Wpisy

  • środa, 27 lutego 2013
    • plask!

      zostałam wyróżniona :) to mój pierwszy raz! nie wiedziałam o co chodzi, więc wyguglałam, i wiem że powinnam wkleić obrazek:

      [nie mogłam się oprzeć małej modyfikacji :D]

      I odpowiedzieć na następujące pytania:


      1. Jedno słowo, które najlepiej określa twój charakter?

      aktywna! czy można mieć aktywny charakter? bo ja chyba tak mam. ciągle muszę coś robić, naprawdę rzadko zdarza mi się zalegać w  bezruchu.


      2. Co sprawia Ci największą przyjemność w tym co robisz?

      uwielbiam ugotować [upiec/usmażyć/udusić/whatever] coś, co będzie smakować mojemu mężowi  tak, że poprosi o dokładkę :]


      3. Kawa/herbata w naparstku czy raczej kubek wielkogabarytowy?

      definitywnie kubas :D mam nawet swój ulubiony, przywieziony z Rodos. miał być dla dziadka, ale niestety, zakochałam się w nim .. [kubku, nie dziadku]


      4. Niedzielne popołudnie na kanapie czy spacer/rower?

      zdecydowanie spacer/rower, a jak nie, to przynajmniej ogarnianie zwierzaków/ćwiczenie/porządkowanie przepisów [niekończące się]/pichcenie. wspominałam że jestem aktywna, nie?


      5. Co byś robiła gdybyś nie musiała nic robić?

      jeszcze więcej tego co robię minus praca :D


      6. Jakiej pracy domowej najbardziej nie lubisz?

      hm. może to dziwne, ale w sumie lubię sprzątać. i chodzić z psem. i prać, prasować, wieszać. chyba jestem idealną żoną, cholera!


      7. Gotowanie to dla Ciebie przyjemność czy zwykły obowiązek?

      przyjemność, a jakże! 


      8. Życie bez hobby to....?

      to nie życie, to wegetacja.


      9. Dom bez zwierząt czy raczej małe zoo?

      zoo, a małe tylko dlatego że mąż mnie ogranicza.. gdyby nie jego zdrowy rozsądek, byłoby dużo większe!


      10. Twoje hobby/pasja  to czas wyrwany pomiędzy obowiązkami czy stały element dnia?

      zależy które :) czytam książki, maluję i zajmuję się zwierzakami kiedy mam wolną chwilę, ćwiczenia i pichcenie są stałym elementem przewidzianym w codziennym harmonogramie.


      11.Twój blog to tablica, dzięki której dokumentujesz własne dokonania, miejsce do którego zapraszasz innych by się pochwalić, czy może jeszcze coś innego?

      w zasadzie taki mały pamiętniczek :) 

       

      A teraz powinnam wymyślić 11 pytań, i rozesłać wyróżnienie do innych 11 blogów... aaaale nie zrobię tego.... bo nie mam aktualnie natchnienia, no i nie znam aż 11 blogów :) ale kiedyś nadejdzie ten dzień, obiecuję! i dziękuję, Karolino kropka kom, za wyróżnionko :)

       

      Tymczasem.

      Odkryłam czemu mój chlebunio nie działał. Zakwas wziął i padł! Więc go reaktywowałam, i upiekłam już jeden bochenek. Pyszny był, ale już go nie ma :) dziś rano nastawiłam kolejną porcję, tym razem chleb 100% żytni z jabłkiem, bo mąka pszenna razowa mi wyszła, będę się musiała kopsnąć do auchana. 

      Wgl w zeszłą sobotę byliśmy z Tomaszem na koncercie zespołu Ukeje- śpiewa tam koleś który wygrał popłuczyny po Idolu [nie oglądam tych programów i nie ogarniam, sor]. Muszę przyznać, że szłam ze średnim nastawieniem, po zapoznaniu się z jednym utworem wyżej wspomnianego artysty na jutjubie, ale zostałam przyjemnie zaskoczona. Ta muza brzmi zdecydowanie lepiej, kiedy stoi się przy głośniku na koncercie- jest moc :) niestety, ze względu na ograniczony repertuar zespołu, koncert skończył się po godzinie... ale na szczęście wejściówki nie były drogie. Posiedzieliśmy jeszcze trochę i spadliśmy. A w marcu idziemy do Ucha na koncert nieco innego typu..

      jak nic, muszę kupić glany i ćwiczyć pogo ;)

      PS. w piątek byłam w grudziądzu. wzięłam ze sobą lornetkę. i co? ani pół ptaszyska po drodze! złośliwość losu w czystej postaci..

