Wpisy

  • poniedziałek, 30 grudnia 2013
    • i po :)

      świętach, rzecz jasna. Okrutnie długo mnie nie było, ale albo byłam zajęta albo się obijałam, także sorka ;)

      Po wczorajszym treningu mam przemyślenia którymi się podzielę bo jeszcze mi nie daj buk umkną, a byłaby to szkoda:

      - dzień po raczeniu się winem marki El Korkociąg, czerwonym, z osiołkiem, chilijskim- siły nie mam kompletnie

      - dzień po raczeniu się winem tej samej marki, też czerwonym, ale z byczkiem, bo hiszpańskim- siły miałam aż nadto i zrobiłam TAKI trening, że teraz nie mogę chodzić. Cza cza cza! Bo byczki są silniejsze niż osiołki!

      A teraz siedzę w pracy. Mieliśmy awarię interneta, od zeszłego tygodnia nie banglał- dzisiaj przyjechał technik, wlazł pod biurko, cośtam gmerał w kabelkach, zadzwonił po kolegę i mieliśmy dwóch techników pod biurkiem. Po chyba godzinie i licznych skrobaniach się po głowie, udało im się odczarować internet, niestety kosztem telefonu stacjonarnego. Jak do jutra samo się nie naprawi, to wrócą. Czad..

      Święta i towarzyszące im wolne dni minęły- jak to zazwyczaj bywa- zbyt szybko. Pociesza mnie jeszcze to, że zaraz Sylwester [swoją drogą, czemu nie Melania? Pisałam to już? Feministki do boju! ;)], później radośnik i trzech króli [niech żyje państwo świeckie! :D], także jeszcze trochę sobie pobimbam. Odbyliśmy tournee po rodzinie, rodzina nawiedziła nas, wymieniliśmy się podarkami [dostałam od małża "Doktor Sen" Kinga! Przeczytałam 35 stron i bałam się iść w nocy do łazienki, polecam] i nawtykaliśmy jak sołtysy w dożynki. [sołtysowie?] Zrobiłam różne pyszne wegańskie rzeczy, które później oczywiście jadłam sama, bo mięsni są jak dzieci. Częstuję takiego zapiekaneczką która udała mi się, nie powiem, tak że gesslerowa to może mi gary myć: zapiekaneczki? a z czym? pewnie bez mięsa? to nie chcę. a czemu? bo nie mam ochoty. 

      Jakby mieli dżumy dostać. Przekorni i złośliwi. Ech. Trudno, ich strata, pasztet zjadłam sama, galaretkę też, tofurnik również, gar bigosu także, kotlety sojowe po grecku które zrobiła moja mamusia zjadłyśmy na spółkę z Lolą- i teraz nie mogę się ruszać.

       

      Pogoda nas rozpieszcza, jest bosko, tylko słonka brakuje- chociaż obawiam się, że jak przyjdzie zima i PIERDUTNIE, to zostanie z nami do maja, jak w zeszłym roku.. Wszystko się poprzesuwało :(

       

      Acha! Wczoraj wybraliśmy się z T. po siłce na zakupy. Normalnie tego nie cierpię, a jeszcze wybraliśmy się do chyba najogromniejszego centrum handlowego, którego nie cierpię jeszcze bardziej- ale korzystając z wyprz, chciałam sobie kupić spodnie na siłkę.. kupiłam dżinsy. Cóż. Ale na szczęście przed zakupingiem zaciągnęłam Tomasza do AVOCADO ! do którego to chciałam się wybrać już od dawna. Zjedliśmy sobie po zupce marchewkowej, następnie T. zjadł krokiety ze szpinakiem, a ja warzywnego burgera- TAKA byłam objedzona że szok! Ale to było pyszne! A na wynos dostałam też pasztecik, tzn chciałam go kupić ale dostałam gratis, bo kończyła mu się ważność, tralala. Ależ byłam szczęśliwa! Jak chomiczek! Już mam plan że zabiorę tam babcię i dziadka na dzień babci i dziadka ;)

       

      Mam taki nieogar w głowie że ciężko mi to poukładać, zakończę więc zdjęciem mojego poświątecznego resztkowego śniadania: kanapeczka ze smalcem roślinnym domowej roboty [oesu jaki pyszny!], pasztet ze śliwką [z soczewicy i kaszy jaglanej], pieczeń z tofu w galaretce [z agaru] i smażone kotlety sojowe z zalewy octowej [smakują jak śledzie, jeśli ktoś jest fanem śledzi :)]. MHMM!

