Wpisy

  • środa, 26 listopada 2014
    • orzech mi się przykurzył.

      Ano. Ostatnio jakoś mi było nie po drodze z blogaskiem. W zeszłym tygodniu odbyłam z szefem wyprawę do Warszawy na podpisanie umowy z kolejnym zamawiającym- Zusem- w ramach wygranego przetargu. W piątek zaś szef powiedział baj baj, maszkaro, i poleciał sobie do Indii. Wróci 7 grudnia. A, w międzyczasie mamy jeszcze remont pomieszczenia, w którym docelowo będziemy mieć biuro. Więc mam trochę roboty, koordynuję dostawy, rozwiązuję problemy, składam zamówienia, targuję się, a w tak zwanym międzyczasie oglądam tapety w castoramie. Biuro wygląda na razie tak:

      ale będzie lepiej, pochwalę się postępem.

      Co tam tak ogólnie? Ano, jesień.

      na zdjęciu muchomorek piękny jak z bajki.

      Trzeba korzystać z każdej słonecznej chwili, żeby nie pochłonęła nas beznadzieja. I łykać witaminkę D. Ponieważ szefa nie ma, pracuję z domu, co jest o tyle dobre że jak mam ochotę to mogę wstać z kanapy i pójść z psem po bułki, co zaraz uczynię, wypiwszy pyszny soczek jabłkowo-marchewkowy własnego wycisku :) 

      Liczę na to, że polatamy dzisiaj na motku, bo odkąd Tomi obniżył mi siodło i sięgam do ziemi bardziej niż tylko czubeczkami czubeczków palców, jeździ się dużo lepiej i mogę się skupiać na istotnych rzeczach nad którymi muszę popracować, takich jak zmiana biegów czy operowanie hamulcem. Obawiam się jednak, że koniec sezonu bliżej niż dalej..

      Odnowiliśmy sobie karnet na siłkę, wczoraj zrobiliśmy trening a dzisiaj chyba udam się na zumbę, bo nosi mnie po ścianach ;)

      muszę zadzwonić do zusu i ustalić kwestię stabilizacji przegród międzybiurkowych, a obok mnie stoi pies i świdruje spojrzeniem. Najpierw obowiązek, potem przyjemność, jak to było w Asterixie i Obelixie.. to idziemy. 

      ACHA! Ważna rzecz! W piątek w Szkole Wyższej Psychologii Społecznej będzie konferencja "Zwierzę nie jest rzeczą". Wybieram się i zapraszam :) Szczegóły na Otwartych Klatkach

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „orzech mi się przykurzył.”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      nuxy
      Czas publikacji:
      środa, 26 listopada 2014 10:24
  • środa, 12 listopada 2014
    • plany na niedzielę i wegańska chińszczyzna

      w tyrce robi się nerwowo, bo terminy realizacji w Szydłowcu gonią, a model krzeseł jeszcze nie wybrany. Eh.

      Tymczasem pogoda robi się trochę jak z horroru. Wczoraj wieczorem poszliśmy z psem na spacer, a przypominam że nie ma u nas latarni więc jest ciemno jak diabli, dodatkowo mgła była TAKA, że widoczność na kilka metrów. Po wyjściu na pole ledwie udało nam się znaleźć drogę na osiedle. Ot, uroki jesieni :) 

      Zaprezentować chciałam obiadek którym kupiłam ostatnio Tomiego:

      czyli tofu po chińsku. Zalałam wrzątkiem trochę suszonych grzybków mun. Wrzuciłam na patelnię posiekane warzywka w formie marchewki, pora i czerwonej papryki, podsmażyłam, zalałam troszkę wodą i przykryłam. Kiedy się dusiły, odcedziłam i pociachałam namoczone grzybki oraz tofu, wrzuciłam do warzyw. Podsmażyłam, smażu smażu, i zalałam sosikiem zrobionym z: 

      1 łyżeczka przyprawy chińskiej "5 smaków" 

      3 łyżki sosu sojowego 

      1 łyżka mąki ziemniaczanej 

      2 ząbki czosnku 

      1 szklanka zimnej wody

      wybełtać i wlać na patelenkę. Tam mieszać do zagotowania i jeszcze troszkę, na niezbyt dużym ogniu bo sos się robi gęsty i może się zacząć przypalać. Serwować z ryżem albo makaronem ryżowym/sojowym [jak u mnie], posypane np. sezamem albo posiekanym szczypiorkiem :)

      个饱!