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (5) Pokaż komentarze do wpisu „plask!”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      nuxy
      Czas publikacji:
      środa, 27 lutego 2013 10:36
  • środa, 20 lutego 2013
  • wtorek, 19 lutego 2013
    • szuru szurrrr.... szuuur....bzzzt...

      ...wyrwało mnie ze snu. Spojrzałam na zegarek. 3.33. Szturcham męża.

      - brama garażowa się otworzyła.

      - hrr... nooo, taak.. Z. o tej porze jeździ do pracy. -odchrapał mąż, przekonany że jest już ranek. Z. to nasz jedyny sąsiad, czasami korzystający z hali garażowej, do której wjazd znajduje się dokładnie pod naszą sypialnią.

      - o 3.33? 

      mąż się zwlókł, w obawie pewnie o swój dobytek przechowywany w hali, i luka przez okno. nic. szrrrrr, bzzzt, szuru.... brama się zamyka.

      cisza.

      szuuuur..... brama się podnosi.

      bruuuuum... brama się zamyka.

      bzzzztszrrrr... brama się podnosi.

      ghhhhhwrm.... brama się zamyka.

      i tak jeszcze z osiem razy. W końcu Tomasz wygramolił się z wyra rzucając mięsem pod nosem, przyodział dresy i ruszył na krucjatę do hali garażowej.

      słyszę przytłumioną konwersację.

      Tomasz wrócił.

      okazało się że sprawcą hałasu jest sąsiad Z., który musiał jechać gdzieś-tam, ale nie mógł wyjechać z garażu, więc odśnieżał. Żeby było mu raźniej, otwierał sobie bramę garażową, która po jakimś czasie się zamykała, a on znowu ją otwierał. Nie przyszło mu do głowy żeby ją zablokować wciskając guzik, i że o godzinie 3. chodząca w kółko brama może obudzić mieszkających nad nią NAS. 

      Na marginesie- sąsiad jest zupełne nieziemski. Pracuje na pobliskiej budowie- pobliskiej o jakieś 50m, bo budowa trwa na naszym osiedlu- i jeździ do pracy SAMOCHODEM. I w ciągu dnia robi kilka takich kursów, bo nie wiem, siku, kanapki, herbata, czy coś. Zium, zium, zium. Jest już legendą osiedla. Miałam szczerą obawę że kiedy rano pojadę do pracy, zastanę sąsiada leżącego na wyjeździe z garażu, przysypanego warstwą śniegu. jego organizm mógłby popaść w głęboki szok po TAKIEJ ilości ruchu, jakiej wymaga odśnieżanie..

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „szuru szurrrr.... szuuur....bzzzt...”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      nuxy
      Czas publikacji:
      wtorek, 19 lutego 2013 09:13
  • piątek, 15 lutego 2013
    • walenie tynków czy padaczka?

      Wczoraj był Dzień Chorego na Padaczkę, ale ja nie o tym.

       

      Wczoraj również święto zakichanych :) świętowaliśmy, bo w końcu zakichani jesteśmy. Mąż kupił z tej okazji śliczne drzewko cytrusowe [pewnie u nas zdechnie, bo rolety antywłamaniowe są też antysłoneczne, ale dopóki nie zdechnie - wygląda ślicznie] I zrobiliśmy coś niesamowitego, mianowicie po pracy pojechałam na zakupy w celu zrobienia leczo na obiad: kiełbaska, papryka, pieczarki, pomidory.. Wracam do domu, i co widzę na kuchennym blacie? Jeszcze więcej papryki, kiełbasy i pieczarek.. Nasza synchronizacja mózgowa mnie zadziwia :] teraz mamy wielki turbo gar pełen leczo, więc jak ktoś chce to mogę poczęstować.