      Obiecuję że w następnej notce będzie relacja z Teneryfy :)

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „i po :)”
      Tagi:
      Autor(ka):
      nuxy
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 30 grudnia 2013 15:58
  • środa, 18 grudnia 2013
    • przerywnik

      szalenie się staram ogarnąć te zdjęcia, poważka. czy ktoś to doceni? ;)

      a póki co.

      W pracy miarę spoczko, powiedziałabym że nawet nudy wręcz. Mam nadzieję że po Nowym zacznie się jakiś ruch w interesie, bo jak nie to styczeń będzie raczej słaby. W domu i zagrodzie też dobrze, T. ostatnimi dniami ograniczył spożycie mięsa, co z jednej strony mnie dziwi- no bo jak to, on, taki mięsolubny, bez mięsa? Z drugiej wiadomo, cieszy- jupii! A z trzeciej niepokoi, bo w zasadzie jedyne co zrobił to odstawił to mięcho i niczym go nie zastępuje- przykładowo, wczorajszy obiad przedtreningowy składał się z frytek i sałatki. No nie wiem, nie wiem, ja bym się tym nie najadła. Dzisiaj zaserwuję kotlety z kalafiora które wczoraj pieczołowicie robiłam razem z pastą kalafiorową i zupą kapuścianą. Mam nadzieję że T. się odważy zjeść, bo on raczej podejrzliwie podchodzi do moich kulinarnych eksperymentów.

       

      Wczoraj rzuciłam się w wir świątecznego szaleństwa [chociaż przy braku śniegu i około 6 stopniach na plusie to atmosfera jest raczej wielkanocna], przegrzebałam puszkę[.pl] i blogi kulinarne i wydrukowałam kolejne 15 stron przepisów.. muszę się przypilnować żeby je uporządkować i wkleić do zeszytu zanim znienacka zrobi mi się bajzel, jak ostatnio. Nooo i zrobiłam sobie listę rzeczy które chcę upichcić na okres świąteczno-noworoczny, na tej podstawie zrobiłam listę zakupów [a na górze listy: tofu, DUŻO TOFU!] i zrealizowałam ją krok po kroku w drodze na siłkę. Także grubsze zakupy mam z głowy i to mnie cieszy, bo im bliżej przerwy świątecznej tym większego kręćka dostają człowieki i w mrocznych sklepowych alejkach trzeba walczyć parasolem o ostatnią paczkę suszonych grzybów i własne zęby przy okazji. I niewiele mi zostało dukatów w portfelu, a w tym miesiącu jeszcze rachunek za prąd trzeba uiścić, i dzisiaj mam umówioną wizytę w warsztacie żeby sprawdzić zbieżność.. aa.

       

      Na fali tych 15-tu stron z przepisami i poczynionych zakupów, chciałam wczoraj zrobić trzy rzeczy: kapuśniak, pastę kalafiorową na kanapki i kotleciki kalafiorowe. Akurat tak się złożyło że za całego 1 zeta kupiłam lekko zwiędłego kalafiora w outlecie warzywnym który mam niedaleko pracy. Już podczas pichcenia okazało się, że przepis na pastę kalafiorową różni się tym od przepisu na kotleciki kalafiorowe, że do pasty nie dodaje się mąki, a do kotlecików owszem. W skrócie: robi się pastę, a później można dodać mąki i ulepić kotleciki do usmażenia na patelni. Lubię takie przepisy ;) Niemniej jednak trochę się narobiłam, jeszcze z tym kapuśniakiem, no i trening trzeba było zaliczyć [plecy i biceps ;)], więc wieczorem padłam jak ta przysłowiowa kawka [chociaż niektórzy mówią, że mucha]. Zanim zasnęłam policzyłam jeszcze wszystkie cebule które przyszło mi siekać [osiem]. A dzisiaj zaspałam do pracy, tzn. obudziłam się o 7.20 i co prawda w robocie byłam na czas, to nie zdążyłam zjeść śniadania. Szef poczęstował mnie parówą sojową której to nigdy wcześniej w życiu nie jadłam... bardzo dziwne to było. Na pewno nie zostanie to moim hitem tygodnia :P

