Wpis

poniedziałek, 19 maja 2014

zwalcz system, idź do muzeum nie tylko w nocy i faszeruj cukinię!

Wspominałam jakiś czas temu, że 9 czerwca będę się sądzić z kierowcą autobusu, który chciał rozjechać mnie, jadącą zgodnie z przepisami ruchu drogowego bogu ducha winną rowerzystkę? Na pewno. Nie liczę na cuda z okazji tej rozprawy, podejrzewam raczej że sprawa zostanie umorzona. W każdym razie, od tamtego czasu jeżdżę nielegalnie chodnikiem. A przynajmniej jeździłam, bo od kilku tygodni przy chodniku stoją takie cudne znaki:

Fajne, nie? Jak spytałam sąsiada- policjanta z drogówki co to cudo oznacza, poskrobał się po czole z nietęgą miną i wzruszył ramionami. Nawet kolegów z branży pytał. Nikt nic nie wie.

Na szczęście gugle wiedzą.

To znak C-16/T-22 "Chodnik z dopuszczonym ruchem rowerowym", sama do tego doszłam ;) Czyli można jechać chodnikiem, ale nie trzeba [jak ktoś lubi cisnąć ulicą]. Oczywiście piesi mają pierwszeństwo i trzeba na nich uważać, a przez przejścia rower przeprowadzać. Może się komuś taka wiedza przyda. Dodatkowo drogowcy zamalowali ozdobne rowerki na chodniku, i namalowali je na ulicy. Także mogę już legalnie sobie jeździć chodniczkiem nie ryzykując konfrontacji z pieszymi [chociaż wiadomka, zawsze się może jakiś szaleniec napatoczyć] ani mandatu [A SPRÓBOWALIBY!]

 

Także tego. 

 

Radośnik upłynął jak zwykle niespostrzeżenie. W sobotę natomiast wybraliśmy się na miasto żeby wypróbować Noc Muzeów. Akcja organizowana co roku polegająca na tym, że od godziny 19 wstęp do muzeów, galerii i na wystawy biorące udział kosztuje 1pln. Moja madre co roku zabiera młodego i sobie łażą, stwierdziłam że tym razem ja też chcę, zwłaszcza że nie byłam w żadnym muzeum od....wstyd się przyznać.

Młody miał za zadanie wybrać obiekt który chce zwiedzić- wybrał wystawę Drogi do Wolności na przeciwko Zieleniaka, pewnie dlatego że stoi tam kozacka amfibia

 

Odstaliśmy swoje w dłuuugaaaśneeej kolejce [serioszka, godzina stania, na szczęście deszcz nie padał]

dostaliśmy się do środka. Można było poczuć się jak za dawnych lat..

 [tak, pamiętam ;)]

i docenić to, że żyjemy w spokojnych czasach w Polsce

kiedy władza nie strzela do obywateli

ani nie używa innych środków przymusu

na co dzień się o tym nie myśli, wiadomo że kiedy jest dobrze człowiek i tak wynajdzie sobie coś do zrzędzenia, nawet jeśli wobec sytuacji innych ludzi w okolicy [Ukraina na przykład] jest to żenująco śmieszne

takie przemyślenia.

Po wyjściu z wystawy stwierdziliśmy, że mamy dość kolejek, i że jak się odchamiać to nie tak [zwłaszcza, że normalnie bilet na tą wystawę kosztował...6pln]. Trzeba wziąć się w garść, przelecieć spis muzeów w Gdańsku [mamy ich tu trochę] i wybrać się w jakiś normalny dzień, kulturalnie, bo warto. Poszliśmy sobie więc na spacer na starówkę, po drodze hacząc o jedzenie [Kebab Star na Rajskiej- zjadłam z mamą na spółkę pyszne falafelki z surówkami, kaszą i piernym sosem! Nie mam zdjęcia bo jakoś tak głupio :P ale w ogóle sam lokal ciekawy- kebabiarnia w formie restauracji. Dotychczas kebaby kojarzyły mi się z budkami gdzie można było ewentualnie przycupnąć na plastikowym, ubabranym sosem i piwem i nie-wiadomo-czym krzesełku, a najlepiej to uciekać z bułą w dłoni. No i falafele były! To jest ewenement, pierwszy raz się na nie natknęłam w kebabie! Wielki +!]