       

      Odbiór w Grudziądzu nie przeszedł, tzn. ilości mi się nie zgadzały.. straszny sajgon tam jest, po prostu modlę się o koniec tej realizacji. Niech nam zapłacą i spadajmy z hukiem. 

       

      I! Historia! We wtorek, jak wiecie, był śledzik. Wróciłam do domu po pracy, Tomasz zakupił zakupy, więc od razu wzięłam się do roboty: upiekłam pomarańczowe muffinki, zrobiłam sałatkę warstwową, ulepiłam kuleczki z mielonego indyka ze szpinakiem i zamarynowałam krewetki. Posprzątaliśmy, zrobiłam mini wytrzymałościówkę, kuleczki do piekarnika hyc, pieką się, a krewetki w kolejce następne. Godzina 19.45, goście będą za kwadrans, szał, podkręcam piekarnik coby kuleczki się nieco pospieszyły, i.....jeps. nie ma prądu. tak, mam piekarnik na prąd. właściwie WSZYSTKO mam na prąd. Ale impreza odbyła się, przy świeczkach i surowych kulkach, ale nic to. Na szczęście miałam muffinki i sałatkę :]

       

      A teraz policzę sobie po raz czterdziesty ósmy czemu w SIWZ jest 65 stolików, w zestawieniu 70, a ja zamówiłam 66. Cuda na kiju normalnie.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      nuxy
      Czas publikacji:
      piątek, 15 lutego 2013 10:55
  • wtorek, 12 lutego 2013
    • hej baba ryba! :D

      przypomniało mi się to wczoraj, kiedy lepiłam rybne kotlety. Kiedy w domu była na obiad ryba, mój tata chodził i mruczał: hej, baba ryba.. Znalazłam chyba utwór o który mu chodziło [swoją drogą niezły "teledysk" :D oldschoolowy.]

      A kotlety rybne, jeśli ktoś ciekaw, robię następująco: gotuję na miękko i rozmemłuję jakieś 300g ziemniorków, mieszkam z obraną z ości wędzoną makrelą [z biedronki, a jak!], dodaję jajo, łyżkę koncentratu pomidorowego, przyprawy, lepię i smażę. Dla męża w panierce, dla mnie gołe i na beztłuszczowej patelni ;] mają tendencję do rozwalania się, ale my je uwielbiamy.. polecam :) A jak coś zostanie to wsadzam to w bułkę i mam ryboburgera. Ha.


      Radośnik był udany, zrobiłam, cholera jasna, SKARBONKĘ :D wstawię zdjęcie jak skończę. Poważnie, że zrobiłam.


      Zumby nie było, bo ferie. Nie wiem co to ma do rzeczy, ale tak postanowili. Ok. Więc wczoraj miałam wypoczyn, jeśli nie liczyć lepienia kotletów. A dziś śledzik! Też ryba. Robimy posiadówkę z sąsiadami, a jutro do Grudziądza na odbiór. Wróżę, że będę lekko nieprzytomna, ale może to dobrze.. dosyć już mam tego grudziądza tak że masakra. bez uwłaczania grudziądzczanom [?!] Także dziś po powrocie do domu czeka mnie szybciutki trening i przygotowywanie przekąsek, mam już niecny plan, tylko wyślę mężowi listę zakupów.. mam nadzieję że sobie poradzi.


      Czekają mnie jeszcze dwie wizyty u dentysty żeby doprowadzić moje uzębienie do pełnego zdrowia. Powiedziałam doktorowi że się umówię jak dostanę jakąś nową premię... Bo właśnie kupiłam sobie filcową torebkę z kotem w kieszeni :D a teraz wracam do dokumentacji powykonawczej.


      PS. lubię śnieg, zimę i w ogóle cały ten mróz, ale jak już było ciepło i słonecznie nastawiłam się psychicznie na wiosnę, więc tego... zimo, wypad! kto jest ze mną palec do budki :)

       

      PSPS. pączków nie było. zrobiłam faworki, wyszły nieskromnie mówiąc wspaniałe :D

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „hej baba ryba! :D”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      nuxy
      Czas publikacji:
      wtorek, 12 lutego 2013 11:58
  • czwartek, 07 lutego 2013
    • pulchny czwartek!

      dzień dobry cześć i czołem! 