       

      To jeszcze szybki patent na pyszny obiad, który wczoraj zrobiłam rodzicom a przedwczoraj T. i sobie:

      pęczek pietruszki [taki poważny pęk, z warzywniaka, a nie te rachityczne patyczki z biedrony] posiekać [ciachciachciach]. Dwie łyżki ziarenek słonecznika zalać wrzątkiem, po kilku minutach odcedzić. W naczynku potraktować blenderem pietruszkę, namoczony słonecznik, ząbek lub dwa czosnku i trochę oleju albo oliwy. Dosolić. Wychodzi pyyyszne smarowidło pietruszkowe, które można kapkę rozrzedzić wodą i zrobić cudny sos do makaronu! A jeszcze z suszonymi pomidorkami, takimi z oleju, mmm! Polecam :)

       

      Mam nadzieję że nie katujecie biednych karpi w siatkach ani wannach? ;)

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (5) Pokaż komentarze do wpisu „przerywnik”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      nuxy
      Czas publikacji:
      środa, 18 grudnia 2013 09:44
  • piątek, 13 grudnia 2013
    • tymczasowo

      tak, bo wyjazd się udał a nawet bardzo, i chciałam to opisać i wrzucić foteczek kilka, ale muszę się najpierw przegrzebać przez bazylion zdjęć i wybrać najładniejsze, a to czasochłonne jest więc zrobię w radośnik. W ogóle bardzo fajnie że jest już piąteczek, jeszcze jeden pełny tydzień tyrki i długi radośnik za długim radośnikiem! :D W niedzielę miałam plan zabrać Tomasza do Łodzi na mistrzostwa świata enduro, ale doszliśmy do wniosku że lepiej kumulować dukaty na wycieczkę w ciepły kraj. Następną. Będziemy chyba celować w Grecję, dwa lata temu byliśmy na Rodos i zakochałam się kompletnie, dzicz i pustki, żadnych tłumów i upierdliwych lokalesów, wszyscy kulturalnie mają Cię w nosie i to jest piękne! Bo tam jest zupełnie inna mentalność. Idziesz sobie do marketu, stoisz w kolejce do kasy. Pan kasownik kasuje kilka z wyłożonych przez Ciebie produktów, po czym konwersuje niespiesznie ze stojącym obok znajomym, znowu coś skasuje, sprawdzi godzinę, skasuje, weźmie pieniążek, zaśmieje się z kolegą do rozpuku, wyda resztę i z szerokim uśmiechem pożyczy Ci miłego dziona. Luz, blues i słoneczko! Bardzo miło wspominam Rodos i polecam jeśli ktoś się zastanawia :)

       

      A wracając do naszych sześciu stopni i opadów deszczu..

       

      Jak w przyszłym tygodniu dalej będzie taka pogoda, chyba wrócę do rowerowania. Tylko najpierw upewnię się że nie ma przymrozków, bo po ostatniej glebie mam TAKIE siniaki, że wyglądam jak ofiara przemocy domowej.. Ach, no i a' propos mojego rowerowania- dzwonił pan policjant który przyjmował zgłoszenie o morderczych zamiarach kierowcy autobusu. Niestety na monitoringu trochę słabo widać, a kierowca się nie przyznał, także sprawa idzie do sądu.. Pewnie zostanie umorzona, ale nie chodzi mi o to żeby kiero dostał mandat, o czym już pisałam- chodzi o to, żeby ogarnął że TAK SIĘ NIE ROBI, i żeby więcej nie praktykował tego typu zagrywek. No.

