Wpis

środa, 25 września 2013

o znikającej ścieżce.

Tak tak. Siedząc w pracy nie piję już wody, tylko gorące herbatki jedna za drugą. Aktualnie zieloną z cytrynką Muszę kupić sobie yerbę, tylko ciągle zapominam zabrać z domu kupon rabatowy.. A w ogóle to ząb mnie boli, lewy dolny. Cudownie. Muszę się udać z reklamacją do mojego dentysty, bo nie po to wydałam taką obrzydliwą kupę forsy na wątpliwej przyjemności usługi żebym teraz nie mogła spokojnie marchewki pochrupać! 

 

W zeszły czwartek i poniedziałek przeżyłam dramat, bo musiałam jechać oddać krew do badań. W przeciwieństwie do krwiodawstwa dla wyższych celów, oddaje się nie pół litra tylko małą fiolkę, ale za to trzeba być na czczo. Makabra. Ja czasami budzę się rano, bo jestem głodna. Bez śniadania z domu nie wyjdę. Nie to co mój mąż, który rano je kawę, a coś normalnego między 10 a 12. Ja tak nie mogę funkcjonować. Więc kiedy w czwartek zameldowałam się w laboratorium o 7.50 [otwarte od 8] i uiściłam stosowną opłatę za badania [zusie, tfu!], zdębiałam zobaczywszy dwadzieścia osób w kolejce do zamkniętych jeszcze drzwi. Bombastycznie. Pierwszy posiłek, banana i migdały, zjadłam po 9, więc przez całą resztę dnia byłam non-stop głodna, dygotałam z zimna i zasypiałam na siedząco ze wzrokiem wbitym w komputer. W poniedziałek to samo. ZGROZA! Mam nadzieję że nie będę musiała tego powtarzać przez najbliższe pięćdziesiąt lat.

 

A teraz rodzynek, czyli zatroskane winogronko.

Temat przewodni notki- the disappearing ścieżka.

Pracuję w miejscu gdzie kiedyś mieszkałam. Ulica którą do pracy dojeżdżam kiedyś była drogą z betonowych płyt, po obu jej stronach zamiast ogrodzonych osiedli [zwanych gettami dla bananów] i willi rozciągały się pola, a jedynym budynkiem była budka gdzie ojciec zawsze kupował sobie piwo, a mi i bratu oranżadę, kiedy w leniwe letnie dni spacerowaliśmy w okolicy. Później powstały owe getta i wille, a drogę z płyt zastąpiła asfaltowa ulica z eleganckim brukowanym chodniczkiem po obu stronach. Chodniczkiem, dodam, zaopatrzonym w ścieżkę rowerową.

[fot. Google]

Ścieżka, jaka jest, każdy widzi. Fakt, że kretyńska nieco, bo kawałek dalej okazywało się że szara część jest dla rowerów, a różowa dla pieszych- to jakby odwrotnie niż ZAWSZE- ale wystarczyło popatrzeć gdzie jest namalowany rower czy pasy.

[fot. Google]

Przyzwyczaiłam się do tego, że przy ulicy są przystanki autobusowe i generalnie osiedle jest gęsto zaludnione, a poza tym jestem kulturalna i uprzejma- ową ścieżką zawsze jeździłam powoli, święte krowy omijałam, a kiedy nie było opcji ominięcia- dzwoniłam dźwięcznie moim dzwoneczkiem w kwiatuszki.

Naprawdę mam dzwoneczek w kwiatuszki.

Toteż zdziwiłam się lekutko, kiedy w piątek napotkałam na swojej trasie BABĘ. Baba szła sobie w moim kierunku szarym pasem, a więc tym co uważałam za ścieżkę. Szła i szła, patrząc się ewidentnie na mnie- nie że jakaś zamyślona czy pisząca sesemesa, więc nie użyłam dzwoneczka tylko się zatrzymałam przed nią, no bo trochę byłam zmieszana. Zanim zdążyłam cokolwiek powiedzieć, babsko ryknęło: NO I GDZIE? Na co ja, kulturalnie: no jak to gdzie, po ścieżce. Usłyszałam że tu nie ma żadnej ścieżki i że mam sobie poczytać [nie wiem co], po czym baba z hukiem jak się pojawiła, tak zniknęła, zostawiając mnie w szoku. Niewiele myśląc, ogarnęłam się i pojechałam dalej, oczywiście ścieżką, no bo co? Rower namalowany jest, a wariatów nie brakuje. 

W poniedziałek, z ciekawości, wpisałam w Google hasło: ścieżka rowerowa Gdańsk Myśliwska. I oto co się ukazało moim oczętom:

http://trojmiasto.gazeta.pl/trojmiasto/1,35636,12746945,Sciezka_rowerowa_konczy_sie_na_slupie__Urzednicy_.html

W skrócie: przy tej ulicy w 2012 roku miał miejsce wypadek, niestety śmiertelny. Samochód potrącił pieszego. W związku z tym władze miasta wprowadziły ulepszenia: ograniczenie prędkości do 30km/h [strefa], p[ie]rogi zwalniające, i.. usunęły ścieżkę rowerową. To znaczy znaki pionowe, bo poziome zostały i mają się dobrze. W ramach poprawy bezpieczeństwa teraz zamiast brukowanym chodniczkiem będę zasuwać ulicą między samochodami, tak zwanym rynsztokiem - wczoraj kiedy jechałam w ulewie było wspaniale.

Naprawdę wspaniale.

Napisałam do portalu trojmiasto.pl żeby może coś na ten temat skrobnęli, bo jednak dużo trójmieszczan do nich zagląda, a z tego co widzę- mało kto wie że przy Myśliwskiej nie ma ścieżki, tylko fantazyjny dwukolorowy chodniczek. Bo oprócz wyrwania znaku miasto nie zrobiło NIC. Mogli chociaż ten cholerny rower zamalować, ale nie. Ghh...

 

A tak poza tym, to wszystko dobrze ;)

2013/09/25 12:19:31 ścieżka rowerowa absurd

Szczegóły wpisu

Tagi:
Autor(ka):
nuxy
Czas publikacji:
środa, 25 września 2013 12:19

Polecane wpisy

Komentarze

Dodaj komentarz

  • lesniczy.lp napisał(a) komentarz datowany na 2013/09/25 17:44:56:

    no genialna innowacja, godna oskara, pulitzera, maliny i wszystkich innych... prosty, urzędniczy pomysł- po chorobę ścieżka jak można postawić parę znaków, radar i policjanta co będzie łapał jeleni, a rowery rynsztokiem niech sobie człapią. A rower jako znak poziomy sam się zetrze, po co się trudzić jego likwidacją?

  • veni23 napisał(a) komentarz datowany na 2013/09/27 11:29:31:

    W tej materii jest w Gdańsku fantazyjnie. Niedaleko ETC na Zaspie patrz obrazek zrobili przejazd dla rowerzystów - zaznaczyłam na żółto. Nikt nie wie, jak po tym jechać, a dla dodania uroku, podjazd w kierunku Gdyni jest uformowany z obłupanego młotem krawężnika, pomalowanego farbą.

Dodaj komentarz

Wyszukiwarka

Tagi

Kanał informacyjny

Opcje Bloxa