      To co tam, jakie plany na niedzielę?

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „plany na niedzielę i wegańska chińszczyzna”
      Tagi:
      Autor(ka):
      nuxy
      Czas publikacji:
      środa, 12 listopada 2014 14:44
  • poniedziałek, 10 listopada 2014
    • pompon terror

      to jak będzie z tą kulką?

      sami widzicie, że nie mogłam pozostać obojętna na takie zastraszanie. Gang pomponów regularnie każdego poranka, począwszy od końcówki października, napadał moje okno kuchenne i demolował ogrodowe meble. Chcąc nie chcąc, uległam i zawiesiłam kulkę.

      z której po czterech dniach została jeno powiewająca smętnie żółta skarpetka.

      oj tak, sprawne układy pokarmowe mają nasze sikorencje. Aż się serduszko raduje! Jedyne co się nie raduje to mój szanowny ślubny, który nakazał mi uwieszenie następnej kulki gdziekolwiek, byle nie nad ławką, bo, jak widać na zdjęciu, pompony sprawnie nie tylko spożywają, ale również wydalają.

      Och, chciałabym żeby tej zimy kurki znowu zamieszkały u nas w ogrodzie! Kilka dni temu wracałam z pracy rowerem przez pole, w totalnych ciemnościach ledwie rozpraszanych słabym światełkiem mojej rozładowanej lampki. Bardzo skupiałam się na mocnym pedałowaniu bo czekał mnie pagórek, a w ogóle to było mi zimno i byłam głodna, więc tego. Cisnę i cisnę, aż tu nagle WTEM! Prawie w ostatniej chwili spod kół odleciała mi grupa siedmiu kuropatw. One tak mają, że siedzą cicho i udają, że ich nie ma, a kiedy już jest pewne że ta strategia im kuprów nie ocali, robią straszny raban i łoskot, i odlatują na swoich kurpulentnych* skrzydełkach. A było ich siedem, bo tyle sylwetek naliczyłam w locie, starając się opanować zawał serca :)

      W związku z zapowiadającą się realizacją, w zeszły czwartek spędziłam 10h w samochodzie, na wyprawie do Szydłowca i z powrotem. Meble do zamku będziemy im robić. Zapowiada się szał, bo mamy bardzo krótki termin realizacji a wszystkie zakłady produkcyjne pod koniec roku są napięte jak przysłowiowe postronki, ale wierzę głęboko że damy radę. Oczywiście byłoby nudno gdyby nie atrakcje, więc 21 listopada szef wyjeżdża do Indii i wraca 7 grudnia. Takiemu to dobrze. Wracając do terminu, w sumie dobrze: szybka realizacja=szybka premia B) a premia jest mi bardzo potrzebna, bo muszę kupić gogle jak już wspominałam.

      Dzisiaj jeszcze tyram, ale jutro oczywiście wolne. Plany uzależnione od pogody, na pewno będę chciała wypróbować majonez z kartofla bo mnie intryguje, a akurat mam wór pyraczków :)

      Miłego wolnego, niech żyje wolność i swoboda!

       

      *nie, nie jestem głupia. To celowe ;)

       

      Acha, PS! Chciałam podzielić się nutką, która właściwie spodobała mi się odkąd obejrzałam teledysk. Prawdziwa historia, prawdziwi ludzie. Mainstream i pewnie znacie z radia, ale i tak polecam 


      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (4) Pokaż komentarze do wpisu „pompon terror”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      nuxy
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 10 listopada 2014 15:13
  • wtorek, 04 listopada 2014
    • cholerny listopad

      był taki kawałek, ale coś nie mogę go namierzyć. Pewnie mi wpadnie w ucho jakoś w grudniu, jak znam życie.