       

      Kompletuję już prezenty i planuję co by tu upichcić świątecznego.. Na bank będą pierniczki :) nie wiem jeszcze czy w ten, czy w następny radośnik. Generalnie nie planuję robić fury jedzenia, tak żebyśmy to zjedli [NIENAWIDZĘ marnować szamy! po prostu dostaję dreszczy kiedy muszę coś wywalić], poza tym przy okazji tournee po rodzinie na pewno dostaniemy słoiki i worki i pudełka po lodach napakowane zapasami.. obawiam się. Oby były mrozy, to przynajmniej wystawię za drzwi i będę miała mrożonkę :] ofc te mrozy to jak przestanę jeździć na rowerze. 

       

      A w temacie prezentów, to jestem zła na mojego małża, bo kto to widział kupować sobie wypasione offroadowe skarpetki KTMa dwa tygodnie przed świętami? NO KTO? Trudno, przy jego skarpetkodestrukcyjnych możliwościach przydadzą mu się dwie pary :P

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „tymczasowo”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      nuxy
      Czas publikacji:
      piątek, 13 grudnia 2013 13:06
  • wtorek, 10 grudnia 2013
    • ale.. śnieg?

      tak tak, już jestem. Prawie tydzień na miejscu. Jakoś nie mogę się pozbierać.. Lądowanie w zeszły czwartek mieliśmy, hm, atrakcyjne- załapaliśmy się na pierwszego kopniaka niejakiego Ksawerego. Dramatyczne to było przeżycie, wysiąść po 5,5h locie i 4h spędzonych na teneryfiańskim ;) lotnisku [samolot się opóźnił] i stanąć twarzą w twarz z porywami porywistego wiatru wciskającego do oczu i nosa kulki śniegowe. Musieliśmy się z tego otrząsnąć. Nie mogłam przyzwyczaić się do pogody do tego stopnia, że wczoraj do roboty wybrałam się rowerem, co zaowocowało bolesnym guzem na zadku [tak, guz na zadku!] i mocnym postanowieniem nie jeżdżenia dopóki nie zrobi się jakby mniej ślisko. Mamy też za sobą już dwa treningi, po prawie dwóch tygodniach przerwy kolejny szok- także siedzę sobie z zakwasami i czuję satysfakcję :) Jak ogarnę zdjęcia z wycieczki to się trochę polansuję, tymczasem muszę pomyśleć o świętach.. Trzeba ogarnąć jakieś podarki, szamę, porządek i takie tam badziewia.. Ech, wspominam sobie jak byłam małolatą i jak strasznie radosne to było, pomaganie mamie w sprzątaniu i krojeniu warzyw na nieśmiertelną sałatkę, za oknem biały śnieg, w tle lecą kolędy by Ewa Bem, choinka pachnie.. I pakowanie prezentów po tajniaku z moim bratem ;] i robienie ozdób choinkowych.. Strasznie fajne to wtedy było. Niestety, teraz okres świąteczny postrzegam jako czas szaleńczych tłumów, warczących ludzi, ogólnej nerwówki i wymuszonych życzeń, męczących spotkań rodzinnych. Pewnie większość ludzi tak ma. Dobrze by było się od tego czasem oderwać, ale jak? Chyba trzeba by gdzieś wyjechać. Plusem dodatnim jest długi weekend który wypada w tym roku :] cza cza cza!

       

      A tymczasem czekają nas w tym i przyszłym tygodniu trzy realizacje, szef szaleje.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (4) Pokaż komentarze do wpisu „ale.. śnieg?”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      nuxy
      Czas publikacji:
      wtorek, 10 grudnia 2013 12:23

Wyszukiwarka

Tagi

Kanał informacyjny

Opcje Bloxa