Wpisy

  • piątek, 28 grudnia 2012
    • puchu puchu puch...

      słyszę ten dźwięk. to dźwięk puchnącego tyłka! wczoraj, pokąsana przez sumienie, NAPRAWDĘ MOCNO chciałam poćwiczyć. Tylko musiałam pierw strawić ostatnie pierożki kap-grzyb.. A jak już je strawiłam, mąż mój prywatny mnie zaczarował i zabrał w tournee: do xięgowej-> na pocztę-> do naszej ulu chińskiej restauracji... zjadłam pół miseczki tofu z kapustą morską [wtf?] na ostro, i ryżem. I dodałam sporo ostrego sosu żeby kapsaicyna działała :D niemniej jednak, nie poćwiczyłam. I teraz tak sobie siedzę w robocie na moim [puchu puchu..] odwłoku i podliczam bilans ostatniej realizacji. Dziś już na bank zrobię mały trenindżek. serio. na szczęście pierogi się skończyły [zostały pierniczki..], a sylwestrowa balanga odbędzie się w garażu, gdzie z reguły panuje lekki półmrok, więc moja opuchlizna nie będzie się rzucać do oczu ;) planuję dzikie tańce do rana. wiecie ile kalorii spalają dzikie tańce?

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      nuxy
      Czas publikacji:
      piątek, 28 grudnia 2012 11:47
  • czwartek, 27 grudnia 2012
    • święta, święta.... i tak dalej.

      Napisałam notkę i chyba za późno ją wysłałam, bo mi zeżarło :(

      Każdą razą.

      Jeszcze wczoraj opychałam się bigosem baj mąż [najlepsza kapucha ever!], a dziś proszę! podliczam ofertę na przetarg do szpitala. Tralalala. Śnieg poszedł precz [niefajnie], zwierzaki nie gadały [kundel miała zajętą paszczękę swoim prezentem- sznurkową kulką do żarcia, yay!], ogólnie po świętach zostały prezenty [:)], trochę pierożków, gadzilion pierniczków, gar barszczu i spodnie mię cisną. Ani chybi za mocno pasek zapięłam.

      Przynajmniej święty spokój był. Nie spędziliśmy zbyt dużo czasu z rodziną, bo wszyscy mieszkają w jednym mieście i widują się dość często. Niektórych mam czasem dość.. więc dla dobra ogółu ograniczyliśmy się do szybkiego wypadu do dziadostwa [2h przy kawie i ciastku] i wieczornego spotkania ze szwagrostwem. Moja mama sprytnie zapadła na grypę, a tata równie sprytnie wyjechał medytować do dziczy.

      Teraz ja siedzę w tyrce i nabieram ochoty na barszcz, a mój szacowny małżon ma wolne, i napisał mi właśnie sms że idzie polatać. Zazdroszczę.. Poczytałabym sobie moją książkę o autofobii. Trochę zawiedziona jestem tym, że okazało się że zaburzenia psychiczne u bohaterki nie biorą się same z siebie, tylko stoi za tym jakiś demoniczny doktor psychopata, ale i tak mnie wciągnęło i czytam, chociaż zanosi się na większy gniotek niż podejrzewałam :)

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      nuxy
      Czas publikacji:
      czwartek, 27 grudnia 2012 13:39
  • piątek, 21 grudnia 2012
  • środa, 19 grudnia 2012
    • Wpis bez tytułu

      siedzę w tyrce i podkręcam zdjęcia z ostatniej realizacji, żeby mieć piękne referencje. Szef wrócił wczoraj i mówił że dobrze wyszło, Klientowi się podoba i te pe, tylko do czwartku trzeba dosłać kilka rzeczy. Zadowolona z siebie jestem jak cholerka, bo przez pierwszy tydzień po podpisaniu umowy sama się szarpałam z Klientem w kwestii ustaleń kolorystyki, materiałów, mechanizmów i innych atrakcji, bo szef akurat musiał pilnie wyjechać. na 10 dni. bez telefonu i kontaktu ze światem. na kurs medytacji..

      Mam nadzieję że premia będzie równie piękna co realizacja, bo mam pilne potrzeby. Buty na sylwestra, na przykład. I ząb do naprawienia. I do fryzjera bym poszła. i na basen, tylko kostium bym musiała kupić. o rachunkach i zaległych czynszach nie wspominając. Iii.... dużo by tu gadać.

      Wczoraj przez okno kuchenne widziałam jak dwa zające się ganiały. Jako mieszczuch, jestem zauroczona kompletnie :)

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      nuxy
      Czas publikacji:
      środa, 19 grudnia 2012 11:08
  • poniedziałek, 17 grudnia 2012
    • spierniczony weekend.

      ...albo raczej radośnik, jak to proponuje Jedyne Słuszne Radio.

