Wpis

sobota, 04 kwietnia 2015

prima aprilis..psia jucha.

Że tak zaklnę staropolsko sobie. Pierwszy kwietnia sprawił mi tyle psikusów, że dopiero się po nim pozbierałam ;) 

Zacznijmy może od wprowadzenia: od jakiegoś czasu na Morenie, czyli tam gdzie mamy jeszcze starą firmę, zintensyfikowały się kradzieże. To tam ukradziono mi lampkę z przypiętego roweru, i wtedy mówiłam, że nic mnie już nie zdziwi. Złodzieje postanowili mi udowodnić, że się mylę, i tak oto ukradziono nam jeszcze krzesło obrotowe z paki samochodu, znaczek volkswagena (w ramach rekompensaty na jego miejsce wetknięto puszkę po napoju alkoholowym marki Żubr), tylną wycieraczkę i korek wlewu paliwa. Czarę goryczy przelała kradzież magnesów reklamowych z auta (no srsly, na co to komu?!),wtedy to szef wykupił miejsce na parkingu strzeżonym i od tego czasu tam właśnie parkujemy. 

Tyle tytułem wstępu. Więc kiedy w środę udaliśmy się do nowej firmy zabrać stamtąd blaty do przycięcia.. Przechadzałam się po biurze, zajrzałam do zakątka kuchennego.. I ejże, ale gdzie jest płyta kuchenna? Tak. Nie wiem jakim sposobem, kiedy ani oczywiście kto, ale uprowadzono nam z kuchni płytę grzewczą. I wkrętarkę. Cuda na kiju.. Musimy wymienić wkładki w drzwiach, bo śladów włamania nie było. Na szczęście alarm już jest aktywny, więc go uzbroiłam i jeśli kradziej wróci, mam nadzieję że syrena go spłoszy. 

Ręce mi opadły.. Naprawdę, myślałam, że te radosne czasy rozkradania wszystkiego jak popadnie już przeszły..najwyraźniej niekoniecznie. Masakra.

A więc tak się zaczął prima aprilis. Kiedy zadzwoniłam do Tomiego mu o tym opowiedzieć, myślał, że go wkręcam i ciężko mi było go przekonać, że to na serio.

Na domiar złego pakując blaty na samochód ojciec dyrektor coś sobie zepsuł z kręgosłupem, i do dzisiaj chodzi poskręcany w chińskie osiem, ledwo siada i ogólnie wygląda jak siódme nieszczęście.

Ledwo wróciłam do firmy, zadzwonił telefon. Okazało się, że włączył sie alarm u nas w domu, Tomi nie może się dodzwonić do żadnych sąsiadów i nie wiadomo o co chodzi. No więc załadowałam się w auto (i tylko raz musiałam się cofnąć po kluczyki) i pojechałam na osiedle. Kiedy otworzyłam drzwi do mieszkania, między moimi nogami uciekła z niego.. Przerażona Lola. Okazało się, że ekipa remontowa u sąsiadówza ścianą miała akurat dziś dzień wielkiego kucia. Pies był tak przerażony, że biegał po całym mieszkaniu rozpaczliwie próbując się schować, i wzbudzając czujki alarmu. Ciężko mi ją było zagonić do mieszkania, a jak już się udało, wkładała głowę między drzwi a framugę, żeby jej tylko samej nie zostawić.. Chcąc nie chcąc, wpakowałam ją do auta żeby zabrać ją do pracy. Wzięłam też jej książeczkę zdrowia, to przy okazji zaliczy się wizytę kontrolną u weta (po przebytej infekcji oczu). 

Na liczącej 5km trasie między domem a pracą, zestresowana i przerażona Lola zwymiotowała w samochodzie.

Następnie zrobiła kupę.

 W samochodzie.

Tylko spokój może nas uratować..

Dowiozłam ją do roboty cały czas mantrując i myśląc, że gdyby przytrafiło się to mojemu ślubnemu, pewnie wybuchłaby mu głowa.

Zaprowadziłam Lolę do biura, zostawiłam po dobrą opieką, zaopatrzyłam się w gumowe rękawiczki, ręczniki papierowe, odpowiednie środki czyszczące  i odświeżacz powietrza i poszłam na parking posprzątać apokalipsę. Oczywiście, lał wtedy taki deszcz, że natychmiast przemokłam.

A samochód to mogę teraz spalić albo utopić w jeziorze..

Ogarnęłam na tyle na ile się dało, skończyłam pracę i pojechałam z uspokojoną już (i przeczyszczoną) Lolą do weta.

