Wpis

środa, 01 października 2014

Fuerta 2. Takie tamy i spożywka

jeśli ktoś wczoraj w biedronce nie mógł kupić papryki i bakłażanów bo nie było, to znaczy że ja wszystkie wykupiłam. Przepraszam, ale robiłam ajvar i czepuk paprykowy do słoików. I pierogi z bakłażanem dla Pana Męża. 

Aaaa no i krew udało mi się oddać, hura hura! Kto chce 6 mlecznych czekolad?

To jedziemy z Fuertą :)

Jak wspominałam, suchą niczym przysłowiowy pieprz.

ale za to widoczki ładne się trafiają

Tutaj Ajuy, wioska bogata w czarny piasek plażowy

I jaskinie

Coś dla speleologów!

Absolutnie fajne zdjęcie plaży w naszym rodzimym Corralejo [i Ola :)]

Iii hm, co by tu jeszcze.. mały bananek? :)

 Produkty dla wegów są tam dostępne w każdym normalnym sklepie

przynajmniej w takim niezbędnym minimum, jak mleko sojowe, ryżowe czy migdałowe, bezmleczne deserki, tofu, sojowe gotowce na patelnię czy grecki hummus dostępny w sklepach sieci Mercadona. Mleko sojowo-orzechowolaskowe ;) wspaniale komponowało się z kawusią i boskimi imbirowymi ciasteczkami, twardymi jak kamień, które dało się zjeść dopiero po zanurzeniu w kawie. Mmm! Na samo wspomnienie zachciało mi się ciasteczka..

Co prawda w większości restauracji opcją wegańską wciąż są kartofle, pieczarki i keczup. [chociaż w hotelowym żarciu mogłam sobie przebierać w duszonych warzywkach. Nawet na śniadanie miałam co jeść, chociaż było to english breakfast, po zaopatrzeniu się w wyżej wspomniane mleko pałaszowałam sobie płatki.]

Ale nie zawsze!

Bo oto i Baobab, wegańska malutka knajpencja!

w której, uwaga, zjedliśmy wszyscy we czwórkę :) kotlety ze szpinaku, seita, tempeh, smażone tofu.. ja miałam tempeh, ale przyznam szczerze że przysłowiowej dupy nie urwał- za mało doprawiony. Najlepszą robotę robiło tofu i kotlety szpinakowe. No i wzbogaciłabym porcje o jakieś węgle, ziemniaki, ryż czy inną kaszę.. ale nie szukajmy dziury w całym ;)

oprócz tego raz szarpnęłam się na szpinak po indyjsku w restauracji indyjskiej Namaste. Jeżu, ale to było pyszne..!

Także nawet wegusy mają na wyspie co zjeść :) W dodatku nasz apartemą wyposażony był w aneks kuchenny z full service typu patelnie i garnki, więc można było sobie upichcić

na przykład makaron z bakłażanem i cukinią w sosie pomidorowym. A później zjeść to w towarzystwie "Drwala" w zielonym, fuerciańskim ogrodzie ;)

uff, strasznie dużo tych zdjęć narobiłam! Przepraszam. A od tego pisania o żarciu zrobiłam się głodna, więc zwijam mandżur i jadę do domu :) przyszło dziś nowe wyrko dla Loli, ciekawe jak ja je na rower zapakuję..

2014/10/01 16:24:51 fuerteventura baobab weganizm

Szczegóły wpisu

Tagi:
Autor(ka):
nuxy
Czas publikacji:
środa, 01 października 2014 16:24

Polecane wpisy

Komentarze

Dodaj komentarz

  • sekretarka.bozeny napisał(a) komentarz datowany na 2014/10/01 16:47:10:

    Sympatycznie bardzo ta wasza Fuerta wygląda, ale chyba nie do mieszkania :) Bożenę szalenie zainteresowały koltety szpinakowe, zaraz będzie szukać na jakiejś puszce przepisów. I chciałaby cynk na te pierogi, co to mężu swemu narobiłaś.
    Strasznie Bożena przymiera dziś głodem i to pewnie w jakiejś mierze trłumaczy jej zainteresowania kulinarne :D

  • nuxy napisał(a) komentarz datowany na 2014/10/02 11:23:31:

    kotletów szpinakowych w sumie też nigdy nie robiłam, ale to może być stosunkowo łatwe- rozmrożony i odparowany szpinak z czochem, solą i hmm może uduszonymi pieczarkami, zagęszczony powiedzmy kaszą jaglaną i płatkami owsianymi.. to jest myśl! :) patent na pierożki wrzucę w dzisiejszą notkę, może się komuś przyda, bo sam farsz bakłażanowy jest bomboski!
    Fuerta zdecydowanie nie do mieszkania ;) po pierwsze nic tam nie ma. Po drugie, ja bym nie mogła normalnie funkcjonować w takich temperaturach jakie tam latem panują.. no ale to już prawie Afryka! [sprawdziłam na globusie ;)]

Dodaj komentarz

Wyszukiwarka

Tagi

Kanał informacyjny

Opcje Bloxa