkursie zaszczyt pełnienia funkcji flagowego. Dostał kamizelkę i chodził po torze z ważną miną, w towarzystwie podobnych jemu szczęśliwców, a wokół kręcili się zawodnicy, mechanicy, szychy, szyszki i szyszeczki. A ja przyczajona przy ziemi pomykałam, starając się uniknąć spojrzenia ochrony, która wypatrzywszy mnie, bez-kamizelkowca, niechybnie dokonałaby eksmisji.

      Zjawił się przewodniczący FIM, sędzia i jeden z organizatorów, i rozkazano zebrać się wszystkim flagowym na, cytuję, "briefing". Czyli króciutką konferencję, przekładając na nasz. I co? Okazało się, że jednego flagowego brakuje! I co? No wiadomo :D ktoś poganiany gniewnymi okrzykami organizatorów wcisnął mi chorągiewkę, dostałam kamizelkę i pytanie: chcesz machać flagą? No BA! :D

      Tym sposobem dostałam się do teamu. Zostałam ustawiona przy torze, wyjaśniono ocb [machać flagą kiedy zawodnik się przewróci, żeby inni w niego nie wjechali] i heja. Wprawiłam się na treningach, później trochę przerwy, i zawody..

      Było rewelacyjnie! Co prawda nie mogłam sobie spokojnie oglądać zawodów, tylko patrzeć pilnie na tor za moją przeszkodą, ale przynajmniej z mojej pozycji było widać najlepsze hopki i czasami coś mi wpadło w oko [nie tylko błoto]. Tomi miał trochę gorzej, bo jemu trafiły się baseny- nie dość, że był później cały w błocie, to widział tor z boku i miał trochę gorzej.

      moja przeszkoda

      tacy zawodnicy raczej się nie wywalali na oponkach


      najlepsi flagowi ;)

      w gotowości. nie ma to tamto!

      Jak się skończyły mistrzostwa? Co za pytanie ;)

      Pierwsze miejsce zajął nasz krajan, Tadeusz Błażusiak. Koleś jest niesamowity, w jednym z biegów na samym początku zaliczył kolizję [z Jonnym Walkerem] i był ostatni, a i tak w ciągu sześciu minut wszystkich łyknął i wygrał!

      Polecam obejrzeć sobie, jak to wyglądało.

      atmosfera nieziemska, świetna impreza, wyścigi na najwyższym poziomie. Następne zawody w styczniu, w Berlinie.. trzeba obczaić PolskiegoBusa ;)

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Mistrzostwa Świata SuperEnduro”
      Tagi:
      Autor(ka):
      nuxy
      Czas publikacji:
      wtorek, 09 grudnia 2014 15:36
  • czwartek, 04 grudnia 2014
    • się dzieje się

      ooj tak. dziś czwartek, w niedzielę po dwóch tygodniach nieobecności wraca SZEF. Oczywiście, zaplanowałam sobie na okres jego nieobecności bazylion rzeczy do ogarnięcia- udało mi się jeno ugotować kapustę pekińską z pieczarami w sosie sojowym. Eeh. ale za to wybrałam ładne tapety i farby do lokalu, jest progress :) no, i jutro też jest dzień, może chociaż paznokcie pomaluję.

      Straszliwie się dziś zrobiło, rano wyszłam z domu w celu zawiezienia na budowę kołków i klucza nasadowego [cokolwiek], i ledwie przekroczyłam próg mieszkania, prawie fiknęłam orła. Takiego rannego orła. Udało mi się jakoś dopełznąć na trawnik, i tak przeżyłam. Póki szefa nie ma, bujam się jego kozackim prawie SUVem z nowymi zimowymi kapciuszkami, i uwierzcie mi, serio- nic to nie dało. Musiałam mieć niezłą minę kiedy biała fura w leasingu lotem ślizgowym z wyjącym ABS-em nieubłaganie szurała w kierunku muru.. Na szczęście obeszło się bez katastrofy. Tfu tfu, bo auto stoi na parkingu, zawsze może mi w nie ktoś przydzwonić.. tfu TFU TFU!

      Jakby ktoś nie wierzył, mam nawet dowód na to, jak na osiedlu pięciu mostów wjeżdża się do garażu [film jest bokiem, można przekręcić komputer ;)]

      prawda, że wypas? :D

      A tak to co. Siedzę sobie w moim nowym biurze, czyli salonie, przed kompem, a na kolanach burczy mi koteł.

      Ano tak, koteł.

      Mówiłam, że się dzieje?

      O, zrzucił myszkę na podłogę, belzebub jeden.

      Taki to koteł jest.

