Wpisy

  • środa, 25 lutego 2015
    • trytytka dobra na wszystko!

      Ano tak. Pogoda jest już taka, że oswoiłam się z myślą, że zima już RACZEJ nie wróci. Z jednej strony- super, bo kto nie lubi wiosny? Słoneczka? Ciepełka? Zielonej trawki i bazi [widziałam wczoraj]? Ale z drugiej.. mam jakiś taki niedosyt. Lubię mroźne, śnieżne dni, kiedy świeci słońce a śnieg skrzy się jak brokat. Lubię, kiedy mimo tego, że jest ciemno o 16, to wciąż jest jasno- bo biały śnieg rozświetla. Wiadomo, wszystko ma swoje zady i walety. Istotnym plusem mrozów jest też to, że reguluje populację robali..

      pragnę zwrócić uwagę na to, że za oknem na tym zdjęciu jest jeszcze ŚNIEG.

      Także tego. Znowu mam masę zdjęć do oporządzenia, i na przykład mogę wstawić sąsiadów, na których natknęłam się jeszcze kilka tygodni temu na spacerach.

      państwo sarenkowie

      pan koziołek

      i ruda gadzina! 

      kocham lisełki <3 jakiś czas temu wyszłam na spacer z Lolą na pole, spuściłam ją ze smyczy, a ona poleciała do rosnącej na miedzy kępy lilaków. W czasie, kiedy ona z jednej strony bardzo intensywnie ją obwąchiwała, z drugiej strony niespiesznie czmychnęły dwa smukłe rudzielce [no, szarelce]. Spokojnym krokiem przeszły przez drogę, zatrzymały się rzucając mi spojrzenie pełne dezaprobaty, po czym zniknęły w krzakach. A Lola dalej niuchała. Cóż, to nie pierwszyzna- słaby z niej pies tropiciel.

      u góry to ekipa sarenek z pierwszego zdjęcia.

      Kocham zimę za te widoki!

      Szkoda mi moich ciepłych zimowych czapek ;) i nowych rękawiczek. A najbardziej mi szkoda tego, że chciałam nauczyć Tomiego jeździć na desce i za rok pojechać np. na Słowację.. :( no, ale nie ma co się rozczulać. Zima poszła. Pompony i ekipa zjadły ostatnią kulkę nasionkową w dwa dni, kurtkę wyprałam i powiesiłam w szafie. Rower wygramoliłam z kanciapy [długo tam nie leżał], umyłam, nasmarowałam i wybrałam się w niedzielę na przejażdżkę pod kryptonimem "wizyta u dziadka i babci". Zrobiłam 35km po lasach i nie czułam się zmęczona, czyli kondycja jest. Na trasie odkręciła mi się jedna upierdliwa śrubka od błotnika, który terkotał niemiłosiernie doprowadzając mnie do szału [nienawidzę terkotania], więc przywiązałam go smyczą od kluczy. W domu Tomi poradził, żebym przykręciła tą śrubkę dwiema nakrętkami, będzie się lepiej trzymać [odkręciła mi się już któryś raz]. Następnego dnia, jadąc do pracy rano, nie miałam czasu gmerać w rowerze [jak zwykle spóźniona], więc wzięłam w kieszeń śrubkę i dwie nakrętki i pojechałam na rowerze spętanym smyczą.

      A po drodze odkręciła mi się druga nakrętka śrubki od błotnika.

      Więc przykręciłam jedną nakrętkę do tej śrubki, a drugą do tej "starej".

      Po powrocie do domu okazało się, że "stara" śrubka znowu wypluła swoją nakrętkę.

      Litościwy pan mąż naprawił kapryśny błotnik.. trytytkami. I mam święty spokój- nic się nie odkręci choćby nie wiem co, trytytki dobre na wszystko! Szkoda, że wcześniej mi to do głowy nie przyszło. Słyszałam, że nawet policja czasami spina aresztantów trytytkami jak im kajdanek zabraknie [cięcia, wiadomo] :)

       

       

      i trochę nietypowe zastosowania trytytek:

      [trytytków?]

        

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „trytytka dobra na wszystko!”
      Tagi:
      Autor(ka):
      nuxy
      Czas publikacji:
      środa, 25 lutego 2015 15:12
  • sobota, 21 lutego 2015
    • Ooo rrrety. + wegańskie burgery z groszku.

      znowu zarosłam mchem, jakoś tak nie mogę się ogarnąć.. Chociaż pogoda zrobiła się taka jakby bardziej pobudzająca, słoneczko świeci, śnieg poszedł precz i temperatury rosną [chociaż wczoraj rano było -7 stopni. Dzisiaj +5]. W ogródku powiesiłam ostatnią kulkę dla pomponów, na tym akcja dokarmiacja się kończy. Swoją drogą, zaobserwowałam w tym roku ciekawy proces korzystania z kulki przez sikorki.

      Najpierw przylatywał jeden pompon-sikorka bogatka. Później dwie, trzy, cztery. Tłukły się między sobą, odganiały się nawzajem, pióra fruwały i walka na śmierć normalnie.

