Wpis

wtorek, 23 września 2014

szok termiczny

mnie dopadł dziś, gdy jechałam do pracy mej umiłowanej rowerem a wiatr smagał mój organizm, który jeszcze kilka dni temu smarowałam kremem z aloesu na poparzenia słoneczne. A dziś takie coś. Ale skóra z czoła jeszcze mi schodzi, ewenement.

Tak więc, wróciliśmy. Męczący był ten urlop okrutnie, jak każdy porządny urlop, a w dodatku felernie nasz powrót przypadł na niedzielny późny-wieczór [miała być 18.50, ale z powodu obsuwy wyszła 21 plus odbieranie bagaży, do domu wróciliśmy na ostatni set]. W poniedziałek więc przybyłam do pracy półtorej godziny później, dziś już tylko 10min- jest progress! Muszę przedrzeć się przez poczynione zdjęcia oraz filmy [15gb], i wtedy zdam relację z wycieczki. A tymczasem wczoraj wieczorem trochę mi odbiło [jet lag] i ukręciłam wiadro sojonezu. Żeby mieć z czym go spożytkować, wykonałam sałatkę warzywną [tak, znaną wszystkim ze świąt- jeno bez jaj [sin huevo]]. Mąż zjadł na kolację i pochwalił, że smaczna. Dziś będą naleśniki z farszem szpinakowym i sosem czosnkowym z sojonezu właśnie. I mizeria w sojonezie. A jutro hm, może maseczka z sojonezu? Się zobaczy ;) Generalnie cieszę się, że sojonez można zrobić z mleka sojowego z Netto po 5pln/karton, a nie z burżujskiego alpro unsweetened za 9pln/karton. Bo grosz do grosza a będzie kokosza, n'est-ce pas? [ależ ze mnie poliglotka, huhu :D]

Tymczasem, dziś pierwszy dzień jesieni. Piździ jak na przysłowiowym Uralu [albo na dworcu w kieleckim, zależy od wersji]. Ach, śniło mi się że Filharmonia zapłaciła za meble i mogłam sobie przelać premię, niestety, jeszcze tydzień.. Jakoś musimy dać radę, chociaż wyjazd [i podatek i ubezpieczenie iii wszystko] nadszarpnął nieco budżet domowy. Ale nic to, jest sezon na grzyby więc w najgorszym wypadku będziemy cisnąć na plonach ziemi. Bo karnet na siłkę trzeba odnowić, wszakże.

Czytam tą książkę pożyczoną przed wyjazdem, "Drwal" Michała Witkowskiego. Po pierwszych kilku kartach złapałam się za głowę z jękiem: no nieee, co to ma w ogóle być? Jakaś surrealistyczna powieść, tak dziwna że nie wiem jak ją nawet opisać, utknę tu i nie przebrnę, a wypożyczyłam jeszcze jedną książkę tego artysty..! Ale że uparta jestem, czytałam dalej. Tak mnie wciągnęło, że wczoraj z bólem serca odkładałam wieczorem [a i tak dziś zaspałam], nie mogę się doczekać aż wrócę do domu i będę czytać, czytać, przeczytam i sięgnę po kolejną, no palce lizać, polecam wszem i wobec bo cudna lektura to jest! Humor, intryga, wątki kryminalne, lekomania, psychopatia, lujostwo i wszystko co sobie można zamarzyć. Ach!

Za godzinę fajrant!

2014/09/23 14:56:02 Michał Witkowski sojonez

Szczegóły wpisu

Tagi:
Autor(ka):
nuxy
Czas publikacji:
wtorek, 23 września 2014 14:56

Polecane wpisy

Komentarze

Dodaj komentarz

  • sekretarka.bozeny napisał(a) komentarz datowany na 2014/09/23 20:40:42:

    oo, Bożena tak będzie gnać w piątek, jak ten pan z filmiku. Dzisiaj też tak gnała, ale to do dentysty. Z pogodą doprawdy jest przegiecie. Za bardzo sobie wzięła do serca początek kalendarzowej jesieni.
    Bożena umiera z zazdrości z powodu urlopu i czeka na relację!

Dodaj komentarz

Wyszukiwarka

Tagi

Kanał informacyjny

Opcje Bloxa