Niestety, okazało się, że prawe oko jest mocno niepokojące, i pani wet zaleciła wizytę u specjalisty- psiego okulisty w Brzeźnie. Tak więc w najgorsze korki przepchałyśmy się moim skażonym samochodem przez pół miasta, do Brzeźna. Na miejscu pan doktor obejrzał Lolę, zakropił jej coś w ślepia i dziobał jej oczy takim dyngsem do mierzenia ciśnienia w gałkach- naprawdę bardzo dzielna jest ta nasza Lola, miała okropny dzień, a tu jeszcze jakiś obcy facet ją dziobie w oczy i weź tu zachowaj spokój i nie odgryź mu nosa. Kochana jest, drugiego takiego kluska to ze świecą! Pan doktor wybadał, że prawe oko ma mocne nadciśnienie. Bardzo mocne. No i nie działa, tzn Lola jest w połowie niewidoma. Zalecił stosowanie specjalistycznych kropelek, które mają pomóc, bo jeśli nie pomogą, to oko trzeba będzie niestety usunąć :( tak naprawdę dla Loli to nie jest tak istotne, bo ona na to oko i tak już nie widzi, poza tym, dla psów jednak wiodącym zmysłem jest węch. I to utrata tegoż, a nie wzroku, byłaby prawdziwym dramatem. Dla nas bardziej niepokojąca może być wizja wypstrykania się z kilku stów za zabieg (bo za samą wizytę pan doktor skasował dwie), no ale czego się nie robi dla najbardziej kosmatego członka rodziny zakończonego ogonkiem, nie? :) 

Po tak uroczym dniu reszta tygodnia minęła stosunkowo spokojnie. Teraz muszę sobie zrobić kawę, naprawić powyginane świerczki w ogrodzie, ogarnąć chatę i przygotować jakąś szamę, bo z jednej strony my świąt nie obchodzimy, ALE JEDNAK babcia i dziadek zapraszają do siebie jutro rano, a po południu jest chrzest Tomiego bratanicy, więc jakiś hummus wypada ukręcić.

O, świetnie, właśnie zaczął padać GRAD.

Dzisiaj zdjęć nie będzie, zresztą, uwierzcie mi- nie chcecie tego oglądać ;)

2015/04/04 11:55:04 lola pech jak cholera kupa w samochodzie i inne atrakcje

Szczegóły wpisu

Tagi:
Autor(ka):
nuxy
Czas publikacji:
sobota, 04 kwietnia 2015 11:55

Polecane wpisy

  • Potrzebna stylistka!

    w piątek z rana jedziemy w okolice Olsztyna, żeby wziąć udział w ślubie i weselu mojego kuzyna. Jeszcze nie wiem co założę, ale spoko, to nie ja wychodzę za mąż

  • no właśnie!

    wiedziałam, że podbiał! Przypomniało mi się, jak zobaczyłam w aptece popularne tabletki na gardło. Zresztą ja mam słabą pamięć do żółtych kwiatków. Aktualnie ko

  • lecą! lecą!

    zmasowany atak! nie-wiem-czego :) Niestety mój aparat z pożyczonym obiektywem nie ma aż takiego zoomu.. anybody? Gęsi jakieś? Piąteczek, yeah. Za oknem pięknie

  • Spontan - w moim wykonaniu nie konczy sie dobrze.

    Sobota. Zeszly weekend. Umawiamy sie z Ormanami na obiad na miescie. Nawet Denis udalo sie namowic. Dzien wczesniej, glupia baba kupila krewetki zamrozone. Po r

Komentarze

Dodaj komentarz

  • sekretarka.bozeny napisał(a) komentarz datowany na 2015/04/04 14:22:51:

    O siet! Ale kumulacja o.O Spółwczucia.
    U Bożeny też jest śmiesznie, ale to innym razem poopowiada.
    Teraz sobie porozkminia kwestię waszej ukradzionej płyty grzewczej, bo to jest szalenie niesamowite.

  • lesniczy.lp napisał(a) komentarz datowany na 2015/04/05 17:36:49:

    oj! tyle się zwaliło na biednego Orzeszka, współczuję... ale po latach chudych zawsze pojawiają się tłuste, bo przecież w przyrodzie jest równowaga. Pozdrawiam świątecznie czyli jajecznie.

Dodaj komentarz

Wyszukiwarka

Tagi

Kanał informacyjny

Opcje Bloxa