      W piątek wpadła w odwiedziny para znajomych. Pan jest na etapie jarania się myślistwem. Bardzo ochoczo opowiadał o tym, jak to był na polowaniu, gdzie ktoś postrzelił dwa razy dzika, jeden strzał w serce a drugi w nogę, w kolano, tak że mu ją prawie urwało, a ten skurczybyk dalej uciekał. Nie powiem, miałam ochotę tego pana wywieźć do lasu, postrzelić w nogę i zobaczyć co zrobi. Uprzedzam, że nie jestem wegetarianką, jem mięso itp, ale do cholery jasnej dziwi mnie jak ktoś się rajcuje czymś takim. Oczywiście wiem że nie wszyscy myśliwi tacy są, ci lepsi pewnie trafiają od razu, a zimą jeszcze paśniki zaopatrują, ale to zupełnie inna bajka. 

      W sobotę wpadł do nas Mlody, jak co weekend. Tylko że tym razem wyjątkowo przeziębiony. Leżał na kanapie trawiony gorączką i przykryty mułem, ale i tak udało mi się namówić go cobyśmy trochę popierniczyli :) Cała kuchnia w lukrze, ale warto było, bo efekt elegancki. To nasze pierwsze pierniczki, więc proszę o wyrozumiałość..

      Image Hosted by ImageShack.us
      

      Polukrowane ciacha malowaliśmy barwnikami spoż. rozpuszczonymi w wodzie. Normalnie są w proszku, takim bardzo drobnym. Fajnie było jak po skończonym akcie twórczym ogarniałam kuchnię, przejechałam wilgotną gąbką po pozornie czystym blacie, i ujrzałam tęczę.

      Kiedy skończyliśmy pierniczyć, popędziliśmy z Mężem na pępkowe do znajomych, którym wykluła się córa. To znaczy, tradycyjnie, mama dochodziła do siebie w szpitalu, córa też, a balował tata. Reprezentacja rodziny :) Później na ustawkę z nowymi sąsiadami. Nawet nie wiedziałam że mamy takie bujne życie towarzyskie. Niedzielny poranek, zgodnie z prognozami, powitał nas temperaturą plusową i Mgłą przez duże eM, pewnie ruscy szprej rozpylili..

      Image Hosted by ImageShack.us
      

      Parafrazując Sokratesa: widzę, że nic nie widzę.

      Ale pompony i tak wykazały zainteresowanie :)

      Image Hosted by ImageShack.us
      


      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      nuxy
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 17 grudnia 2012 16:07
  • piątek, 14 grudnia 2012
    • zimno kurde!

      Czyli tak jak być powinno :) dziś rano termometr pokazał -10 stopni, grubo. A od jutra ma być odwilż.. lubię mróz, bo odmula, i lubię śnieg, bo rozjaśnia- jak przyjdzie odwilż śnieg zamieni się w błoto i zrobi się kaszana.. Korzystając z tego, że śnieg jeszcze jest, na porannym spacerze z kundlem burym uwieczniłam takie oto atrakcje [odległość od okna kuchennego-około 20m].

      Tu byłem. Zajączek.

      Image Hosted by ImageShack.us
      A tu sarninka

      Image Hosted by ImageShack.us
      

      Natomiast to widoczek.

      Image Hosted by ImageShack.us
      
      

      Wschodzące słońce, cud i miód, szkoda tylko że nie wygląda tak jak wyglądało naprawdę :) ale nic to. No i szkoda że nie zrobiłam zdjęcia jak Kudel ganiał kuropatwy na polu.. na szczęście szybko umknęły. Zresztą psica i tak nie ma morderczych zapędów, przyjaźni się z kotami, a raz nawet znalazła młodego kszyka.

      Zjechałam wczoraj kilka sklepów w poszukiwaniu karmnika- oh, jakże chcę mieć karmnik :D i nic ciekawego niestety nie znalazłam. Kulki karmowe za 4pln i drewniane domki, których nie mam za baro gdzie zamocować, no i czyszczenie ich to też pewnie nie łatwizna.. Zakasałam więc rękawy i sama upichciłam szamę dla pierzastych ziomów.

      Wiktuały oraz maszyneria:

      Image Hosted by ImageShack.us
      
      
      
      
      

      Image Hosted by ImageShack.us
      
      
      

      Smalec z prosiaka [koniecznie musi być bez soli!], szczęśliwa papuga w worku [w sensie karma; nie orientuję się, ale chyba nie sprzedają paczkowanych egzotycznych ptaków], farfocle typu słonecznik, płatki owsiane, rodzynki, orzeszki [bez soli aaa!]. Do tego kubas po jogurcie tudzież surówce z Biedronki, sznurek siakiś [u mnie taki paczkowy], taśma klejąca, stara kredka czy inny patyczek. I woreczki siatkowe, np. takie od czosnku czy innego pomelo. Przystępujemy do dzieła:

      Smaleck roztapiamy w rondelku, wsypujemy do niego paprochy tak żeby wyszła gęęęęsta zupka. Miłośników paprochów, takich jak ja, przestrzegam przed podjadaniem- to jest smalec, jakby ktoś zapomniał :)

      Image Hosted by ImageShack.us
      
      

      W kubaskach robimy dziurki, w narożniku przy denku.. no,tak jak na zdjęciu. Przewlekamy sznureczek i robimy węzeł od strony wewnątrzkubeczkowej. Dodatkowo podklejamy taśmą, żeby płynna zawartość za bardzo nie uciekała. Zostawiamy trochę sznurka tu i ówdzie.