       

      ile wpierniczyliście już dziś pączków? 

       

      ja zero, bo nie ufam sklepowym tworom, i poczekam do wieczora kiedy to popełnię moje własne osobiste prywatne. Chociaż jak przez cały dzionek słucham o pączkach w radiu i wyskakują mi z komputera, to zaczynam ich mieć serdecznie dość... taki malutki ponczuchno niewinny, a upierdliwy gorzej niż św. mikołaj od listopada. Ghr.

       

      Każdą razą [hej veni :)]. Mam już dość Grudziądza powoli, taki jest tam łabagan, nieporządek i zamieszanie, że osiwieć można. Ciągle wałkuję coś od nowa i w kółko. Mają tam ewidentnie kłopot z przepływem informacji pomiędzy poszczególnymi osobnikami zamieszanymi w realizację. Jutro jedzie tam sam szef [i wcale na pewno nie będzie do mnie srylion razy dzwonić] coby ogarnąć tak zwaną kuwetę. A w przyszłym tygodniu odbiór, niestety będę się musiała wraz z szefem pofatygować, mam nadzieję że przejdzie bez problemów. Na wszelki wypadek upiekę ciasteczka.

       

      Wczoraj znowu nie ćwiczyłam, bo ponieważ katar mam i czułam się, jak to mówią w reklamie, ogólnie rozbita. Mam zamiar to dziś nadrobić. Wrócę z tyrki, poćwiczę, zrobię obiad, chleb, pączki, wezmę prysznic i wezmę męża na 19 do sąsiadów w gościnę. Już to widzę.. Chyba z czegoś będę musiała zrezygnować. Chleb upiekę później, mam nadzieję że tym razem się uda, daję ostatnią szansę temu przepisowi.. A, i zakupy jeszcze w biedrą trzeba uczynić.

       

      A'propos biedrą, to mieli tam niedawno psieśliczne kolorowe noże. Kupiłam pięć paczek. Naprawdę są psieśliczne. Aż się chce siekać, ciach ciach ciach! :D

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (3) Pokaż komentarze do wpisu „pulchny czwartek!”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      nuxy
      Czas publikacji:
      czwartek, 07 lutego 2013 15:01
  • środa, 06 lutego 2013
    • dobra zupa nie jest zła!

      tak sobie myślę siedząc w tyrce i jedząc zupę właśnie. Pieczarkową. Mhmmmm :D przyniosłam sobie z domu i odgrzałam w mikrofali. Kocham odgrzewać zupy w mikro, najpierw po 1,5 minuty ciągle jest zimna, a po kolejnych 10 sekundach już prawie wrze. Taka złośliwość mikrofalowa, ale już się do niej przyzwyczaiłam. Tak jak do tego, że jak paruje to niekoniecznie jest gorąca [mam magiczną mikrofalę, wiem]. 

       

      Wydrukowałam 20 stron przepisów, w większości na pieczywo, bo nie poddam się razowcowi z zakalcem i będę dalej walczyć. Ewidentnie przeginam, już nawet muszę ukrywać przepisy przed mężem... Recipe junkie normalnie :D

       

      Ale za to odesłałam już dwie pary butów! Mam nadzieję że szybko dostanę zwrot, bo w piątek dentysta..znowu. Co za ironia swoją drogą, że dbam o zęby jak głupia, z całym myciem kilka razy dziennie, płukaniem i nitkowaniem, a i tak mam z nimi problemy. 