      Po jakimś czasie się dogadały i jadły elegancko po kolei, czasem nawet dwie jednocześnie. Po jakimś czasie dołączyła do nich malusieńka modraszka, która miała trochę problemów z dostaniem się do jadłodajni- bogatki solidarnie wyganiały ją i nie pozwalały nawet podlecieć blisko, musiała jeść kiedy ich akurat nie było, a robiła to bardzo nerwowo, rozglądając się na boki między każdym dziobnięciem i płosząc się przy byle podmuchu.

      Po czym nastąpił rozejm- sikorki dogadały się ponad podziałami. Dziobały razem, cztery bogatki i jedna modraszka, i nastąpił chwilowy rozejm i zawieszenie broni.

      I modraszka się rozbujała- zaczęła gonić bogatki od kulki, awanturować się i objadać do nieprzyzwoitości. Śmiesznie to wyglądało, zwłaszcza, że modraszka jest tak malutka i puszysta, a z tym swoim tycim dziobkiem wygląda jak uosobienie puszystości i milutkości. A tu taki diabeł wcielony.

      Natomiast dziś rano modraszka przyprowadziła drugiego ziomka.

      Taki progress :)

      Co tam poza tym? Szefa nie było cały tydzień, byłam w Warszawie na kolejnym odbiorze, takie tam. Przydałby się urlop.

      Oprócz tego przenoszę przepisy ze starego do nowego zeszytu, więc mam dużo pichcenia- chcę wypróbować wszystkie, których nie próbowałam.. a trochę tego jest. Na dziś planuję sos  z jadłonomii i może jakiś pasztet z soczewicy, hm :) Wcześniej były burgery z zielonego groszku, takiego z puszki. Bardzo przyzwoite, więc pozwolę sobie przytoczyć:

      BURGERY Z GROSZKU KONSERWOWEGO

      mi z podanych ilości wyszło 11 kotlecików.

      2 puszki zielonego groszku- opłukać, zblendować na nie-do-końca gładką masę [przewijające się groszkowe kuleczki są pożądane]

      2 cebule [ja dałam czerwone, bo innych akurat nie miałam ;)]- posiekać, poddusić na patelce

      2 ząbki czosnku - też posiekać i podsmażyć z cebulką. Tu ciekawostka- czytałam, że zdrowotne właściwości czosnku nie giną podczas obróbki termicznej [albo giną mniej ;)], jeśli na ok. 10min przed wspomnianym procesem posieka się je. Źródełko tu

      zielona papryczka chilli- pominęłam, za to dałam chilli w proszku ;)

      1 marchewka- utrzeć na tarce albo też posiekać dość drobno, poddusić do miękkości na patelce.

      1/2 pęczka natki pietruszki- ciach ciach ciahc

      4 łyżki płatków owsianych błyskawicznych + 3 łyżki gorącej wody- wymieszać i zostawić na parę chwil

      2 łyżki mielonego siemienia lnianego - najlepiej takiego świeżo mielonego- wegi wiedzą, bo jedzona codziennie łyżka świeżo zmielonego siemienia daje więcej omeg niż tłuste ryby! Także siemię i młynek do kawy powinno się mieć na miejscu.

      garść orzechów włoskich-posiekać. Myślę, że słonecznik też się nada w wersji oszczędniejszej ;)

      3/4 szklanki otrębów- ja miałam jakieś stare gryczane, ale mogą być każde jedne

      2 łyżki oleju- do smażonka marchewki, cebuli i czosnku.

      sól, pieprz, ew. sos sojowy, ew. mąka kukurydziana/ziemniaczana

      Wszystko wymieszać :) Formować płaskie kotleciki i smażyć na patelni albo piec w piekarniku. 

      smacznego!

       

      Ładna pogoda za oknem, może się wybierzemy dziś na motki..?

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (3) Pokaż komentarze do wpisu „Ooo rrrety. + wegańskie burgery z groszku.”
      Tagi:
      Autor(ka):
      nuxy
      Czas publikacji:
      sobota, 21 lutego 2015 10:37
  • środa, 11 lutego 2015
    • Orzech w stolicy

      Wyprawa do stolicy udała się chociaż troszkę. Zwiedziliśmy Kopernika, owszem. Zajęło nam to z pięć godzin i pod koniec byliśmy nieźle zmordowani. Jeśli ktoś by się wybierał, to polecam zabrać ze sobą jedzenie [jest bar na dole, ale żarcie takie dziwne jakieś. No i niewegańskie ;)] i wygodne buty. Eksponatów jest cała masa, ludzi też była masa [na szczęście przyszliśmy w miarę wcześnie], ale do niektórych urządzeń trzeba stać w kolejce. Albo pchać się łokciami ;) generalnie polecam dla dzieciaków, może trochę młodszych niż Młody, ale i on sobie coś znalazł. 

      Ja bujałam w obłokach.