      Image Hosted by ImageShack.us
      

      Jak masa przestygnie, napełniamy nią kubeczki i wstawiamy je [na talerzu, jakby nasza zaklejona taśmą dziurka jednak okazała się zawodna] do lodówki. Pozostałą masę przelewamy do miseczki i też hop- do chłodziary. 

      Kiedy delicje zastygną, do sznurka wystającego z wewnątrz kubka przywiązujemy kredkę, patyczek, cokolwiek- tak żeby ptaszydło mogło usiąść. Ja moje kredki obwiązałam jeszcze sznurkiem do paczek, bo były jakieś takie śliskie. Na końcu drugiego sznurka robimy pętelkę i wieszamy takie cudo gdzieś gdzie kot nie będzie miał dostępu [tak, dokarmiam też kota.. wiem, paradoks. Ale mamy pełno myszy na osiedlu a ja nie chcę żeby on zdechł z głodu kiedy myszy odleciały do ciepłych krajów].

      Image Hosted by ImageShack.us
      

      Ten smalczyk który nam  zastygł w misce zjadamy ze smakiem.

      żarcik, schowaj tą łyżeczkę :) Wydłubujemy go i pakujemy do skarpety [tej kabaretki, od czosnku]. Skarpetę też można zawiesić gdzieś. Będąc z kundlem widziałam fruwające tu i ówdzie pompony- mam nadzieję że szybko namierzą żarełko i jutro będę mogła je oglądać. Tadą!

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (5) Pokaż komentarze do wpisu „zimno kurde!”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      nuxy
      Czas publikacji:
      piątek, 14 grudnia 2012 10:41
  • czwartek, 13 grudnia 2012
    • Notka powitalna

      oto ja.

      Jak obyczaj nakazuje, mówię dzień dobry. Dzień dobry Tobie, drogi czytelniku, na moim blogu. Pierwszym w życiu. Ciekawe jak mi pójdzie, skoro to czytasz to znaczy że chyba całkiem nieźle, nie? :D 


      To teraz kilka słów o mnie, żeby nie było.

      Jestem orzechem. Mieszkam nad morzem. Koniec :D Pisać planuję o moich ZiP, czyli Zainteresowaniach i Przemyśleniach.

      Z1 to zwierzątka wszelakie. Od zawsze byłam pro-zwierzątka, kocham wszystkie możliwe istotki, a w domowym zaciszu pielęgnuję standardowe zwierzę marki Kundel Bury, i niestandardowe włochate stawonogi, glutowate gekony i węża miniaturkę sztuk raz. Nie wymagają dużo zachodu a dostarczają dużej frajdy w oglądaniu i doglądaniu, taka namiastka tropików. polecam :)


      Z2 to kuchcenie. Nie zaraziłam się tym od mamy, która była pracująca intensywnie i szał w kuchni ograniczała do minimum. Przecież nie było jeszcze blogów kulinarnych :) Ja bardzo lubię po nich buszować, wynajdywać przepisy i testować je w domu. To nic, że czasem nie wychodzi :D za to jaka jest satysfakcja jak wyjdzie! Mam taką papierową torbę z Castoramy pełną wydrukowanych przepisów do wypróbowania, a i tak ciągle wynajduję coś nowego.. Muszę w tym porządek zrobić bo utonę.


      Z3 to ćwiczenia. Mam taki metabolizm, który w połączeniu z moim Z2 [zwłaszcza z muffinkami :D] w krótkim czasie przemieniłby mnie w dorodną samicę morsa, gdybym nie ćwiczyła. Serio serio. Ćwiczę w domu bo na publiczne ćwiczenia nie mam a) czasu, b) kasy. Więc ćwiczę przed telepudełkiem, aktualnie z płytami z gazet- teraz na tapecie jest najmodniejsza pani Ewa Ch. 


      I jeszcze książki lubię czytać jak mam moment, niezbyt wysokich lotów. Dla rozrywki. Aktualnie "Fałszywa pamięć" Deana Koontza, jak to kogoś interere. A teraz pozwólcie Państwo, że wrócę do pracy :) zapraszam, dziękuję i smacznego!


      fistaszek.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (3) Pokaż komentarze do wpisu „Notka powitalna”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      nuxy
      Czas publikacji:
      czwartek, 13 grudnia 2012 10:01

Wyszukiwarka

Tagi

Kanał informacyjny

Opcje Bloxa