       

      Wczoraj zabrałam Tomasza na pizzzzzę [za dużo sera mi dowalili, eh] i do kina- na "Drogówkę". Nie jest to typowo gówniany polski film, ma wątek jakby kryminalny, jakiś przekaz- tylko że ten przekaz mnie strasznie zdołował. Nie chcę wierzyć że ludzie mogą być tak podli i okrutni.. jeśli tak jest, to i don't want to live on this planet anymore. a przynajmniej wśród takich ludzi. I pewna dygresja: w polskich filmach ludzie potrafią być wręcz paskudni. Te sceny chlania wódki i zagryzania zakąską, z całym ciamkaniem i gadaniem z pełnymi ustami, sprawiają że prawie czuję smród wódki. A po scenach balowania do nieprzytomności mam niemal kaca i potrzebę zimnego prysznica. Natomiast te wszystkie akcje z prostytutkami.... no kurde, są po prostu delikatnie mówiąc niesmaczne. Innymi słowy wyszło im to, bardzo realistycznie. Jak ktoś ma mocne nerwy i jest odporny, to raczej polecam ten film. 

       

      Chociaż może wcale nie trzeba mieć mocnych nerwów, bo za nami siedziała "paczka" na moje oko licealistów, którzy zachowywali się tak głośno i beznadziejnie że szkoda gadać, nie wiem nawet czy nadążyli za fabułą filmu. Nie kumam jak można iść do kina i robić wiochę, ale z tym pewnie każdy się spotkał więc nie będę nawet o tym pisać.

      to trzymajcie się :]

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      nuxy
      Czas publikacji:
      środa, 06 lutego 2013 14:45
  • poniedziałek, 04 lutego 2013
    • opowiedz mi o smaku chleba razowego...

      ...z pastą awokado :)

      1 awokado, 2 jaja na twardo, 1/2 czerwonej cebuli, ząb czochu, sól, pieprz, ewentualnie mazajon. Zblendować. Ja nie dodałam mazajonu bo akurat wyszła mi idealna konsystencja. Szału nie ma, ale jest plan na spożytkowanie awokado i posmarowanie kromki, smakuje lepiej jak się przegryzie :) Co prawda mój wypasiony chleb na zakwasie postanowił się nie udać, i przybrał formę kapcia, więc z pastą awokado zjadłam równie wypasioną bułeczkę, a nawet wypasieńszą, bo się udała. 


      Dziś zaliczyłam kolejny trip do Grudziądza. Po drodze widziałam rekordową chyba ilość 17 ptaszysk! Siedemnastu! Niestety nadal nie wiem czym są ptaszyska- duże i wyraźnie drapieżne, ale takie mega duże, czasem prawie czarne a czasem szarawe. Jak lecą to końcówki lotek mają zadarte do góry. Pięęęękne są... Nie wiem czemu siedzą na ogrodzeniach przy autostradzie. Może liczą samochody, tak jak ja liczę je? Albo się grzeją od spalin? Albo czekają na potrąconego jeża? Ciekawe. Następnym razem jak pojadę w trasę to wezmę lornetkę. I kierowcę.


      Jeszcze rano miałam przygodę. Zachciałam placka owsianego. Nalałam na patelnię olej, odpaliłam CD indukcyjną i kiedy olej się rozgrzał wylałam na patelnię zawartość jajka wybełtaną z płatkami owsianymi. Stwierdziłam że nalałam za dużo oleju i raźnym "chlup" chciałam wylać go do zlewu.....naprawdę nie wiem czemu nie przyszło mi do głowy, że placek owsiany, jeszcze płynny, nie będzie się trzymał patelni i też poleci. Tylko mój refleks ninja go uratował... no, trochę się rozlało tu i ówdzie, ale większość ocalała. Razem z olejem, oczywiście. Musiało to śmiesznie wyglądać...


      Acha, nie kupujcie butów do biegania przez internet, polecam jednak decathlon. Mam już w samochodzie 3 pary do odesłania do różnych sklepów, i to co chciałam zaoszczędzić kupując w sieci wydam teraz na paczki zwrotne.

      Dziś zumba :D

      jeszcze tylko się pochwalę że upiekłam zajebiściutkie ciasteczka bananowe! i chleb z zakalcem. 

      zrobiłam skarbonkę.

      żartowałam z tą skarbonką....

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (4) Pokaż komentarze do wpisu „opowiedz mi o smaku chleba razowego...”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      nuxy
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 04 lutego 2013 15:50

Wyszukiwarka

Tagi

Kanał informacyjny

Opcje Bloxa