      Do Wawki udaliśmy się Polskim Busem- dzień wcześniej kupiłam bilety po 22pln/osoba, i za tą cenę bujaliśmy się komfortowym autobusem z masą wolnych miejsc [więc siedziałam osobno ja, torba i worki z wałówką ;)], malutką ale działającą toaletą i śmigającym wifi, dostaliśmy poczęstun- kawę/herbatę, muffinka, herbatniczki, lody, no szał. Czytałam sobie Kinga/Strauba "Czarny Dom" i podróż zleciała mi migusiem. Na miejscu bujaliśmy się komunikacją miejską- co jak co, ale Warszawa jest doskonale skomunikowana, a aplikacje na smartfony i strona jakdojade. robią robotę.

      Pałac Kultury musi być.

      Nocleg w hostelu w pełni mnie usatysfakcjonował- mieliśmy 10min do Kopernika, blisko sklepy i restauracje. Mały pokoik, na korytarzu wyposażona kuchnia i łazienki - czego więcej potrzeba? Tomasz narzekał co prawda na twardość łóżka i niewygodność poduszek, ale mi się spało doskonale.

      Oraz Łazienki.

      Niestety, nie załapałam się na wizytę w Muzeum Powstania Warszawskiego- chłopaki sami pojechali. Ja musiałam być w Zusie, na odbiorze który się nie odbył :[ więc pewnie będę musiała się tam bujnąć raz jeszcze..

      Cóż, może przynajmniej skosztuję czegoś smacznego w Vege Mieście. Tym razem zadowoliłam się burgerkiem z Krowarzywa. Był całkiem smakowity [skusiłam się na trawexa- burger dnia, ponieważ jaglanexy się skończyły]. Oraz kawałek ciasta kawa-kardamon, z którego zysk przeznaczony został na wsparcie Otwartych Klatek, także tego. Charytatywne nie tuczy ;)

      A na to wpadliśmy podczas wieczornego spaceru "w kierunku nosa"

      przeznaczenie, jak nic!

      Planowany drugi termin odbioru w Zusie to przyszły wtorek, chociaż jeszcze pół godziny temu byłam pewna, że będę musiała jechać jutro. Cudownie, cudownie. Dobra organizacja kluczem do sukcesu.

      A na głoda polecam spaghetti a'la Matka Weganka: ja oprócz kaszy gryczanej użyłam też zielonej soczewicy z Lidla. Uwielbiam to danie i mogę się nim opychać w opór, za to Pan Mąż tylko gmera widelcem w talerzu z markotną miną.. Dziwny jest ten świat.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Orzech w stolicy”
      Tagi:
      Autor(ka):
      nuxy
      Czas publikacji:
      środa, 11 lutego 2015 16:08
  • poniedziałek, 09 lutego 2015
    • witki opadajo

      nie chce mi się już nic o tej zimie pisać. Ani to pogoda na zabranie Tomiego na nauki jeżdżenia na desce, ani na zabranie mnie na nauki jeżdżenia na motku. Ino w błocie taplać się można. Ale przynajmniej słoneczko wyszło, to jest plus dodatni :)

      Jeszcze trochę, i będę musiała zabrać z ogrodu kulki karmulki! A zbiera mi się przy nich coraz bardziej urozmaicona gromadka.

      Bo już nie tylko pompony- bogatki

      jest też pompon-mordaszka, na razie tylko jedna

      pomponisko- nasza krajowa papuga. Uwielbiam ją, tak jak wszystkie krukowate. Ciekawostka- zawsze przylatują we dwójkę

      A niedawno pojawił się absolutnie przepiękny, budzący kwik zachwytu i mamrotanie rudzik raszka :)

      śliczny, co? Przyleciał akurat w najgorszą zawieję, kiedy w powietrzu fruwały jakieś gradopodobne kulki dziurkując twarze. Zresztą, dzisiaj nie ma już po nich nic..

      A wieczorkiem udajemy się na trening. Cudownie, nie mogę się doczekać, bo cały zeszły tydzień nam wypadł z obiegu. Bardzo mi się spodobały te zajęcia, gdyby jeszcze nie trzeba było na nie cisnąć 50km.. ale to tylko do kwietnia. Kto wie, może niedługo przesiądę się na rower ;)

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „witki opadajo”
      Tagi:
      Autor(ka):
      nuxy
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 09 lutego 2015 15:54
  • wtorek, 03 lutego 2015
    • się dzieje!

      Właśnie jesteśmy w drodze do Warszawy. Taki spontan :) wreszcie mamy okazję zwiedzić słynne Centrum Nauki Kopernik, być może Muzeum Powstania Warszawskiego i zrobić odbiór w Zusie. Będzie przednia zabawa ;)na razie kulamy się polskim busem- polecam, bilet za22pln, a w pakiecie kawa, babeczka, lody i ciasteczka. No i fifirifi z którego właśnie piszę. Na miejscu mamy obczajony hostel i komunikację miejską- przyda się jeszcze ogarnąć jakąś dobrą wegańską restaurację (jak już skończy mi się jedzenie, którego-jak rasowy słoik-zabrałam ze sobą pełną torbę ;)

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „się dzieje!”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      nuxy
      Czas publikacji:
      wtorek, 03 lutego 2015 18:07

Wyszukiwarka

Tagi

Kanał informacyjny

Opcje Bloxa