      Sąsiad go nam przyniósł. Znalazł na podwórku w te mega mrozy [-7 stopni, będę te mega mrozy wspominać ciepło kiedy będzie -20 ;)], kot ewidentnie oswojony, kuwetujący elegancko, przytulas i mruczyciel, chociaż już się rozbujał i poluje na przykład na twarze czy plecy. Bydlaczek. Tak czy siak, nie pomieszka u nas, bo T. ciągle jest alergikiem [nie, nie przeszło mu..], więc szukamy mu chaty. O właśnie, do teścia miałam zadzwonić, on coś mówił że kota by chciał..

      A jak się na nowe towarzystwo zapatruje Lola? Nijak, entuzjazm został zgaszony przez przerażonego koteła który na widok radosnej amstaffki błyskawicznie zamieniał się w syczący wycior do butelek. Psica nie ryzykując stwierdziła, że lepiej się trzymać na dystans. Obecnie koteł już trochę się przyzwyczaił do obecności kudłatego potwora, i nawet sam nieśmiało zaczepia Luśkę pacając ją łapką. Urocze.

      Obiekt monitorowany [i ten wyraz niepewności na psiej mordzie.. bezcenne]

      A co tam za oknem? Ano, szał pomponów, czyli bez zmian. Aczkolwiek udało mi się uchwycić niecodziennego gościa- w stadzie bogatek trafiła się modraszka!

      a w taką szarą pogodę najlepsze są kolorowe kanapki

      A, zapomniałam, że w zeszłym tygodniu byłam na konferencji oczywiście, tej organizowanej przez SWPS i Otwarte Klatki na Hipodromie [o, ironio losu!]

      Sama konferencja była ciekawa. Dużo krótkich i zwięzłych mini-wykładzików, o psychologii ludzkiej i zwierzęcej, o socjologii, o empatii, o zagadnieniach prawnych i wychowawczych. Na koniec panel dyskusyjny, mało osób zostało ale warto było posłuchać. I zjeść pyszną, wegańską szarlotkę ;) liczę na więcej takich inicjatyw, na samej konferencji zgłosiłam się do OK potwierdzić moją gotowość do pomocy przy organizacji czegokolwiek [bo najwyraźniej moje zgłoszenie mailowe gdzieś umknęło- i ominęła mnie, na przykład, akcja związana z Dniem Bez Futra. Szkoda, bo dostałam od Vivy ulotki]. 

      Radośnik zaś zapowiada się ciekawie, bo w sobotę cały dzień spędzimy na Ergo Arenie na treningach i samych zawodach MISTRZOSTW ŚWIATA ENDURO! Fantastycznie, nie mogę się doczekać, zwłaszcza, że warunki atmosferyczne sprawiły, że już właściwie pożegnałam się z jeżdżeniem na motku w tym sezonie, chlip..

      No, to tyle w sobotę, a w niedzielę od 13 do 15 w VeganBurgerze we Wrzeszczu na Jesionowej odbędzie się KUCHNIA SPOŁECZNA! O co biega? Już spieszę z cytatem:

      "Zaskakująca i nieobliczalna Kuchnia Społeczna Trójmiasto tym razem we ⓋⓋrzeszczu, konkretnie Górnym, konkretniej na Jesionowej 17 w vb #veganburgers
      Czemu tak? Czemu nie? Inne Kuchnie Społeczne odbywają się w lokalach gastronomicznych, więc spróbujemy i my. Oprócz zwyczajowych atrakcji kuchenno-społecznych jest też atrakcja nadzwyczajna, czyli obecność spiritus movens tej edycji - wegańskiej dietetyczki Weroniki Szarafin, która odpowie na wszystkie pytania. A przynajmniej będzie je komu zadać :)
      Przy okazji tego spotkania będziemy też zbierać ciepłe ubrania, które zostaną rozdane potrzebującym podczas najbliższej edycji Food Not Bombs - Gdańsk. Przewietrzcie szafy!
      Zasady takie jak zawsze: wegańska* potrawa albo 15zł. Uzbierane środki przeznaczamy tym na razem na Pomorską Bibliotekę Wolnościową, której otwarcie wkrótce . Szczegóły też wkrótce :)
      Prosimy o zabranie z sobą własnych sztućców i talerzy w miarę możliwości.
      Startujemy wyjątkowo o 13:00!
      Do zobaczenia!
      * z produktów pochodzenia roślinnego (bez nabiału, jaj, miodu, ryb)"

      Oby się udało wybrać, planuję upichcić ...a, nie powiem co ;) pokażę ;)

      A, w ogóle cholerka. Mam na balkonie kupione z tydzień temu trzy bakłażany. ciekawe, jak przetrwały mrozy.. Chyba muszę je ocalić. 

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „się dzieje się”
      Tagi:
      Autor(ka):
      nuxy
      Czas publikacji:
      czwartek, 04 grudnia 2014 16:16

Wyszukiwarka

Tagi

Kanał informacyjny

Opcje Bloxa