      W każdym razie, listopad. Cholerka! Niesamowite jak ten czas zasuwa. Okropne! Cały ten rok jakoś tak zaiwania i nie mogę się z tym pogodzić. Kiedy znowu będzie maj..? [wiem, że za sześć miesięcy ;)]

      Radośnik upłynął pod znakiem balowania. Przeklnijcie mnie, ale tak owszem. I to bynajmniej nie z okazji Dnia Dyńki [z której, nota bene, zrobiłam ciasto i zupę, a chłopaki jednak wyrzeźbili lampionik bo to fajna zabawa jest]

      Okazją były oczywiście urki pana męża, o których to on miał nie wiedzieć!

      Taka jestem kochana żonka ;) z tygodniowym wyprzedzeniem knułam niecny plan pełen zawiłości. Ukradkiem spisywałam z mężowskiego telefonu numery do jego znajomych, pod pretekstem cukinii czy innego proszku do pieczenia wyprawiałam się na zakupy i zaopatrywałam się w zapasy piwa soczków, czipsów i innych atrakcji które później skrzętnie chowałam w piwnicy. Nabyłam drogą kupna prezent składkowy. W sobotę zamówiłam opiekunkę do dziecka [dzięki, mamo ;)], po czym pod pretekstem klubingu zabrałam ofiarę z domu. Przy pomocy znajomej pary Oli i Michała nic nie podejrzewająca owieczka została wywieziona do centrum Gdańska, tam humanitarnie oślepiona [apaszką; nie obyło się bez walki] i zabrana z powrotem do domu, gdzie pod naszą nieobecność zjawili się goście, baloniki i prezenty. Skitrani w kuchni, przy zgaszonym świetle, zaskoczyli oniemiałego Tomiego gromkim okrzykiem NIESPODZIANKA!! jak z hamerykańskich filmów normalnie :) Ale wyszło! Dumna z siebie jestem niesamowicie że to ogarnęłam :) Chociaż nie było łatwo, bo przez cały tydzień pan mąż akurat był w domu wtedy kiedy ja, nawet w sobotę nie dał się eksmitować na latanie z kumplami. Summa summarum jednak udało mi się przygotować również zaplecze kulinarne: kuleczki z buraków, kuleczki z bakłażana, cukiniuszki, ciasteczka owsiane, sałatkę warzywną z sojonezem i wspomniane wcześniej ciasto dyniowe- brownie

      [bardzo mi smutno, że aparat umarł.]

      fajne, nie? :D

      Także w sobotę był bal, a w niedzielę żal. To znaczy nawet nie było tak źle, wyspaliśmy się i nawet pojechaliśmy polatać na tor na poligonie, ale było mi TAK FATALNIE, że chyba po godzinie się zapakowaliśmy z powrotem na samochód. No naprawdę, padaka. W sobotę też byliśmy na motkach- pojechaliśmy do Straszyna na mały tor, taki na którym dzieci się uczą ;) wspaniale było, pykałam kółko za kółkiem i nawet tak dużo gleb nie zaliczyłam! Ale zdecydowanie muszę sobie sprawić gogle, bo jak dostałam w oko grudą błota to przykleiła mi się do soczewki i za nic nie chciała mnie opuścić. I tak jak w sobotę było bosko, tak w niedzielę było do bani- po pierwsze to tor na poligonie jest bardzo kopny więc jak się jedzie powoli łatwo o glebę, a teren poza torem to już nie taka dzicz jak kiedyś, tylko miejsce spacerów masy ludzi i teren budowy Kolei Metropolitalnej. Ciągle mi motek gasł, topił się w błocie czy kładł na boki- no zgroza, już byłam cholernie zmęczona i klęłam jak szewc, aż się Tomi zlitował i zarządził odwrót. Oczywiście wczoraj w robocie już mnie nosiło na latanie ;)

      Powód do radochy- biedra którą mam na trasie praca->dom ogarnęła się na tyle żeby od czasu do czasu w lodówkach pojawiały się pyhhszne, kremowe vegan zupki! Polecam :)

      i teraz nutka na koniec dnia [nie taki znowu koniec, dziś SIŁKA!]

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „cholerny listopad”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      nuxy
      Czas publikacji:
      wtorek, 04 listopada 2014 15:33

Wyszukiwarka

Tagi

Kanał informacyjny

Opcje Bloxa