Kolejka do Muzeum Bursztynu w Zbrojowni

Wielki Młyn i fruwające nietoperze, super!

Długa nocą to jest piękna sprawa

Zielona Brama, zielona jak nigdy :)

I koń, jaki jest, każdy widzi. A na koniu król- Jan III Sobieski.

Jeszcze słówko o faszerowanej cukinii- mój hit ostatnich kilku dni. Cukinię trzeba przekroić wzdłuż, wypatroszyć łyżeczką albo takim kulkowaczem do arbuzów [ ;) ], napchać tam ugotowanej soczewicy/kaszy/ryżu z warzywami [u mnie cebula, pieczarki i suszone pomidory z oleju] i przyprawami [zioła prowansalskie, sól :]]. Przykryć folią alu i piec w 200stopniach ok 20min [aż cukinia zmięknie]. Zajadać! Dobra na ciepło, na zimno i z grilla też, nawet szanowny pan Małżon wciągnął prawie całą i zostawił taką jeno dupkę, raduje się moje serce wegańskiej małżonki, zawsze to jedna kurka do przodu!

2014/05/19 15:40:38 drogi do wolności kebab star noc muzeów faszerowana cukinia falafel

Szczegóły wpisu

Tagi:
Autor(ka):
nuxy
Czas publikacji:
poniedziałek, 19 maja 2014 15:40

Polecane wpisy

Komentarze

Dodaj komentarz

  • Gość anymore napisał(a) z *.konin.mm.pl komentarz datowany na 2014/05/20 09:02:43:

    o ja, przekonana byłam że ten znak drogowy oznacza zakaz dla rowerów jeździłam ze świadomością illegal. W moim mieście ścieżki rowerowe urywają się nagle, nie ma całych tras, są odcinki, chcąc dostać się na drugą część miasta jedzie się pół na pół jak człowiek i jak samochód. Dzięki za info, teraz jak się zastanowię to rzeczywiście nie do końca pasuje do miana zakazu :)

  • squirk napisał(a) komentarz datowany na 2014/05/20 18:15:44:

    Dawno w Gdańsku nie byłam, yh. I pewnie nieprędko będę, jak przylecę do Polski to będę miała każdy dzień zaplanowany :-/
    U mnie też faszerowanie na całego, jak dopadniesz małe okrągłe cukinie i wymyślisz z nich coś dobrego to proszę o przepis, standardowy farsz się Trenerowi nie spodobał, ja cukinię kocham każdą i zawsze :-)

  • sekretarka.bozeny napisał(a) komentarz datowany na 2014/05/21 12:21:17:

    Bożena tak uwielbia cukinię, że na pewnikm sobie machnie faszerowaną! Aż ślinka cieknie.

    Nocmuzeów sobie Bożena zaś odpuściła, bo primo - miała dużo pracy, secundo - woli odżałować parę groszy in plus, a w tych pielieknych kolejkach nie stać godzinami o.O
    Gdańsk piękny, jak co dzień :)))))

  • quba napisał(a) komentarz datowany na 2014/10/20 00:17:40:

    Fantastycznie ciekawe! Dziękuję! Cieszę się na jutro! Będę dalej czytać.
    Serdeczności!
    quba

  • nuxy napisał(a) komentarz datowany na 2014/10/21 14:57:37:

    a dziękuję, dziękuję bardzo :)

Dodaj komentarz

Wyszukiwarka

Tagi

Kanał informacyjny

Opcje Bloxa